środa, 26 marca 2014
Trzymajcie mnie bo umre ;_;
A więc tak... napisałam piękny rozdział. Ale niestety... mi się calusieńki skasował. Ale na szczęście wysłałam go wcześniej do chłopaka. Ale, kiedy go próbowałam skopiować to jakieś dziwne litery wychodziły. Więc ja idę go teraz przepisywać... Zaczne od razu... ale... to może zająć, bo był długi... Góra do jutra. Wybaczcie... Całuję :*
czwartek, 6 marca 2014
rozdział 16- Język jest źródłem nieporozumień.
*Ally*
Zamknęłam oczy. To uczucie, gdy jestem bezwładna, a podtrzymywana przez inną osobę. Gdy czuję, że nie spadnę. Gdy powoli wdycham jego zapach i kładę głowę na jego ramieniu. To jest nie do opisania. Jednym słowem powiedziałabym, że było cudownie... nieziemsko. Nie, tego nie da się opisać ani jednym słowem, ani żadnym innym. To trzeba tylko poczuć, inaczej się tego nie zrozumie. Pamiętam, jak kiedyś Dallas mnie podnosił... Ale wolałabym o tym zapomnieć, gdyż uczucie które czułam w tedy a uczucie które czuje teraz, oba są sobie zupełnie obce. Z tamtego zdarzenia pamiętam tylko tyle, że po pewnym czasie mnie puścił i pozwolę sobie zacytować jego słowa "Przecież masz nogi!"- tak, to własnie powiedział. Zupełnie nie romantycznie... cały on. Zadufany narcyz, opiekuńczy... dla samego siebie. Od niedawna zastanawiam się po co on w ogóle ze mną był... aby się mną pobawić? A może coś na prawdę do mnie czuł? Nie, to jest wykluczona opcja. Chyba się aż go o to kiedyś zapytam. Jestem ciekawa jego miny... i tego co odpowie. No nic, Dallas to nie zbyt dobrany temat do teraźniejszej sytuacji. Teraz czułam błogość i nie chciałam aby teraz nikła przez myśli o Dallas' ie, które przyprawiały mnie o mdłości.
*narrator*
Kiedy Ally już kompletnie przestała myśleć, zasnęła. Austin czując iż jej ciało stało się odrobinę cięższe i jeszcze bardziej bezwładne, delikatnie się uśmiechną. Wiedział, że dziewczyna śpi, co samo w sobie go ucieszyło. Sam nie wiedział dla czego, może dla tego, że kiedyś przeczytał w jakiejś książce, że gdy dziewczyna zaśnie w ramionach chłopaka to mu ufa? Nagle chłopak staną przy wejściu do Cimmeri. Nogą popchną drzwi, które ze starości dość głośno zaskrzypiały. Blondyn wszedł do środka. Wokół panowała głucha cisza, której towarzyszyła kompletna ciemność. Rozejrzał się w około nie mając pojęcia w którą stronę się udać. Mimo iż znał na pamięć cały budynek, nie miał pojęcia który pokój może należeć do Grece i Ally, a sprawdzenie 959 pokoi, było by zbyt pochłaniającą pracą, zwłaszcza iż dziewczyna sprawiała coraz to większe obciążenie chłopakowi. Blondynowi nie pozostało nic innego jak udanie się do sypialni, którą dzielił wraz z Tom' em.
Austin delikatnie przekręcił klucz w zamku. Gdy wszedł do środka ku jego zdziwieniu Tom spokojnie spał już w łóżku. "Jak on... to zrobił?"- pomyślał blondyn, jednak po chwili jego głowę zajął kolejny problem, a dokładnie gdzie może ułożyć brunetkę. Czując kompletny brak sił w barkach chłopak delikatnie położył Ally na łóżku, a sam ukucną przy posłaniu kolegi, delikatnie go szturchając.
- Tom! Pobudka!- wyszeptał blondyn potrząsając kolegą.
- Co... co się dzieje?- zapytał mrużąc oczy brunet.
- Zwolnij swoje łóżko- odparł Austin.
- Po co ci dwa? Masz swoje...- wymruczał nadal nie do końca obudzony chłopak.
- Potrzebne. Wiesz gdzie ma pokój Ally i Grece?- zadał pytanie blondyn.
- Nooo taaa...
- U nich jest jedno wolne łóżko, idź i tam dzisiaj będziesz spał, ok?- wyszeptał Austin starając się nie obudzić Ally.
- A sam se idź!- dość głośno szepnął zdenerwowany już Tom, nakrywając głowę kołdrą.
- No weź, tylko dzisiaj!
- A czemu ty nie możesz...?- chłopak wychylił czubek głowy spod pierzyny.
- Bo ja nie wiem gdzie jest ich pokój, a po drugie to twoja dziewczyna w nim śpi...- uśmiechną się szydersko Austin. Tom gwałtownie wyskoczył z łóżka i wychodząc z pokoju, szepną tylko ciche "dobranoc" po czym udał się do pokoju dziewczyn. Austin spojrzał na śpiącą Ally. Wyglądała tak niewinnie i słodko. Miała nadal przemoczone włosy, a jej skóra pokryta była gęsią skórką. Usta dziewczyny zaczerwieniły się pod wpływem zimna, a uroku dodawała jej koszula Austina, która była na tyle długa, że mogła zakryć jej spodenki. Przez to całe zamieszanie blondyn nie zauważył nawet, że nie ma na sobie górnej części garderoby. Ale nie przeszkadzało to mu zbytnio. Przykrył brunetkę kocem, co czym sam położył się na łóżku Tom'a. Zamknął oczy, jednak na samo wspomnienie dzisiejszych zdarzeń powieki same mu się otwierały. Za dużo się zdarzyło, aby teraz mógł spokojnie spać. Nagle usłyszał skrzypnięcie łóżka. Spojrzał się na swoje posłanie na którym obecnie spała Ally. Zobaczył, że dziewczyna siedzi na łóżku w bezruchu. Przyjrzał się mocniej. Dostrzegł, że Allyson ma zamknięte oczy. "Musi lunatykować"- pomyślał Austin, który był ciekaw nadchodzących zdarzeń...
***
Witajcie moje cudne miśki ! Musieliście tyle poczekać gdyż ja dopiero dzisiaj dostałam komputer a pisanie na telefonie to udręka.... Jezu okropność ! Dlatego wolałam już poczekać. Wybaczcie.... znowu... za dużo tego. A właśnie ten rodział zaczęłam pisać o 22:30 a jest 23:40, a jutro szkoła .... więc notka będzie krótka.... Nauki mam dużo a teraz dodatkowo poświęcam czas na pewną osobę, która pojawiła się w moim życiu i ja na razie niech zostanie :) Jezu ja jutro nie wstane xddd sama sobie krzywdę robie.... ale wszystko dla was ! I przepraszam, że rozdział króki, ale musze iść spać.... za to następny pojawi się szybciej, o wiele :D Dobra ide spać..... pappapa kocham <3 całuję :**
Weronika Love
Zamknęłam oczy. To uczucie, gdy jestem bezwładna, a podtrzymywana przez inną osobę. Gdy czuję, że nie spadnę. Gdy powoli wdycham jego zapach i kładę głowę na jego ramieniu. To jest nie do opisania. Jednym słowem powiedziałabym, że było cudownie... nieziemsko. Nie, tego nie da się opisać ani jednym słowem, ani żadnym innym. To trzeba tylko poczuć, inaczej się tego nie zrozumie. Pamiętam, jak kiedyś Dallas mnie podnosił... Ale wolałabym o tym zapomnieć, gdyż uczucie które czułam w tedy a uczucie które czuje teraz, oba są sobie zupełnie obce. Z tamtego zdarzenia pamiętam tylko tyle, że po pewnym czasie mnie puścił i pozwolę sobie zacytować jego słowa "Przecież masz nogi!"- tak, to własnie powiedział. Zupełnie nie romantycznie... cały on. Zadufany narcyz, opiekuńczy... dla samego siebie. Od niedawna zastanawiam się po co on w ogóle ze mną był... aby się mną pobawić? A może coś na prawdę do mnie czuł? Nie, to jest wykluczona opcja. Chyba się aż go o to kiedyś zapytam. Jestem ciekawa jego miny... i tego co odpowie. No nic, Dallas to nie zbyt dobrany temat do teraźniejszej sytuacji. Teraz czułam błogość i nie chciałam aby teraz nikła przez myśli o Dallas' ie, które przyprawiały mnie o mdłości.
*narrator*
Kiedy Ally już kompletnie przestała myśleć, zasnęła. Austin czując iż jej ciało stało się odrobinę cięższe i jeszcze bardziej bezwładne, delikatnie się uśmiechną. Wiedział, że dziewczyna śpi, co samo w sobie go ucieszyło. Sam nie wiedział dla czego, może dla tego, że kiedyś przeczytał w jakiejś książce, że gdy dziewczyna zaśnie w ramionach chłopaka to mu ufa? Nagle chłopak staną przy wejściu do Cimmeri. Nogą popchną drzwi, które ze starości dość głośno zaskrzypiały. Blondyn wszedł do środka. Wokół panowała głucha cisza, której towarzyszyła kompletna ciemność. Rozejrzał się w około nie mając pojęcia w którą stronę się udać. Mimo iż znał na pamięć cały budynek, nie miał pojęcia który pokój może należeć do Grece i Ally, a sprawdzenie 959 pokoi, było by zbyt pochłaniającą pracą, zwłaszcza iż dziewczyna sprawiała coraz to większe obciążenie chłopakowi. Blondynowi nie pozostało nic innego jak udanie się do sypialni, którą dzielił wraz z Tom' em.
Austin delikatnie przekręcił klucz w zamku. Gdy wszedł do środka ku jego zdziwieniu Tom spokojnie spał już w łóżku. "Jak on... to zrobił?"- pomyślał blondyn, jednak po chwili jego głowę zajął kolejny problem, a dokładnie gdzie może ułożyć brunetkę. Czując kompletny brak sił w barkach chłopak delikatnie położył Ally na łóżku, a sam ukucną przy posłaniu kolegi, delikatnie go szturchając.
- Tom! Pobudka!- wyszeptał blondyn potrząsając kolegą.
- Co... co się dzieje?- zapytał mrużąc oczy brunet.
- Zwolnij swoje łóżko- odparł Austin.
- Po co ci dwa? Masz swoje...- wymruczał nadal nie do końca obudzony chłopak.
- Potrzebne. Wiesz gdzie ma pokój Ally i Grece?- zadał pytanie blondyn.
- Nooo taaa...
- U nich jest jedno wolne łóżko, idź i tam dzisiaj będziesz spał, ok?- wyszeptał Austin starając się nie obudzić Ally.
- A sam se idź!- dość głośno szepnął zdenerwowany już Tom, nakrywając głowę kołdrą.
- No weź, tylko dzisiaj!
- A czemu ty nie możesz...?- chłopak wychylił czubek głowy spod pierzyny.
- Bo ja nie wiem gdzie jest ich pokój, a po drugie to twoja dziewczyna w nim śpi...- uśmiechną się szydersko Austin. Tom gwałtownie wyskoczył z łóżka i wychodząc z pokoju, szepną tylko ciche "dobranoc" po czym udał się do pokoju dziewczyn. Austin spojrzał na śpiącą Ally. Wyglądała tak niewinnie i słodko. Miała nadal przemoczone włosy, a jej skóra pokryta była gęsią skórką. Usta dziewczyny zaczerwieniły się pod wpływem zimna, a uroku dodawała jej koszula Austina, która była na tyle długa, że mogła zakryć jej spodenki. Przez to całe zamieszanie blondyn nie zauważył nawet, że nie ma na sobie górnej części garderoby. Ale nie przeszkadzało to mu zbytnio. Przykrył brunetkę kocem, co czym sam położył się na łóżku Tom'a. Zamknął oczy, jednak na samo wspomnienie dzisiejszych zdarzeń powieki same mu się otwierały. Za dużo się zdarzyło, aby teraz mógł spokojnie spać. Nagle usłyszał skrzypnięcie łóżka. Spojrzał się na swoje posłanie na którym obecnie spała Ally. Zobaczył, że dziewczyna siedzi na łóżku w bezruchu. Przyjrzał się mocniej. Dostrzegł, że Allyson ma zamknięte oczy. "Musi lunatykować"- pomyślał Austin, który był ciekaw nadchodzących zdarzeń...
***
Witajcie moje cudne miśki ! Musieliście tyle poczekać gdyż ja dopiero dzisiaj dostałam komputer a pisanie na telefonie to udręka.... Jezu okropność ! Dlatego wolałam już poczekać. Wybaczcie.... znowu... za dużo tego. A właśnie ten rodział zaczęłam pisać o 22:30 a jest 23:40, a jutro szkoła .... więc notka będzie krótka.... Nauki mam dużo a teraz dodatkowo poświęcam czas na pewną osobę, która pojawiła się w moim życiu i ja na razie niech zostanie :) Jezu ja jutro nie wstane xddd sama sobie krzywdę robie.... ale wszystko dla was ! I przepraszam, że rozdział króki, ale musze iść spać.... za to następny pojawi się szybciej, o wiele :D Dobra ide spać..... pappapa kocham <3 całuję :**
Weronika Love
czwartek, 20 lutego 2014
Przeprosiny i ....
Przeraszam was, że nie dodałam rozdziału, ale nie mam dostępu do komputera.... przepraszam.... jednak to nie zależy ode mnie.... Komputer odzyskam dopiero za dwa tygodnie, jednak rozdział wstawie wcześniej z komórki, ale on jest nie skończony... Trochę ciężko pisze się na komórce, ale damy radę :) Całuję, wybaczcie :*
Weronika Love
Weronika Love
piątek, 31 stycznia 2014
No niestety.. ale nie martwić się !
A więc do sedna, bo jutro wstaje na 6 a jest północ ;______; JEZU ! A więc, jadę jutro do mojej rodzinki z Warszawy i oczywiście na koncert R5 (to główny cel) Ale, że dzisiaj sie nie wyrobiłam z rozdziałem, to musicie poczekać aż wrócę... Jak na jakąś chwilę wyrwę komputer od mojej siostry z Warszawy to zaczne pisać, ale małe są szanse na skończenie ... Ale się postaram ! Inforuję was o tym, abyście nie czekali bez sensu.. a i wracam w czwartek wieczorem :) No... ja do Warszawy mam samochodem 5-6 godzin, bo jadę z mazur... Jezu jak ja wstane!? Walcem mnie podniosą z łóżka rano...no chyba. Ale odeśpię w samochodzie, będą kocyki... oby. Oki ide spaciu paaaaaaaaaa kocham i postaram się napisać cokolwiek :**** Całuję :*
Weronika Love
Weronika Love
wtorek, 28 stycznia 2014
rozdział 15- Choć światło lepsze wydaje się od ciemności, dopiero w mroku prawda się gości.
*narrator* *jeden dzień później*
(od aut.- wybaczcie, że omijam jeden dzień, ale cóż, nie miałabym o czym pisać a akcja dzieje się właśnie w następnym dniu)
Nastał wieczór. Każdy z uczniów Cimmeri cieszył się z wydarzeń które miały nastąpić dzisiejszej nocy. Dzisiaj miała odbyć się jedna z ich tradycji, która dla młodych, była niezwykle podniecająca. Jedynie Allyson nie była co do tego przekonana. Zwykle Ally, każdy głupi i niebezpieczny pomysł uważała za dobry, ale dzisiaj było zupełnie inaczej. Tak jakby, ktoś wlał jej do głowy odpowiedzialność, której nie miała w do tych czas, w podobnych sytuacjach.
- Ale się cieszę! Już po dwudziestej trzeciej, może się przyszykujemy, co? Trzeba się przebrać w stroje i niedługo musimy iść na miejsce zbiórki- już od dłuższego czasu podobne komentarze wypowiadała Jo. Była ona chyba jedną z najbardziej podekscytowanych osób. Z każdą minutą która zbliżała ich do północy, Jo stawała się coraz bardziej podniecona, a Ally zaniepokojona.
W końcu nadszedł czas, aby wymknąć się z Cimmeri. Allyson niepewnym krokiem podążała za koleżankami. W przeciągu paru minut dotarły do końca budynku, gdzie na dole znajdowały się małe drzwi. Jo otworzyła je i pokazała ruchem ręki, aby przyjaciółki podążyły za nią. Teraz nie było odwrotu, Ally musiał po prostu ruszyć. Drzwi wyprowadziły dziewczyny na podwórko. Było już zupełnie ciemno. Chmury zasłoniły gwiazdy i księżyc, co odebrało urok i poczucie bezpieczeństwa. Ally w ciemności ledwo dostrzegała kontury przyjaciółek wiec, gdy tylko zobaczyła cień Jo, złapała ją za rękaw, w obawie przed zgubieniem się. Jo znała ten teren najlepiej, wiedziała dokąd idzie, nawet jeśli ciemność zakrywała wszystko dookoła. Gdy przechodziły przez las, Ally usłyszała cichy szelest. Poczuła przepływające po niej fale strachu i gwałtownie ścisnęła jeszcze mocniej rękaw z bluzki Jo. Po chwili Ally poczuła, że ktoś kładzie rękę na jej ramieniu. Dziewczyna drgnęła, a jej źrenice gwałtownie się powiększył. Uspokoiła się jednak, gdyż zauważyła, że ową osobą była Grece.
- Ally... czy ciebie i Austin'a coś łączy?- zapytała szeptem brunetka, łapiąc koleżankę pod ramię.
- Co? Czemu niby?- zdenerwowana Allyson spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem.
- No bo wiesz-westchnęła w końcu brunetka.- Ty i Austin...
- Co ja i Austin?- Ally nagle przestała być spokojna.
- Nie wiem. Jakoś tak zawsze się ciebie czepiał, a później jest miły.
- Zauważyłam. Pewnie dlatego, że jest psycholem.
- Nie... nie o to mi chodziło. Sama nie wiem, jest coś interesującego w tym, że się tak na ciebie uwziął, a później się tak zmienił.
- O czym ty, u diabła, mówisz?!- Ally spojrzała na przyjaciółkę marszcząc brwi.
- Nie ważne. Przez chwilę wydawało mi się, że się lubicie, a teraz najwyraźniej ty go nienawidzisz.
- Zdarza się.- Allyson wzruszyła ramionami.
- Hmm...- w głosie Grece dało się słyszeć powątpiewanie.
- Żadne "hmm"...- zaprotestowała Ally.- Kiedyś rozstawiał mnie po kątach i próbował mówić co mam robić. Teraz nagle coś mu odbiło i chce być miły. A może on tylko udaje? Aby mnie w coś wciągnąć, albo abym zapomniała o jego wcześniejszym zachowaniu? Może i jest przystojny, ale i tak nieznośny.
- A wiesz co ci powiem? Od czasu, kiedy tu jesteśmy on się zmienił. Wydaje mi się nawet, że się zakochał... Ostatnio nawet nie widziała go z żadną inną dziewczyną.
- To niesamowite!- Ally parsknęła śmiechem.- Udało mu się powstrzymać przez cały tydzień? Musiał się zakochać na zabój.
- Jeszcze zobaczymy- zachichotała Grece. Na tym skończyła się ich rozmowa, zwłaszcza, że doszły do pobliskiego jeziora. Za rozkazem Jo, wszystkie weszły za krzaki, aby móc poczekać do północy.
- No to teraz dziewczynki zdejmujemy ubrania, przecież się w nich nie wykąpiemy- wyszeptała uśmiechnięta Jo.
- Ale jest zimno... A może się wrócimy- próbowała wykręcić się Allyson.
- Teraz jest za późno. Już dawno było- wyszczerzyła się blondynka, jednocześnie zdejmując bluzkę. Po paru chwilach Ally i Grece również pozostały w samych strojach.
(uwaga, nowy akapit, bo tutaj się rozkręca kicie ;)- od aut) Nagle rozległ się oszałamiająco głośny gwizd. Z pobliskich krzaków, drzew, czy pomników wybiegły tumy uczniów. Gdy Ally znalazła się w śród ludzi, straciła z pola widzenia Jo, Grece, a co więcej nie rozpoznała nikogo w okół. Nasz główna bohaterka, nawet się nie zorientowała, że stoi na kładce. Tłum ludzi popchną ją tak, że spadła do wody, prosto w głębie. Zanurzyła się w jeziorze który teraz, przypominał czarną dziurę. Woda była lodowata, a Ally, no cóż, nie umiała pływać. Dziewczyna zaczęła wymachiwać rękoma, jednocześnie przełykając wodę, która trafiała do jej buzi, sprawiając, że brunetka krztusiła się. Dziewczyna starała się jak najdłużej wytrzymać na powierzchni, zanim całą zanurzy się w wodzie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak daleko wypłynęła. Oprócz jej rozpaczliwego chlapania i wymachiwania rękoma nic nie było słychać. Musiała być naprawdę daleko od brzegu, ponieważ nikt jak na razie nie przybył jej na ratunek. Mijały minuty, a z każdą z nich Ally miała coraz mniej siły. W pewnym momencie poczuła jak powoli zaczyna spadać w dół. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty, piąty... uspokój się Ally, dasz radę, tylko się uspokój, szósty oddech, siódmy, ósmy..."- myślała Allyson. Po kolejnych paru wymuszonych oddechach i panicznych wymachach rękoma, dziewczyna straciła siły zupełnie, oddała się, wiedząc, że i tak to nic nie da. Zaczęła spadać...
*Ally*
Czułam zimno, które mnie otaczało. Bałam się, ale przecież nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam walczyć, to nie przynosiło skutków. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i wyciąga na powietrze. Cieszyłam się, że to jednak nie był koniec. Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Austina. Później była już ciemność.
*narrator*
Austin podtrzymywał jedną ręką Ally, utrzymując ją na powierzchni.
- Ally! Ally! Żyjesz?- wykrzyczał blondyn, jednak Allyson nie dawała znaków życia.- Ally, Ally! Obudź się! Słyszysz?- nieustannie wykrzykiwał chłopak. Allyson nadal jednak miała zamknięte oczy. Gdy Austin chciał już uderzyć dziewczynę w policzek, ta otworzyła wystraszone oczy. Dziewczyna ledwo łapała oddech, nie mogła złapać powietrza, co sprawiało, że cały czas się krztusiła.
- Uspokój się. Spokojnie, teraz już jest lepiej. Tylko weź oddech. Licz oddechy. To uspokaja. Albo policzmy razem. Weź jeden oddech i powoli wypuść powietrze. Wzięłaś?- zapytał, a Ally pomachała twierdząco głową.- Dobrze teraz wypuść powietrze.- Dziewczyna znowu wykonała jego rozkaz. Robili tak jeszcze kilka razy, do puki brunetka nie unormowała oddechu.
- Już dobrze?- zapytał chłopak patrząc Ally w oczy. Ona nic nie mówiąc, objęła blondyna obiema rękoma, za szyję.- Teraz tylko dostańmy się na brzeg. Opleć mnie w talii nogami a jakoś stąd wypłyniemy.- Dziewczyna niepewnie wykonała rozkaz chłopaka. Po chwili jednak oboje znaleźli się na brzegu. Blondyn wyszedł z wody, jednak Allyson nie zamierzała go puścić. Nadal oplatała go nogami jednocześnie ściskając za szyję. Chłopak podszedł do pobliskich krzaków, aby móc swobodnie porozmawiać z dziewczyną. W końcu Ally puściła Austina, siadając na trawie i oplatając kolana rękoma. Ich oddechy były przyspieszone i niespokojne. Brunetka cały czas miała spuszczony wzrok. Nie wiedziała o czym myśleć. Przecież tuż przed chwilą minęła się ze śmiercią, a uratował ją chłopak którego jeszcze godzinę temu uważała za idiotę.
- Ally... wszystko dobrze? Czemu tak daleko wypłynęłaś? I jak się czujesz?- zapytał cicho Austin, siadając obok brunetki.
- Jest... zimno- wychrypiała Ally, cały czas wlepiając wzrok w ziemię.
- Gdzie zostawiłaś ubrania?
- Nie wiem.
- Dobra poczekaj, zaraz ci coś przyniosę- odezwał się Austin odchodząc od dziewczyny. Zostawił ją samą. Oczy brunetki nadal były rozszerzone do granic możliwości, a usta sine i lekko otworzone. Brunetka podniosła na chwilę wzrok sprawdzając jak daleko odszedł Austin. Zobaczyła go jakieś dziesięć metrów od niej. Rozejrzała się i stwierdziła, iż w wodzie nadal jest dużo osób. Spojrzała jeszcze raz uważnie na jezioro, przypominając sobie zdarzenia z przed pięciu minut. Po jej ciele przeszły ciarki, a z zimna dostała gęsiej skórki. Po chwili wrócił Austin trzymając w ręku jakieś dziewczęce spodenki i męski t- shirt.
- Tylko to znalazłem. Ubierz się i wrócimy do Cimerii.- Allyson posłusznie zabrała ubrania i po krótkim czasie była już gotowa. Zauważyła, że chłopak nie ma na sobie bluzki, co znaczy, że musiał oddać jej swoją. Uśmiechnęła się wciągając zapach ubrania. Pachniał delikatnie jałowcem, podobał jej się ten zapach. Stanęła na nogach i oboje ruszyli w stronę Cimerii.
- Austin...- zaczęła przeciągle Ally, zachrypiałym głosem.- Czemu mi pomagasz?
- Wolałabyś utonąć?- spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Nie, ale... zastanawia mnie czemu. Już z resztą nie ważne... zostawmy to.- Wychrypiała dziewczyna.
- Ally, coś tak słyszę, że ta przygoda się dla ciebie dobrze nie skończy. Masz już chore gardło- spojrzał się na nią.
- Nic mi nie będzie- mówiąc to Ally objęła się rękoma.
- Jeszcze ci zimno
- Tylko trochę- wychrypiała cicho brunetka. Chłopak objął ją jak tylko mocno mógł i dalej podążyli do Cimerii.
***
Wiem, straszliwie zawalam ! Ale mam na dzień dzisiejszy usprawiedliwienie ! Nie miałam czasu na pisanie w tym tygodniu, ponieważ miałam CODZIENNIE sprawdziany półroczne z przedmiotów :( Wybaczycie? Ale tutaj zrozumcie, bo ja się musiałam na co dzień przygotować i najzwyczajniej nie miałam czasu na pisanie :'( Ale od wczoraj mam ferie ! I jak widzicie wczoraj zaczęłam rozdział i dzisiaj skończyłam, a więc przeeeeeepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo jak nie to ja nie wiem co zrobię :( Proszę piszcie mi w komentarzach czy się nie gniewacie, ok? Specjalnie dzisiaj jest rozdział z odrobiną akcji (czyli nie taki nudny jak wcześniejsze) bo się coś dzieje ! W końcu ! Ale jeszcze specjalnie dla was jest on dłuższy :) Jejku proszę no wybaczcie i zrozumcie i nie przestawajcie pisać komów, bo w tedy to dopiero będzie źle :( Chyba bym się załamała... Ale ja was jeszcze raz PRZEPRASZAM. I chwilowa zmiana tematu. Czy ktoś z was jedzie na koncert R5? Ja tak ! :D Ale mam niestety bilet zwyczajny ... ale to zawsze coś ! Strasznie sie cieszę z tego powodu! Dobra gaduła ze mnie ! Koniec, kocham was mocno i mam nadzieję, że przez te 12 dni o mnie nie zapomnieliście i nadal chcecie to czytać cokolwiek to jest i proszę was wybaczcie, jak mi wybaczycie to kolejny rozdział będzie za trzy dni I co wy na to? Ja tam jak są ferie to moge codziennie piać :D ok jutro nie wstanę... pappaappapa już koniec papapap kocham i całuję :*** <3
Weronika Love
(od aut.- wybaczcie, że omijam jeden dzień, ale cóż, nie miałabym o czym pisać a akcja dzieje się właśnie w następnym dniu)
Nastał wieczór. Każdy z uczniów Cimmeri cieszył się z wydarzeń które miały nastąpić dzisiejszej nocy. Dzisiaj miała odbyć się jedna z ich tradycji, która dla młodych, była niezwykle podniecająca. Jedynie Allyson nie była co do tego przekonana. Zwykle Ally, każdy głupi i niebezpieczny pomysł uważała za dobry, ale dzisiaj było zupełnie inaczej. Tak jakby, ktoś wlał jej do głowy odpowiedzialność, której nie miała w do tych czas, w podobnych sytuacjach.
- Ale się cieszę! Już po dwudziestej trzeciej, może się przyszykujemy, co? Trzeba się przebrać w stroje i niedługo musimy iść na miejsce zbiórki- już od dłuższego czasu podobne komentarze wypowiadała Jo. Była ona chyba jedną z najbardziej podekscytowanych osób. Z każdą minutą która zbliżała ich do północy, Jo stawała się coraz bardziej podniecona, a Ally zaniepokojona.
W końcu nadszedł czas, aby wymknąć się z Cimmeri. Allyson niepewnym krokiem podążała za koleżankami. W przeciągu paru minut dotarły do końca budynku, gdzie na dole znajdowały się małe drzwi. Jo otworzyła je i pokazała ruchem ręki, aby przyjaciółki podążyły za nią. Teraz nie było odwrotu, Ally musiał po prostu ruszyć. Drzwi wyprowadziły dziewczyny na podwórko. Było już zupełnie ciemno. Chmury zasłoniły gwiazdy i księżyc, co odebrało urok i poczucie bezpieczeństwa. Ally w ciemności ledwo dostrzegała kontury przyjaciółek wiec, gdy tylko zobaczyła cień Jo, złapała ją za rękaw, w obawie przed zgubieniem się. Jo znała ten teren najlepiej, wiedziała dokąd idzie, nawet jeśli ciemność zakrywała wszystko dookoła. Gdy przechodziły przez las, Ally usłyszała cichy szelest. Poczuła przepływające po niej fale strachu i gwałtownie ścisnęła jeszcze mocniej rękaw z bluzki Jo. Po chwili Ally poczuła, że ktoś kładzie rękę na jej ramieniu. Dziewczyna drgnęła, a jej źrenice gwałtownie się powiększył. Uspokoiła się jednak, gdyż zauważyła, że ową osobą była Grece.
- Ally... czy ciebie i Austin'a coś łączy?- zapytała szeptem brunetka, łapiąc koleżankę pod ramię.
- Co? Czemu niby?- zdenerwowana Allyson spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem.
- No bo wiesz-westchnęła w końcu brunetka.- Ty i Austin...
- Co ja i Austin?- Ally nagle przestała być spokojna.
- Nie wiem. Jakoś tak zawsze się ciebie czepiał, a później jest miły.
- Zauważyłam. Pewnie dlatego, że jest psycholem.
- Nie... nie o to mi chodziło. Sama nie wiem, jest coś interesującego w tym, że się tak na ciebie uwziął, a później się tak zmienił.
- O czym ty, u diabła, mówisz?!- Ally spojrzała na przyjaciółkę marszcząc brwi.
- Nie ważne. Przez chwilę wydawało mi się, że się lubicie, a teraz najwyraźniej ty go nienawidzisz.
- Zdarza się.- Allyson wzruszyła ramionami.
- Hmm...- w głosie Grece dało się słyszeć powątpiewanie.
- Żadne "hmm"...- zaprotestowała Ally.- Kiedyś rozstawiał mnie po kątach i próbował mówić co mam robić. Teraz nagle coś mu odbiło i chce być miły. A może on tylko udaje? Aby mnie w coś wciągnąć, albo abym zapomniała o jego wcześniejszym zachowaniu? Może i jest przystojny, ale i tak nieznośny.
- A wiesz co ci powiem? Od czasu, kiedy tu jesteśmy on się zmienił. Wydaje mi się nawet, że się zakochał... Ostatnio nawet nie widziała go z żadną inną dziewczyną.
- To niesamowite!- Ally parsknęła śmiechem.- Udało mu się powstrzymać przez cały tydzień? Musiał się zakochać na zabój.
- Jeszcze zobaczymy- zachichotała Grece. Na tym skończyła się ich rozmowa, zwłaszcza, że doszły do pobliskiego jeziora. Za rozkazem Jo, wszystkie weszły za krzaki, aby móc poczekać do północy.
- No to teraz dziewczynki zdejmujemy ubrania, przecież się w nich nie wykąpiemy- wyszeptała uśmiechnięta Jo.
- Ale jest zimno... A może się wrócimy- próbowała wykręcić się Allyson.
- Teraz jest za późno. Już dawno było- wyszczerzyła się blondynka, jednocześnie zdejmując bluzkę. Po paru chwilach Ally i Grece również pozostały w samych strojach.
(uwaga, nowy akapit, bo tutaj się rozkręca kicie ;)- od aut) Nagle rozległ się oszałamiająco głośny gwizd. Z pobliskich krzaków, drzew, czy pomników wybiegły tumy uczniów. Gdy Ally znalazła się w śród ludzi, straciła z pola widzenia Jo, Grece, a co więcej nie rozpoznała nikogo w okół. Nasz główna bohaterka, nawet się nie zorientowała, że stoi na kładce. Tłum ludzi popchną ją tak, że spadła do wody, prosto w głębie. Zanurzyła się w jeziorze który teraz, przypominał czarną dziurę. Woda była lodowata, a Ally, no cóż, nie umiała pływać. Dziewczyna zaczęła wymachiwać rękoma, jednocześnie przełykając wodę, która trafiała do jej buzi, sprawiając, że brunetka krztusiła się. Dziewczyna starała się jak najdłużej wytrzymać na powierzchni, zanim całą zanurzy się w wodzie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak daleko wypłynęła. Oprócz jej rozpaczliwego chlapania i wymachiwania rękoma nic nie było słychać. Musiała być naprawdę daleko od brzegu, ponieważ nikt jak na razie nie przybył jej na ratunek. Mijały minuty, a z każdą z nich Ally miała coraz mniej siły. W pewnym momencie poczuła jak powoli zaczyna spadać w dół. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty, piąty... uspokój się Ally, dasz radę, tylko się uspokój, szósty oddech, siódmy, ósmy..."- myślała Allyson. Po kolejnych paru wymuszonych oddechach i panicznych wymachach rękoma, dziewczyna straciła siły zupełnie, oddała się, wiedząc, że i tak to nic nie da. Zaczęła spadać...
*Ally*
Czułam zimno, które mnie otaczało. Bałam się, ale przecież nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam walczyć, to nie przynosiło skutków. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i wyciąga na powietrze. Cieszyłam się, że to jednak nie był koniec. Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Austina. Później była już ciemność.
*narrator*
Austin podtrzymywał jedną ręką Ally, utrzymując ją na powierzchni.
- Ally! Ally! Żyjesz?- wykrzyczał blondyn, jednak Allyson nie dawała znaków życia.- Ally, Ally! Obudź się! Słyszysz?- nieustannie wykrzykiwał chłopak. Allyson nadal jednak miała zamknięte oczy. Gdy Austin chciał już uderzyć dziewczynę w policzek, ta otworzyła wystraszone oczy. Dziewczyna ledwo łapała oddech, nie mogła złapać powietrza, co sprawiało, że cały czas się krztusiła.
- Uspokój się. Spokojnie, teraz już jest lepiej. Tylko weź oddech. Licz oddechy. To uspokaja. Albo policzmy razem. Weź jeden oddech i powoli wypuść powietrze. Wzięłaś?- zapytał, a Ally pomachała twierdząco głową.- Dobrze teraz wypuść powietrze.- Dziewczyna znowu wykonała jego rozkaz. Robili tak jeszcze kilka razy, do puki brunetka nie unormowała oddechu.
- Już dobrze?- zapytał chłopak patrząc Ally w oczy. Ona nic nie mówiąc, objęła blondyna obiema rękoma, za szyję.- Teraz tylko dostańmy się na brzeg. Opleć mnie w talii nogami a jakoś stąd wypłyniemy.- Dziewczyna niepewnie wykonała rozkaz chłopaka. Po chwili jednak oboje znaleźli się na brzegu. Blondyn wyszedł z wody, jednak Allyson nie zamierzała go puścić. Nadal oplatała go nogami jednocześnie ściskając za szyję. Chłopak podszedł do pobliskich krzaków, aby móc swobodnie porozmawiać z dziewczyną. W końcu Ally puściła Austina, siadając na trawie i oplatając kolana rękoma. Ich oddechy były przyspieszone i niespokojne. Brunetka cały czas miała spuszczony wzrok. Nie wiedziała o czym myśleć. Przecież tuż przed chwilą minęła się ze śmiercią, a uratował ją chłopak którego jeszcze godzinę temu uważała za idiotę.
- Ally... wszystko dobrze? Czemu tak daleko wypłynęłaś? I jak się czujesz?- zapytał cicho Austin, siadając obok brunetki.
- Jest... zimno- wychrypiała Ally, cały czas wlepiając wzrok w ziemię.
- Gdzie zostawiłaś ubrania?
- Nie wiem.
- Dobra poczekaj, zaraz ci coś przyniosę- odezwał się Austin odchodząc od dziewczyny. Zostawił ją samą. Oczy brunetki nadal były rozszerzone do granic możliwości, a usta sine i lekko otworzone. Brunetka podniosła na chwilę wzrok sprawdzając jak daleko odszedł Austin. Zobaczyła go jakieś dziesięć metrów od niej. Rozejrzała się i stwierdziła, iż w wodzie nadal jest dużo osób. Spojrzała jeszcze raz uważnie na jezioro, przypominając sobie zdarzenia z przed pięciu minut. Po jej ciele przeszły ciarki, a z zimna dostała gęsiej skórki. Po chwili wrócił Austin trzymając w ręku jakieś dziewczęce spodenki i męski t- shirt.
- Tylko to znalazłem. Ubierz się i wrócimy do Cimerii.- Allyson posłusznie zabrała ubrania i po krótkim czasie była już gotowa. Zauważyła, że chłopak nie ma na sobie bluzki, co znaczy, że musiał oddać jej swoją. Uśmiechnęła się wciągając zapach ubrania. Pachniał delikatnie jałowcem, podobał jej się ten zapach. Stanęła na nogach i oboje ruszyli w stronę Cimerii.
- Austin...- zaczęła przeciągle Ally, zachrypiałym głosem.- Czemu mi pomagasz?
- Wolałabyś utonąć?- spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Nie, ale... zastanawia mnie czemu. Już z resztą nie ważne... zostawmy to.- Wychrypiała dziewczyna.
- Ally, coś tak słyszę, że ta przygoda się dla ciebie dobrze nie skończy. Masz już chore gardło- spojrzał się na nią.
- Nic mi nie będzie- mówiąc to Ally objęła się rękoma.
- Jeszcze ci zimno
- Tylko trochę- wychrypiała cicho brunetka. Chłopak objął ją jak tylko mocno mógł i dalej podążyli do Cimerii.
***
Wiem, straszliwie zawalam ! Ale mam na dzień dzisiejszy usprawiedliwienie ! Nie miałam czasu na pisanie w tym tygodniu, ponieważ miałam CODZIENNIE sprawdziany półroczne z przedmiotów :( Wybaczycie? Ale tutaj zrozumcie, bo ja się musiałam na co dzień przygotować i najzwyczajniej nie miałam czasu na pisanie :'( Ale od wczoraj mam ferie ! I jak widzicie wczoraj zaczęłam rozdział i dzisiaj skończyłam, a więc przeeeeeepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo jak nie to ja nie wiem co zrobię :( Proszę piszcie mi w komentarzach czy się nie gniewacie, ok? Specjalnie dzisiaj jest rozdział z odrobiną akcji (czyli nie taki nudny jak wcześniejsze) bo się coś dzieje ! W końcu ! Ale jeszcze specjalnie dla was jest on dłuższy :) Jejku proszę no wybaczcie i zrozumcie i nie przestawajcie pisać komów, bo w tedy to dopiero będzie źle :( Chyba bym się załamała... Ale ja was jeszcze raz PRZEPRASZAM. I chwilowa zmiana tematu. Czy ktoś z was jedzie na koncert R5? Ja tak ! :D Ale mam niestety bilet zwyczajny ... ale to zawsze coś ! Strasznie sie cieszę z tego powodu! Dobra gaduła ze mnie ! Koniec, kocham was mocno i mam nadzieję, że przez te 12 dni o mnie nie zapomnieliście i nadal chcecie to czytać cokolwiek to jest i proszę was wybaczcie, jak mi wybaczycie to kolejny rozdział będzie za trzy dni I co wy na to? Ja tam jak są ferie to moge codziennie piać :D ok jutro nie wstanę... pappaappapa już koniec papapap kocham i całuję :*** <3
Weronika Love
piątek, 10 stycznia 2014
rozdział 14- Przecież to miał być ten czas, kiedy wszystko miało mieć się dobrze, a na razie są słowa i nic więcej.
*Ally*
Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odskoczyłam gwałtownie na bok, próbując zobaczyć cokolwiek w ciemności. Nagle drzwi od schowka się otworzyły, wpuszczając przy tym promienie światła, które delikatnie mnie oślepiły. Do schowka weszła jakaś osoba zamykając za sobą drzwi. Zrobiłam krok w tył. W tym momencie poczułam, że dotknęłam plecami ściany, nie mogłam cofnąć się dalej. Ciemna postać zaczęła delikatnie do mnie podchodzić przyprawiając mnie tym o przechodzące przez moje ciało fale strachu, powoli zamieniające się w panikę. "Jeden oddech, dwa, trzy, cztery, pięć..." zamarłam, osoba była już a blisko, nadal nie widziałam twarzy postaci, z jego postawy mogłam wyczytać, że jest to chłopak. Przykleiłam się jeszcze bardziej do ściany, aby mieć jeszcze trochę luzu, bezskutecznie, chłopak przysunął się jeszcze bardziej.
- Ally...- zaczął cichym i spokojnym głosem.- Przez cały dzień nie byłaś na lekcjach, wszyscy się o ciebie martwią.- Znałam ten głos, uniosłam głowę, te oczy też poznałam bez problemu. Dwie tęczówki świeciły się w ciemnościach jak takie małe iskierki.
- Austin, po co tu przyszedłeś?- zapytałam już spokojniejszym głosem.
- Isablelle kazała mi ciebie znaleźć. Mówiła, że byłaś u niej w gabinecie, a później zniknęłaś bez śladu i nie mogła ciebie znaleźć. Kazała mi to zrobić.- Uśmiechnął się, jeszcze bardziej przysuwając do mnie. Poczułam się niekomfortowo, ale sama nie zmieniałam pozycji. Blondyn oparł ręce o ścianę, pochylając się nade mną. To już druga taka sytuacja, tylko jest pewna różnica. Wcześniej na przystanku się nienawidziliśmy a teraz... teraz chyba się lubimy. To jest za trudne aby to wyjaśnić... sama się w tym nie łapie. Ale teraz musiałam to zakończyć.
- Idziemy?- wyszeptałam.
- Po co?- odszeptał chłopak jeszcze bardziej przysuwając się do mnie.
- Nie martwili się o mnie?- za wszelką cenę próbowałam to skończyć.
- Martwiłem.- Uśmiechną się szeroko.
- Tylko ty?
- Nie. Ale ja najbardziej.- Teraz był już na tyle blisko mnie, że stawało się to już niebezpieczne.
- Ja... ja... przepraszam- wyszeptałam po czym uwalniając się z "pułapki" wybiegłam ze schowka. Co to w ogóle miało znaczyć? Co to miało być?
*narrator*
Ally szybkim krokiem ruszyła w stronę stołówki. Niedługo miała być kolacja, a przecież nie chciała się spóźnić. Szybko dotarła do celu stając na samym początku kolejki do wejścia, ignorując innych uczniów. Okazało się, że na samym początku stała Grece.
- Ally, hej. Co się stało? Czemu nie było ciebie na lekcjach? Czemu tak blado wyglądasz?- zaczęła niespokojnie bruneta. Widząc zupełną ignorancję ze strony koleżanki, dziewczyna jeszcze bardziej się zaniepokoiła.- Ally! Ally! Odpowiadaj mi! Halo! Kontaktujesz?
- Tak. Hej Grece- zaczęła cicho.- Musiałam pomyśleć i dla tego mnie nie było. Zresztą źle się czułam i jeszcze mi nie przeszło- dokończyła równie cicho Allyson.
- Ally... wszystko dobrze?
- Tak, jest ok, tylko jest mi trochę słabo, ale jest dobrze, nie martw się- mówiąc to Ally uśmiechnęła się delikatnie spoglądając na przyjaciółkę. Po upływie paru minut drzwi od stołówki otworzyły się a uczniowie weszli do środka. Ally usiadła przy stole z Grece a po chwili dosiadła się do nich Jo.
- Hej wam. Słyszałyście już?- zaczęła rozradowana Jo.
- Nie, a miałyśmy?- zaśmiała się Grece nakładając przy okazji lazanie na talerz.
- Taaak! Zacznę od początku. A więc co roku nowi uczniowie w szkole mają takie jakby otrzęsiny. Tyle, że jutro równo o północy wymykamy się z Cimmeri i idziemy całą grupą nad najbliższe jezioro. Wszyscy chowają się w krzakach do usłyszenia sygnału. Następnie wszyscy wychodzą i kąpią się w zimnym jeziorze! To jest co roczna tradycja- powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy Jo.
- Ale, ale ja nie wiem czy to dobry pomysł. Ja chyba nie idę- wymruczała Ally.
- No coś ty! To tradycja! Idą wszyscy.
- No... ok. Ale ile to trwa?
- No tak z pół godziny, ale się nie martw zawsze możesz pójść wcześniej. Ale fajne, że idziemy- zapiszczała blondyna.
- Taa fajnie, bardzo...- wymruczała Allyson.
***
No siemka ! Przepraszam was, że znowu musieliście poczekać na rozdział, ale tak jakby... mało motywacji i mało czasu. No niestety... Ale przede wszystkim MOTYWACJI! Myślałam, że się załamie, kiedy po dodaniu ostatniego rozdziału i upłynięciu dwóch dni były dwa komentarze. Ale cóż, późniejsze mnie odrobinkę zmotywowały, ponieważ pojawiły się kolejne. A i jeśli jestem jeszcze w sprawie komentarzy to chciałam przeprosić Claudii. Jeśli to czytasz to ciebie mocno przepraszam, ponieważ nie miałam czasu odpisać na twój komentarz ale już to robię. Chcę dla każdego odpisywać na komentarze, ale często jest to wręcz nie możliwe... A teraz mój fonek jest w naprawie i mi nie przychodzą powiadomienia o komentarzach a to zawsze z komórki odpisywałam, a więc jeszcze raz przepraszam. Ostatnio tak zauważyłam, że niektóre bloggerki piszą nieustannie takie minki coś w stylu " ;___; *_* ^^ *.* -,- :x " ja rozumiem, że minki są fajne i często pomagają w różnych sytuacjach, ale jeśli ktoś je pisze nieustannie po każdym praktycznie wyrazie, to mnie to strasznie wkurza, a was? No może przesadzam, ale... dobra kończe, bo bym mogła gadać i gadać.... oki to papatki ia kocham was z całego serduszka ! <3 A i przypominam, że mam aska KLIK i uprzedzam, że uporządkowałam wszystko w życiu i teraz będę już o wiele lepiej pracować ! ok, serio koniec papapap
Kocham i Całuję :*
Weronika Love
Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odskoczyłam gwałtownie na bok, próbując zobaczyć cokolwiek w ciemności. Nagle drzwi od schowka się otworzyły, wpuszczając przy tym promienie światła, które delikatnie mnie oślepiły. Do schowka weszła jakaś osoba zamykając za sobą drzwi. Zrobiłam krok w tył. W tym momencie poczułam, że dotknęłam plecami ściany, nie mogłam cofnąć się dalej. Ciemna postać zaczęła delikatnie do mnie podchodzić przyprawiając mnie tym o przechodzące przez moje ciało fale strachu, powoli zamieniające się w panikę. "Jeden oddech, dwa, trzy, cztery, pięć..." zamarłam, osoba była już a blisko, nadal nie widziałam twarzy postaci, z jego postawy mogłam wyczytać, że jest to chłopak. Przykleiłam się jeszcze bardziej do ściany, aby mieć jeszcze trochę luzu, bezskutecznie, chłopak przysunął się jeszcze bardziej.
- Ally...- zaczął cichym i spokojnym głosem.- Przez cały dzień nie byłaś na lekcjach, wszyscy się o ciebie martwią.- Znałam ten głos, uniosłam głowę, te oczy też poznałam bez problemu. Dwie tęczówki świeciły się w ciemnościach jak takie małe iskierki.
- Austin, po co tu przyszedłeś?- zapytałam już spokojniejszym głosem.
- Isablelle kazała mi ciebie znaleźć. Mówiła, że byłaś u niej w gabinecie, a później zniknęłaś bez śladu i nie mogła ciebie znaleźć. Kazała mi to zrobić.- Uśmiechnął się, jeszcze bardziej przysuwając do mnie. Poczułam się niekomfortowo, ale sama nie zmieniałam pozycji. Blondyn oparł ręce o ścianę, pochylając się nade mną. To już druga taka sytuacja, tylko jest pewna różnica. Wcześniej na przystanku się nienawidziliśmy a teraz... teraz chyba się lubimy. To jest za trudne aby to wyjaśnić... sama się w tym nie łapie. Ale teraz musiałam to zakończyć.
- Idziemy?- wyszeptałam.
- Po co?- odszeptał chłopak jeszcze bardziej przysuwając się do mnie.
- Nie martwili się o mnie?- za wszelką cenę próbowałam to skończyć.
- Martwiłem.- Uśmiechną się szeroko.
- Tylko ty?
- Nie. Ale ja najbardziej.- Teraz był już na tyle blisko mnie, że stawało się to już niebezpieczne.
- Ja... ja... przepraszam- wyszeptałam po czym uwalniając się z "pułapki" wybiegłam ze schowka. Co to w ogóle miało znaczyć? Co to miało być?
*narrator*
Ally szybkim krokiem ruszyła w stronę stołówki. Niedługo miała być kolacja, a przecież nie chciała się spóźnić. Szybko dotarła do celu stając na samym początku kolejki do wejścia, ignorując innych uczniów. Okazało się, że na samym początku stała Grece.
- Ally, hej. Co się stało? Czemu nie było ciebie na lekcjach? Czemu tak blado wyglądasz?- zaczęła niespokojnie bruneta. Widząc zupełną ignorancję ze strony koleżanki, dziewczyna jeszcze bardziej się zaniepokoiła.- Ally! Ally! Odpowiadaj mi! Halo! Kontaktujesz?
- Tak. Hej Grece- zaczęła cicho.- Musiałam pomyśleć i dla tego mnie nie było. Zresztą źle się czułam i jeszcze mi nie przeszło- dokończyła równie cicho Allyson.
- Ally... wszystko dobrze?
- Tak, jest ok, tylko jest mi trochę słabo, ale jest dobrze, nie martw się- mówiąc to Ally uśmiechnęła się delikatnie spoglądając na przyjaciółkę. Po upływie paru minut drzwi od stołówki otworzyły się a uczniowie weszli do środka. Ally usiadła przy stole z Grece a po chwili dosiadła się do nich Jo.
- Hej wam. Słyszałyście już?- zaczęła rozradowana Jo.
- Nie, a miałyśmy?- zaśmiała się Grece nakładając przy okazji lazanie na talerz.
- Taaak! Zacznę od początku. A więc co roku nowi uczniowie w szkole mają takie jakby otrzęsiny. Tyle, że jutro równo o północy wymykamy się z Cimmeri i idziemy całą grupą nad najbliższe jezioro. Wszyscy chowają się w krzakach do usłyszenia sygnału. Następnie wszyscy wychodzą i kąpią się w zimnym jeziorze! To jest co roczna tradycja- powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy Jo.
- Ale, ale ja nie wiem czy to dobry pomysł. Ja chyba nie idę- wymruczała Ally.
- No coś ty! To tradycja! Idą wszyscy.
- No... ok. Ale ile to trwa?
- No tak z pół godziny, ale się nie martw zawsze możesz pójść wcześniej. Ale fajne, że idziemy- zapiszczała blondyna.
- Taa fajnie, bardzo...- wymruczała Allyson.
***
No siemka ! Przepraszam was, że znowu musieliście poczekać na rozdział, ale tak jakby... mało motywacji i mało czasu. No niestety... Ale przede wszystkim MOTYWACJI! Myślałam, że się załamie, kiedy po dodaniu ostatniego rozdziału i upłynięciu dwóch dni były dwa komentarze. Ale cóż, późniejsze mnie odrobinkę zmotywowały, ponieważ pojawiły się kolejne. A i jeśli jestem jeszcze w sprawie komentarzy to chciałam przeprosić Claudii. Jeśli to czytasz to ciebie mocno przepraszam, ponieważ nie miałam czasu odpisać na twój komentarz ale już to robię. Chcę dla każdego odpisywać na komentarze, ale często jest to wręcz nie możliwe... A teraz mój fonek jest w naprawie i mi nie przychodzą powiadomienia o komentarzach a to zawsze z komórki odpisywałam, a więc jeszcze raz przepraszam. Ostatnio tak zauważyłam, że niektóre bloggerki piszą nieustannie takie minki coś w stylu " ;___; *_* ^^ *.* -,- :x " ja rozumiem, że minki są fajne i często pomagają w różnych sytuacjach, ale jeśli ktoś je pisze nieustannie po każdym praktycznie wyrazie, to mnie to strasznie wkurza, a was? No może przesadzam, ale... dobra kończe, bo bym mogła gadać i gadać.... oki to papatki ia kocham was z całego serduszka ! <3 A i przypominam, że mam aska KLIK i uprzedzam, że uporządkowałam wszystko w życiu i teraz będę już o wiele lepiej pracować ! ok, serio koniec papapap
Kocham i Całuję :*
Weronika Love
poniedziałek, 23 grudnia 2013
rozdział 13- Przejawem głupoty raczej niż odwagi jest lekceważenie niebezpieczeństwa, kiedy wisi ci ono nad głową.
*Ally*
"Jak bardzo blisko są nasze twarze, bardzo, bardzo blisko. "
Nie mogłam dopuścić do pocałunku, po prostu nie mogłam. A co by było gdyby mi się spodobało? Albo jeszcze gorzej- mogłabym się zakochać, a do tego nie mogę dopuścić. Automatycznie odsunęłam się od Sylvaina, on niemrawym uśmiechem starał się zatuszować grymas.
- Ja... ja już muszę lecieć- odchrząknęłam i biegiem puściłam się w stronę sali nr. 169. "163, 164, 165, 166, 167, 168 i..." stop. Nie dotarłam do końca. Zatrzymałam się w rogu. Zobaczyłam Grece i Tom'a, byli schowani w kąciku przy drzwiach, oni się całowali. Zaczęłam oczerniać siebie w myślach, a czemu? Ponieważ zamiast cieszyć się na ten widok i uśmiechać się, widząc uśmiech Grece, poczułam zazdrość. Zwyczajną zazdrość. Oparłam się o ścianę wbijając wzrok w parę. Osunęłam w dół, sprawiając, że siedziałam teraz na podłodze. Karciłam swoje myśli, ale to nie pomagało. Wiedząc, że nic już nie dam rady zrobić, wstałam i pędem rzuciłam się w stronę najbliższej łazienki. Niestety nie zauważyłam otwierających się drzwi i z całej siły przywaliłam o nie głową. Poczuła przyjemne ciepło na oczach, a po chwili wszędzie widziałam czarne plamki. Poczułam delikatny ból głowy, a później nie widziałam już nic.
... Była sobie szczęśliwa rodzina. Młode małżeństwo z córką i synem. Było ciepło, oni byli na wakacjach na jakiejś wyspie. Pewnego dnia gdy siedzieli na plaży ojciec oznajmił, że wraca do hotelu, ponieważ źle się czuje. Był on odrobinę podpity, po całym dniu darmowych alkoholi. Wrócił sam. Po upływie godziny mama wzięła za rączkę córkę, a synek szczęśliwymi skokami popędził w stronę hotelu. Dotarli. Zapukali do swojego pokoju, jednak nikt im nie odpowiedział. Pukali, dobijali się, nic. W końcu otworzono im drzwi dodatkowym kluczem z recepcji. Zaniepokojona małżonka jako pierwsza weszła, zobaczyła swojego męża, leżącego na łóżku, spał. Nie zdążyła nic powiedzieć, gdy do pokoju weszła córka a za nią syn. "Tata! Czemu ty spałeś, myśleliśmy, że coś ci się stało!" wykrzyknął chłopczyk budząc przy tym ojca. Pięcioletnia córka po chwili zaczęła powtarzać słowa brata. Powstał harmider, kobieta próbowała uspokoić dzieci, jednak te dalej krzyczały. Nagle ojciec wstał zaczął szarpać syna. Ten uciekł, a za nim siostra. Zamknęli się w pokoju obok, oboje trzymając się za ręce. Po chwili ktoś zaczął walić w drzwi, jednocześnie odpychając tym dzieci. Pijany ojciec w końcu dostał się do środka, a kiedy syn zaczął krzyczeć, ojciec uderzył go w policzek. Córka zaczęła płakać i pobiegła do brata. Odtrąciła go, a sama dostała. Kochała swojego brata, bardziej niż siebie. Po tym zdarzeniu już nigdy go nie zobaczyła...
- Ally! Ally! Ally! Pobudka!- usłyszałam nad sobą krzyk jakiegoś chłopaka. Otworzyłam oczy, czując, że mam coś zimnego na czole. Złapałam się za głowę, na moim czole leżała zimna ścierka. Głowa mnie bolała a nade mną stał Austin.
- Weź się odsuń, bo wstać nie mogę!- krzyknęłam, a chłopak posłusznie wstał.
- Czemu leżałaś na podłodze?- zapytał głupio chłopak.
- Oj, głupia blondyneczko, a może lubię?- skrytykowałam go wzrokiem.
- Oj, wredna brunetko, kultura nie boli- uśmiechną się i odwracając się na pięcie podążył do wyjścia.
- Nie!- krzyknęłam na co Austin zatrzymał się i odwrócił do mnie. Widząc, że to przynosi efekty, kontynuowałam- Dobra, przepraszam, po prostu nie mam humoru. Jakiś niedorobiony francuz mnie podrywał, źle się czuję widząc moją przyjaciółkę szczęśliwą, a teraz tak cholernie boli mi głowa.- Powiedziałam wstając z ziemi. Dopiero teraz zauważyłam, że znajdujemy się w łazience. Nie postałam sobie długo, gdyż poczułam kręcenie w głowie, a przed oczami pojawiły mi się mroczki. Złapałam się umywalki, patrząc w lustro. Zdziwiłam się, gdyż nie nie było już Austina, wyglądało na to, że zostałam tu sama. Było cicho, nawet powiedziałabym, że za cicho jak na tak ogromną szkołę. Może i trwają teraz lekcję, ale teraz nie było słychać nawet odgłosów z klas. Spuściłam wzrok, przemywając twarz. Nadal trzymając się umywalki, spojrzałam jeszcze raz w lustro, odskoczyłam. Na szybie teraz znajdował się napis, wykonany czerwoną farbą "Uważaj". Ale jak? Przecież nikt nie wchodził do łazienki! Było cicho, nie było żadnych kroków, nawet szelestu. Rozejrzałam się jeszcze raz po łazience.
- Gdzie ja jestem?- wyszeptałam sama do siebie.
Wybiegłam gwałtownie z toalety. Zwolniłam dopiero gdy znalazłam się przed gabinetem dyrektorki. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty... jest dobrze" zapukałam. Usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry Ally!- przywitała mnie z ogromną radością dyrektorka.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się siadając na krześle.
- Co cię tutaj sprowadza? Nie jesteś na lekcjach?- zapytała nadal rozpromieniona kobieta.
- Ja, źle się poczułam i nie jestem pewna co teraz mam, a nie mogę znaleźć swojego planu zajęć, więc...
- Ale oczywiście, zaraz przyniosę ci nowy- wstał z krzesła i poszła do innej sali obok. Zaczęłam rozglądać się po gabinecie. Nagle na biurku dostrzegłam jakiś list. Niby zwykły świstek, ale w dolnym rogu kartki widniał napis "Lucinda Dawson". Dawson... tak jak ja. Rozejrzałam się po sali, sprawdzając, czy nie widać jeszcze dyrektorki. Szybko chwyciłam list, czytając pierwsze zdanie "Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los..."- nie skończyłam czytać, bo usłyszałam stukot obcasów Isabelle. Szybko zgniotłam karteczkę i schowałam do kieszeni. Po chwili w gabinecie ponownie zagościła dyrektorka, która wręczyła mi plan zajęć. Szybko wyszłam z gabinetu, kierując się do najbliższego schowka na szczotki. Szybko go znalazłam, usiadłam na podłodze i otworzyłam list.
Droga Isabelle!
Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los jaki zadecydował życiem jej brata. Na razie ona nie wie o moim istnieniu i pragnę aby tak zostało, przynajmniej na tę chwilę. Carter nie daje nam spokoju, nie chcę Ally niepokoić. Niestety obawiam się, że może jej coś zagrażać... tak jak zagrażał Roger'owi. Miej na nią szczególną uwagę, nie strać jej z oczu, gdyż chwila może znaczyć dużo dla jej życia. Pamiętaj: nic jej nie mów! Niech będzie spokojna, ponieważ panika może tylko pogorszyć sprawę. Trzymam cię za słowo!
Lucinda Dawson
- Gdzie ja do jasnej cholery jestem...?- zapytałam siebie już drugi raz.
***
Wiem, że się na mnie ostatnio strasznie zawodzicie, ale musicie mnie zrozumieć chociaż w malusieńkim stopniu, że rzez ostatnie dwa miesiące mam okropnie skomplikowane życie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo... Tutaj nie chodzi o naukę, ale raczej o uczucia... Tłumacząc w skrócie... nie, jednak tego nie da się wytłumaczyć w skrócie... Kto chętny wiedzieć może do mnie pisać na fejsie, a tu macie mój ask KLIK. Ten rozdział mimo iż mizerny, miała to być tak niespodzianka- prezent na święta. Uwierzcie, że parę dni temu zastana wiałam się nad usunięciem albo poważnym zawieszeniem bloga, ale postanowiłam, że tego nie zrobię, jednak nie będą one bardzo często. Mimo iż czasem mam zwątpienia, nie porzucę tego. Dlatego kiedy napiszę coś o usuwaniu przypomnice mi o tym, że wam obiecałam iż tego nie porzucę. Nie gniewacie się? Oby... chociaż ja bym sobie nie wybaczyła... ale ja was tak strasznie kocham. Na koniec chcę wam jeszcze życzyć radosnych, miłych, wesołych i rodzinnych świąt, mimo iż jeszcze nie ma śniegu... ale myślicie pozytywnie: nacieszymy się nim w wielkanoc! Szczęśliwego nowego roku i wielu prezentów! :D Kocham i całuję :*
Weronika Love
"Jak bardzo blisko są nasze twarze, bardzo, bardzo blisko. "
Nie mogłam dopuścić do pocałunku, po prostu nie mogłam. A co by było gdyby mi się spodobało? Albo jeszcze gorzej- mogłabym się zakochać, a do tego nie mogę dopuścić. Automatycznie odsunęłam się od Sylvaina, on niemrawym uśmiechem starał się zatuszować grymas.
- Ja... ja już muszę lecieć- odchrząknęłam i biegiem puściłam się w stronę sali nr. 169. "163, 164, 165, 166, 167, 168 i..." stop. Nie dotarłam do końca. Zatrzymałam się w rogu. Zobaczyłam Grece i Tom'a, byli schowani w kąciku przy drzwiach, oni się całowali. Zaczęłam oczerniać siebie w myślach, a czemu? Ponieważ zamiast cieszyć się na ten widok i uśmiechać się, widząc uśmiech Grece, poczułam zazdrość. Zwyczajną zazdrość. Oparłam się o ścianę wbijając wzrok w parę. Osunęłam w dół, sprawiając, że siedziałam teraz na podłodze. Karciłam swoje myśli, ale to nie pomagało. Wiedząc, że nic już nie dam rady zrobić, wstałam i pędem rzuciłam się w stronę najbliższej łazienki. Niestety nie zauważyłam otwierających się drzwi i z całej siły przywaliłam o nie głową. Poczuła przyjemne ciepło na oczach, a po chwili wszędzie widziałam czarne plamki. Poczułam delikatny ból głowy, a później nie widziałam już nic.
... Była sobie szczęśliwa rodzina. Młode małżeństwo z córką i synem. Było ciepło, oni byli na wakacjach na jakiejś wyspie. Pewnego dnia gdy siedzieli na plaży ojciec oznajmił, że wraca do hotelu, ponieważ źle się czuje. Był on odrobinę podpity, po całym dniu darmowych alkoholi. Wrócił sam. Po upływie godziny mama wzięła za rączkę córkę, a synek szczęśliwymi skokami popędził w stronę hotelu. Dotarli. Zapukali do swojego pokoju, jednak nikt im nie odpowiedział. Pukali, dobijali się, nic. W końcu otworzono im drzwi dodatkowym kluczem z recepcji. Zaniepokojona małżonka jako pierwsza weszła, zobaczyła swojego męża, leżącego na łóżku, spał. Nie zdążyła nic powiedzieć, gdy do pokoju weszła córka a za nią syn. "Tata! Czemu ty spałeś, myśleliśmy, że coś ci się stało!" wykrzyknął chłopczyk budząc przy tym ojca. Pięcioletnia córka po chwili zaczęła powtarzać słowa brata. Powstał harmider, kobieta próbowała uspokoić dzieci, jednak te dalej krzyczały. Nagle ojciec wstał zaczął szarpać syna. Ten uciekł, a za nim siostra. Zamknęli się w pokoju obok, oboje trzymając się za ręce. Po chwili ktoś zaczął walić w drzwi, jednocześnie odpychając tym dzieci. Pijany ojciec w końcu dostał się do środka, a kiedy syn zaczął krzyczeć, ojciec uderzył go w policzek. Córka zaczęła płakać i pobiegła do brata. Odtrąciła go, a sama dostała. Kochała swojego brata, bardziej niż siebie. Po tym zdarzeniu już nigdy go nie zobaczyła...
- Ally! Ally! Ally! Pobudka!- usłyszałam nad sobą krzyk jakiegoś chłopaka. Otworzyłam oczy, czując, że mam coś zimnego na czole. Złapałam się za głowę, na moim czole leżała zimna ścierka. Głowa mnie bolała a nade mną stał Austin.
- Weź się odsuń, bo wstać nie mogę!- krzyknęłam, a chłopak posłusznie wstał.
- Czemu leżałaś na podłodze?- zapytał głupio chłopak.
- Oj, głupia blondyneczko, a może lubię?- skrytykowałam go wzrokiem.
- Oj, wredna brunetko, kultura nie boli- uśmiechną się i odwracając się na pięcie podążył do wyjścia.
- Nie!- krzyknęłam na co Austin zatrzymał się i odwrócił do mnie. Widząc, że to przynosi efekty, kontynuowałam- Dobra, przepraszam, po prostu nie mam humoru. Jakiś niedorobiony francuz mnie podrywał, źle się czuję widząc moją przyjaciółkę szczęśliwą, a teraz tak cholernie boli mi głowa.- Powiedziałam wstając z ziemi. Dopiero teraz zauważyłam, że znajdujemy się w łazience. Nie postałam sobie długo, gdyż poczułam kręcenie w głowie, a przed oczami pojawiły mi się mroczki. Złapałam się umywalki, patrząc w lustro. Zdziwiłam się, gdyż nie nie było już Austina, wyglądało na to, że zostałam tu sama. Było cicho, nawet powiedziałabym, że za cicho jak na tak ogromną szkołę. Może i trwają teraz lekcję, ale teraz nie było słychać nawet odgłosów z klas. Spuściłam wzrok, przemywając twarz. Nadal trzymając się umywalki, spojrzałam jeszcze raz w lustro, odskoczyłam. Na szybie teraz znajdował się napis, wykonany czerwoną farbą "Uważaj". Ale jak? Przecież nikt nie wchodził do łazienki! Było cicho, nie było żadnych kroków, nawet szelestu. Rozejrzałam się jeszcze raz po łazience.
- Gdzie ja jestem?- wyszeptałam sama do siebie.
Wybiegłam gwałtownie z toalety. Zwolniłam dopiero gdy znalazłam się przed gabinetem dyrektorki. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty... jest dobrze" zapukałam. Usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry Ally!- przywitała mnie z ogromną radością dyrektorka.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się siadając na krześle.
- Co cię tutaj sprowadza? Nie jesteś na lekcjach?- zapytała nadal rozpromieniona kobieta.
- Ja, źle się poczułam i nie jestem pewna co teraz mam, a nie mogę znaleźć swojego planu zajęć, więc...
- Ale oczywiście, zaraz przyniosę ci nowy- wstał z krzesła i poszła do innej sali obok. Zaczęłam rozglądać się po gabinecie. Nagle na biurku dostrzegłam jakiś list. Niby zwykły świstek, ale w dolnym rogu kartki widniał napis "Lucinda Dawson". Dawson... tak jak ja. Rozejrzałam się po sali, sprawdzając, czy nie widać jeszcze dyrektorki. Szybko chwyciłam list, czytając pierwsze zdanie "Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los..."- nie skończyłam czytać, bo usłyszałam stukot obcasów Isabelle. Szybko zgniotłam karteczkę i schowałam do kieszeni. Po chwili w gabinecie ponownie zagościła dyrektorka, która wręczyła mi plan zajęć. Szybko wyszłam z gabinetu, kierując się do najbliższego schowka na szczotki. Szybko go znalazłam, usiadłam na podłodze i otworzyłam list.
Droga Isabelle!
Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los jaki zadecydował życiem jej brata. Na razie ona nie wie o moim istnieniu i pragnę aby tak zostało, przynajmniej na tę chwilę. Carter nie daje nam spokoju, nie chcę Ally niepokoić. Niestety obawiam się, że może jej coś zagrażać... tak jak zagrażał Roger'owi. Miej na nią szczególną uwagę, nie strać jej z oczu, gdyż chwila może znaczyć dużo dla jej życia. Pamiętaj: nic jej nie mów! Niech będzie spokojna, ponieważ panika może tylko pogorszyć sprawę. Trzymam cię za słowo!
Lucinda Dawson
- Gdzie ja do jasnej cholery jestem...?- zapytałam siebie już drugi raz.
***
Wiem, że się na mnie ostatnio strasznie zawodzicie, ale musicie mnie zrozumieć chociaż w malusieńkim stopniu, że rzez ostatnie dwa miesiące mam okropnie skomplikowane życie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo... Tutaj nie chodzi o naukę, ale raczej o uczucia... Tłumacząc w skrócie... nie, jednak tego nie da się wytłumaczyć w skrócie... Kto chętny wiedzieć może do mnie pisać na fejsie, a tu macie mój ask KLIK. Ten rozdział mimo iż mizerny, miała to być tak niespodzianka- prezent na święta. Uwierzcie, że parę dni temu zastana wiałam się nad usunięciem albo poważnym zawieszeniem bloga, ale postanowiłam, że tego nie zrobię, jednak nie będą one bardzo często. Mimo iż czasem mam zwątpienia, nie porzucę tego. Dlatego kiedy napiszę coś o usuwaniu przypomnice mi o tym, że wam obiecałam iż tego nie porzucę. Nie gniewacie się? Oby... chociaż ja bym sobie nie wybaczyła... ale ja was tak strasznie kocham. Na koniec chcę wam jeszcze życzyć radosnych, miłych, wesołych i rodzinnych świąt, mimo iż jeszcze nie ma śniegu... ale myślicie pozytywnie: nacieszymy się nim w wielkanoc! Szczęśliwego nowego roku i wielu prezentów! :D Kocham i całuję :*
Weronika Love
Subskrybuj:
Posty (Atom)
