czwartek, 20 lutego 2014

Przeprosiny i ....

Przeraszam was, że nie dodałam rozdziału, ale nie mam dostępu do komputera.... przepraszam.... jednak to nie zależy ode mnie.... Komputer odzyskam dopiero za dwa tygodnie, jednak rozdział wstawie wcześniej z komórki, ale on jest nie skończony... Trochę ciężko pisze się na komórce, ale damy radę :) Całuję, wybaczcie :*
                                                                                                                                    Weronika Love

piątek, 31 stycznia 2014

No niestety.. ale nie martwić się !

A więc do sedna, bo jutro wstaje na 6 a jest północ ;______; JEZU ! A więc, jadę jutro do mojej rodzinki z Warszawy i oczywiście na koncert R5 (to główny cel) Ale, że dzisiaj sie nie wyrobiłam z rozdziałem, to musicie poczekać aż wrócę... Jak na jakąś chwilę wyrwę komputer od mojej siostry z Warszawy to zaczne pisać, ale małe są szanse na skończenie ... Ale się postaram ! Inforuję was o tym, abyście nie czekali bez sensu.. a i wracam w czwartek wieczorem :) No... ja do Warszawy mam samochodem 5-6 godzin, bo jadę z mazur... Jezu jak ja wstane!? Walcem mnie podniosą z łóżka rano...no chyba. Ale odeśpię w samochodzie, będą kocyki... oby. Oki ide spaciu paaaaaaaaaa kocham i postaram się napisać cokolwiek :**** Całuję :*
                                                                                                                Weronika Love

wtorek, 28 stycznia 2014

rozdział 15- Choć światło lepsze wydaje się od ciemności, dopiero w mroku prawda się gości.

*narrator* *jeden dzień później*
(od aut.- wybaczcie, że omijam jeden dzień, ale cóż, nie miałabym o czym pisać a akcja dzieje się właśnie w następnym dniu)

   Nastał wieczór. Każdy z uczniów Cimmeri cieszył się z wydarzeń które miały nastąpić dzisiejszej nocy. Dzisiaj miała odbyć się jedna z ich tradycji, która  dla młodych, była niezwykle podniecająca. Jedynie Allyson nie była co do tego przekonana. Zwykle Ally, każdy głupi i niebezpieczny pomysł uważała za dobry, ale dzisiaj było zupełnie inaczej. Tak jakby, ktoś wlał jej do głowy odpowiedzialność, której nie miała w do tych czas, w podobnych sytuacjach.
- Ale się cieszę! Już po dwudziestej trzeciej, może się przyszykujemy, co? Trzeba się przebrać w stroje i niedługo musimy iść na miejsce zbiórki- już od dłuższego czasu podobne komentarze wypowiadała Jo. Była ona chyba jedną z najbardziej podekscytowanych osób. Z każdą minutą która zbliżała ich do północy, Jo stawała się coraz bardziej podniecona, a Ally zaniepokojona.
  W końcu nadszedł czas, aby wymknąć się z Cimmeri. Allyson niepewnym krokiem podążała za koleżankami. W przeciągu paru minut dotarły do końca budynku, gdzie na dole znajdowały się małe drzwi. Jo otworzyła je i pokazała ruchem ręki, aby przyjaciółki podążyły za nią. Teraz nie było odwrotu, Ally musiał po prostu ruszyć. Drzwi wyprowadziły dziewczyny na podwórko. Było już zupełnie ciemno. Chmury zasłoniły gwiazdy i księżyc, co odebrało urok i poczucie bezpieczeństwa. Ally w ciemności ledwo dostrzegała kontury przyjaciółek wiec, gdy tylko zobaczyła cień Jo, złapała ją za rękaw, w obawie przed zgubieniem się. Jo znała ten teren najlepiej, wiedziała dokąd idzie, nawet jeśli ciemność zakrywała wszystko dookoła. Gdy przechodziły przez las, Ally usłyszała cichy szelest. Poczuła przepływające po niej fale strachu i gwałtownie ścisnęła jeszcze mocniej rękaw z bluzki Jo. Po chwili Ally poczuła, że ktoś kładzie rękę na jej ramieniu. Dziewczyna drgnęła, a jej źrenice gwałtownie się powiększył. Uspokoiła się jednak, gdyż zauważyła, że ową osobą była Grece.
- Ally... czy ciebie i Austin'a coś łączy?- zapytała szeptem brunetka, łapiąc koleżankę pod ramię.
- Co? Czemu niby?- zdenerwowana Allyson spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem.
- No bo wiesz-westchnęła w końcu brunetka.- Ty i Austin...
- Co ja i Austin?- Ally nagle przestała być spokojna.
- Nie wiem. Jakoś tak zawsze się ciebie czepiał, a później jest miły.
- Zauważyłam. Pewnie dlatego, że jest psycholem.
- Nie... nie o to mi chodziło. Sama nie wiem, jest coś interesującego w tym, że się tak na ciebie uwziął, a później się tak zmienił.
- O czym ty, u diabła, mówisz?!- Ally spojrzała na przyjaciółkę marszcząc brwi.
- Nie ważne. Przez chwilę wydawało mi się, że się lubicie, a teraz najwyraźniej ty go nienawidzisz.
- Zdarza się.- Allyson wzruszyła ramionami.
- Hmm...- w głosie Grece dało się słyszeć powątpiewanie.
- Żadne "hmm"...- zaprotestowała Ally.- Kiedyś rozstawiał mnie po kątach i próbował mówić co mam robić. Teraz nagle coś mu odbiło i chce być miły. A może on tylko udaje? Aby mnie w coś wciągnąć, albo abym zapomniała o jego wcześniejszym zachowaniu? Może i jest przystojny, ale i tak nieznośny.
- A wiesz co ci powiem? Od czasu, kiedy tu jesteśmy on się zmienił. Wydaje mi się nawet, że się zakochał... Ostatnio nawet nie widziała go z żadną inną dziewczyną.
- To niesamowite!- Ally parsknęła śmiechem.- Udało mu się powstrzymać przez cały tydzień? Musiał się zakochać na zabój.
- Jeszcze zobaczymy- zachichotała Grece. Na tym skończyła się ich rozmowa, zwłaszcza, że doszły do pobliskiego jeziora. Za rozkazem Jo, wszystkie weszły za krzaki, aby móc poczekać do północy.
- No to teraz dziewczynki zdejmujemy ubrania, przecież się w nich nie wykąpiemy- wyszeptała uśmiechnięta Jo.
- Ale jest zimno... A może się wrócimy- próbowała wykręcić się Allyson.
- Teraz jest za późno. Już dawno było- wyszczerzyła się blondynka, jednocześnie zdejmując bluzkę. Po paru chwilach Ally i Grece również pozostały w samych strojach.
   (uwaga, nowy akapit, bo tutaj się rozkręca kicie ;)- od aut)  Nagle rozległ się oszałamiająco głośny gwizd. Z pobliskich krzaków, drzew, czy pomników wybiegły tumy uczniów. Gdy Ally znalazła się w śród ludzi, straciła z pola widzenia Jo, Grece, a co więcej nie rozpoznała nikogo w okół. Nasz główna bohaterka, nawet się nie zorientowała, że stoi na kładce. Tłum ludzi popchną ją tak, że spadła do wody, prosto w głębie. Zanurzyła się w jeziorze który teraz, przypominał czarną dziurę. Woda była lodowata, a Ally, no cóż, nie umiała pływać. Dziewczyna zaczęła wymachiwać rękoma, jednocześnie przełykając wodę, która trafiała do jej buzi, sprawiając, że brunetka krztusiła się. Dziewczyna starała się jak najdłużej wytrzymać na powierzchni, zanim całą zanurzy się w wodzie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak daleko wypłynęła. Oprócz jej rozpaczliwego chlapania i wymachiwania rękoma nic nie było słychać. Musiała być naprawdę daleko od brzegu, ponieważ nikt jak na razie nie przybył jej na ratunek. Mijały minuty, a z każdą z nich Ally miała coraz mniej siły. W pewnym momencie poczuła jak powoli zaczyna spadać w dół. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty, piąty... uspokój się Ally, dasz radę, tylko się uspokój, szósty oddech, siódmy, ósmy..."- myślała Allyson. Po kolejnych paru wymuszonych oddechach i panicznych wymachach rękoma, dziewczyna straciła siły zupełnie, oddała się, wiedząc, że i tak to nic nie da. Zaczęła spadać...
*Ally*
   Czułam zimno, które mnie otaczało. Bałam się, ale przecież nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam walczyć, to nie przynosiło skutków. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i wyciąga na powietrze. Cieszyłam się, że to jednak nie był koniec. Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Austina. Później była już ciemność.
*narrator*
Austin podtrzymywał jedną ręką Ally, utrzymując ją na powierzchni.
- Ally! Ally! Żyjesz?- wykrzyczał blondyn, jednak Allyson nie dawała znaków życia.- Ally, Ally! Obudź się! Słyszysz?- nieustannie wykrzykiwał chłopak. Allyson nadal jednak miała zamknięte oczy. Gdy Austin chciał już uderzyć dziewczynę w policzek, ta otworzyła wystraszone oczy. Dziewczyna ledwo łapała oddech, nie mogła złapać powietrza, co sprawiało, że cały czas się krztusiła.
- Uspokój się. Spokojnie, teraz już jest lepiej. Tylko weź oddech. Licz oddechy. To uspokaja. Albo policzmy razem. Weź jeden oddech i powoli wypuść powietrze. Wzięłaś?- zapytał, a Ally pomachała twierdząco głową.- Dobrze teraz wypuść powietrze.- Dziewczyna znowu wykonała jego rozkaz. Robili tak jeszcze kilka razy, do puki brunetka nie unormowała oddechu.
- Już dobrze?- zapytał chłopak patrząc Ally w oczy. Ona nic nie mówiąc, objęła blondyna obiema rękoma, za szyję.- Teraz tylko dostańmy się na brzeg. Opleć mnie w talii nogami a jakoś stąd wypłyniemy.- Dziewczyna niepewnie wykonała rozkaz chłopaka. Po chwili jednak oboje znaleźli się na brzegu. Blondyn wyszedł z wody, jednak Allyson nie zamierzała go puścić. Nadal oplatała go nogami jednocześnie ściskając za szyję. Chłopak podszedł do pobliskich krzaków, aby móc swobodnie porozmawiać z dziewczyną. W końcu Ally puściła Austina, siadając na trawie i oplatając kolana rękoma. Ich oddechy były przyspieszone i niespokojne. Brunetka cały czas miała spuszczony wzrok. Nie wiedziała o czym myśleć. Przecież tuż przed chwilą minęła się ze śmiercią, a uratował ją chłopak którego jeszcze godzinę temu uważała za  idiotę.
- Ally... wszystko dobrze? Czemu tak daleko wypłynęłaś? I jak się czujesz?- zapytał cicho Austin, siadając obok brunetki.
- Jest... zimno- wychrypiała Ally, cały czas wlepiając wzrok w ziemię.
- Gdzie zostawiłaś ubrania?
- Nie wiem.
- Dobra poczekaj, zaraz ci coś przyniosę- odezwał się Austin odchodząc od dziewczyny. Zostawił ją samą. Oczy brunetki nadal były rozszerzone do granic możliwości, a usta sine i lekko otworzone. Brunetka podniosła na chwilę wzrok sprawdzając jak daleko odszedł Austin. Zobaczyła go jakieś dziesięć metrów od niej. Rozejrzała się i stwierdziła, iż w wodzie nadal jest dużo osób. Spojrzała jeszcze raz uważnie na jezioro, przypominając sobie zdarzenia z przed pięciu minut. Po jej ciele przeszły ciarki, a z zimna dostała gęsiej skórki. Po chwili wrócił Austin trzymając w ręku jakieś dziewczęce spodenki i męski t- shirt.
- Tylko to znalazłem. Ubierz się i wrócimy do Cimerii.- Allyson posłusznie zabrała ubrania i po krótkim czasie była już gotowa. Zauważyła, że chłopak nie ma na sobie bluzki, co znaczy, że musiał oddać jej swoją. Uśmiechnęła się wciągając zapach ubrania. Pachniał delikatnie jałowcem, podobał jej się ten zapach. Stanęła na nogach i oboje ruszyli w stronę Cimerii.
- Austin...- zaczęła przeciągle Ally, zachrypiałym głosem.- Czemu mi pomagasz?
- Wolałabyś utonąć?- spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Nie, ale... zastanawia mnie czemu. Już z resztą nie ważne... zostawmy to.- Wychrypiała dziewczyna.
- Ally, coś tak słyszę, że ta przygoda się dla ciebie dobrze nie skończy. Masz już chore gardło- spojrzał się na nią.
- Nic mi nie będzie- mówiąc to Ally objęła się rękoma.
- Jeszcze ci zimno
- Tylko trochę- wychrypiała cicho brunetka. Chłopak objął ją jak tylko mocno mógł i dalej podążyli do Cimerii.
                                                                    ***
Wiem, straszliwie zawalam ! Ale mam na dzień dzisiejszy usprawiedliwienie ! Nie miałam czasu na pisanie w tym tygodniu, ponieważ miałam CODZIENNIE sprawdziany półroczne z przedmiotów :( Wybaczycie? Ale tutaj zrozumcie, bo ja się musiałam na co dzień przygotować i najzwyczajniej nie miałam czasu na pisanie :'( Ale od wczoraj mam ferie ! I jak widzicie wczoraj zaczęłam rozdział i dzisiaj skończyłam, a więc przeeeeeepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo jak nie to ja nie wiem co zrobię :( Proszę piszcie mi w komentarzach czy się nie gniewacie, ok? Specjalnie dzisiaj jest rozdział z odrobiną akcji (czyli nie taki nudny jak wcześniejsze) bo się coś dzieje ! W końcu ! Ale jeszcze specjalnie dla was jest on dłuższy :) Jejku proszę no wybaczcie i zrozumcie i nie przestawajcie pisać komów, bo w tedy to dopiero będzie źle :( Chyba bym się załamała... Ale ja was jeszcze raz PRZEPRASZAM. I chwilowa zmiana tematu. Czy ktoś z was jedzie na koncert R5? Ja tak ! :D Ale mam niestety bilet zwyczajny ... ale to zawsze coś ! Strasznie sie cieszę z tego powodu! Dobra gaduła ze mnie ! Koniec, kocham was mocno i mam nadzieję, że przez te 12 dni o mnie nie zapomnieliście i nadal chcecie to czytać cokolwiek to jest i proszę was wybaczcie, jak mi wybaczycie to kolejny rozdział będzie za trzy dni I co wy na to? Ja tam jak są ferie to moge codziennie piać :D ok jutro nie wstanę... pappaappapa już koniec papapap kocham i całuję :*** <3
                                                                                                                            Weronika Love

piątek, 10 stycznia 2014

rozdział 14- Przecież to miał być ten czas, kiedy wszystko miało mieć się dobrze, a na razie są słowa i nic więcej.

*Ally*
    Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odskoczyłam gwałtownie na bok, próbując zobaczyć cokolwiek w ciemności. Nagle drzwi od schowka się otworzyły, wpuszczając przy tym promienie światła, które delikatnie mnie oślepiły. Do schowka weszła jakaś osoba zamykając za sobą drzwi. Zrobiłam krok w tył. W tym momencie poczułam, że dotknęłam plecami ściany, nie mogłam cofnąć się dalej. Ciemna postać zaczęła delikatnie do mnie podchodzić przyprawiając mnie tym o przechodzące przez moje ciało fale strachu, powoli zamieniające się w panikę. "Jeden oddech, dwa, trzy, cztery, pięć..." zamarłam, osoba była już a blisko, nadal nie widziałam twarzy postaci, z jego postawy mogłam wyczytać, że jest to chłopak. Przykleiłam się jeszcze bardziej do ściany, aby mieć jeszcze trochę luzu, bezskutecznie, chłopak przysunął się jeszcze bardziej.
- Ally...- zaczął cichym i spokojnym głosem.- Przez cały dzień nie byłaś na lekcjach, wszyscy się o ciebie martwią.- Znałam ten głos, uniosłam głowę, te oczy też poznałam bez problemu. Dwie tęczówki świeciły się w ciemnościach jak takie małe iskierki.
- Austin, po co tu przyszedłeś?- zapytałam już spokojniejszym głosem.
- Isablelle kazała mi ciebie znaleźć. Mówiła, że byłaś u niej w gabinecie, a później zniknęłaś bez śladu i nie mogła ciebie znaleźć. Kazała mi to zrobić.- Uśmiechnął się, jeszcze bardziej przysuwając do mnie. Poczułam się niekomfortowo, ale sama nie zmieniałam pozycji. Blondyn oparł ręce o ścianę, pochylając się nade mną. To już druga taka sytuacja, tylko jest pewna różnica. Wcześniej na przystanku się nienawidziliśmy a teraz... teraz chyba się lubimy. To jest za trudne aby to wyjaśnić... sama się w tym nie łapie. Ale teraz musiałam to zakończyć.
- Idziemy?- wyszeptałam.
- Po co?- odszeptał chłopak jeszcze bardziej przysuwając się do mnie.
- Nie martwili się o mnie?- za wszelką cenę próbowałam to skończyć.
- Martwiłem.- Uśmiechną się szeroko.
- Tylko ty?
- Nie. Ale ja najbardziej.- Teraz był już na tyle blisko mnie, że stawało się to już niebezpieczne.
- Ja... ja... przepraszam- wyszeptałam po czym uwalniając się z "pułapki" wybiegłam ze schowka. Co to w ogóle miało znaczyć? Co to miało być?
*narrator*
    Ally szybkim krokiem ruszyła w stronę stołówki. Niedługo miała być kolacja, a przecież nie chciała się spóźnić. Szybko dotarła do celu stając na samym początku kolejki do wejścia, ignorując innych uczniów. Okazało się, że na samym początku stała Grece.
- Ally, hej. Co się stało? Czemu nie było ciebie na lekcjach? Czemu tak blado wyglądasz?- zaczęła niespokojnie bruneta. Widząc zupełną ignorancję ze strony koleżanki, dziewczyna jeszcze bardziej się zaniepokoiła.- Ally! Ally! Odpowiadaj mi! Halo! Kontaktujesz?
- Tak. Hej Grece- zaczęła cicho.- Musiałam pomyśleć i dla tego mnie nie było. Zresztą źle się czułam i jeszcze mi nie przeszło- dokończyła równie cicho Allyson.
- Ally... wszystko dobrze?
- Tak, jest ok, tylko jest mi trochę słabo, ale jest dobrze, nie martw się- mówiąc to Ally uśmiechnęła się delikatnie spoglądając na przyjaciółkę. Po upływie paru minut drzwi od stołówki otworzyły się a uczniowie weszli do środka. Ally usiadła przy stole z Grece a po chwili dosiadła się do nich Jo.
- Hej wam. Słyszałyście już?- zaczęła rozradowana Jo.
- Nie, a miałyśmy?- zaśmiała się Grece nakładając przy okazji lazanie na talerz.
- Taaak! Zacznę od początku. A więc co roku nowi uczniowie w szkole mają takie jakby otrzęsiny. Tyle, że jutro równo o północy wymykamy się z Cimmeri i idziemy całą grupą nad najbliższe jezioro. Wszyscy chowają się w krzakach do usłyszenia sygnału. Następnie wszyscy wychodzą i kąpią się w zimnym jeziorze! To jest co roczna tradycja- powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy Jo.
- Ale, ale ja nie wiem czy to dobry pomysł. Ja chyba nie idę- wymruczała Ally.
- No coś ty! To tradycja! Idą wszyscy.
- No... ok. Ale ile to trwa?
- No tak z pół godziny, ale się nie martw zawsze możesz pójść wcześniej. Ale fajne, że idziemy- zapiszczała blondyna.
- Taa fajnie, bardzo...- wymruczała Allyson.
                                                                               ***
No siemka ! Przepraszam was, że znowu musieliście poczekać na rozdział, ale tak jakby... mało motywacji i mało czasu. No niestety... Ale przede wszystkim MOTYWACJI! Myślałam, że się załamie, kiedy po dodaniu ostatniego rozdziału i upłynięciu dwóch dni były dwa komentarze. Ale cóż, późniejsze mnie odrobinkę zmotywowały, ponieważ pojawiły się kolejne. A i jeśli jestem jeszcze w sprawie komentarzy to chciałam przeprosić Claudii. Jeśli to czytasz to ciebie mocno przepraszam, ponieważ nie miałam czasu odpisać na twój komentarz ale już to robię. Chcę dla każdego odpisywać na komentarze, ale często jest to wręcz nie możliwe... A teraz mój fonek jest w naprawie i mi nie przychodzą powiadomienia  o komentarzach a to zawsze z komórki odpisywałam, a więc jeszcze raz przepraszam. Ostatnio tak zauważyłam, że niektóre bloggerki piszą nieustannie takie minki coś w stylu " ;___; *_* ^^ *.* -,- :x " ja rozumiem, że minki są fajne i często pomagają w różnych sytuacjach, ale jeśli ktoś je pisze nieustannie po każdym praktycznie wyrazie, to mnie to strasznie wkurza, a was? No może przesadzam, ale... dobra kończe, bo bym mogła gadać i gadać.... oki to papatki ia kocham was z całego serduszka ! <3 A i przypominam, że mam aska KLIK i uprzedzam, że uporządkowałam wszystko w życiu i teraz będę już o wiele lepiej pracować ! ok, serio koniec papapap
Kocham i Całuję :*
                                                                                                                    Weronika Love

poniedziałek, 23 grudnia 2013

rozdział 13- Prze­jawem głupo­ty raczej niż od­wa­gi jest lek­ce­ważenie niebez­pie­czeństwa, kiedy wi­si ci ono nad głową.

*Ally*
   "Jak bardzo blisko są nasze twarze, bardzo, bardzo blisko. "
Nie mogłam dopuścić do pocałunku, po prostu nie mogłam. A co by było gdyby mi się spodobało? Albo jeszcze gorzej- mogłabym się zakochać, a do tego nie mogę dopuścić. Automatycznie odsunęłam się od Sylvaina, on niemrawym uśmiechem starał się zatuszować grymas.
- Ja... ja już muszę lecieć- odchrząknęłam i biegiem puściłam się w stronę sali nr. 169. "163, 164, 165, 166, 167, 168 i..." stop. Nie dotarłam do końca. Zatrzymałam się w rogu. Zobaczyłam Grece i Tom'a, byli schowani w kąciku przy drzwiach, oni się całowali. Zaczęłam oczerniać siebie w myślach, a czemu? Ponieważ zamiast cieszyć się na ten widok i uśmiechać się, widząc uśmiech Grece, poczułam zazdrość. Zwyczajną zazdrość. Oparłam się o ścianę wbijając wzrok w parę. Osunęłam w dół, sprawiając, że siedziałam teraz na podłodze.  Karciłam swoje myśli, ale to nie pomagało. Wiedząc, że nic już nie  dam rady zrobić, wstałam i pędem rzuciłam się w stronę najbliższej łazienki. Niestety nie zauważyłam otwierających się drzwi i z całej siły przywaliłam o nie głową. Poczuła przyjemne ciepło na oczach, a po chwili wszędzie widziałam czarne plamki. Poczułam delikatny ból głowy, a później nie widziałam już nic.
... Była sobie szczęśliwa rodzina. Młode małżeństwo z córką i synem. Było ciepło, oni byli na wakacjach na jakiejś wyspie. Pewnego dnia gdy siedzieli na plaży ojciec oznajmił, że wraca do hotelu, ponieważ źle się czuje. Był on odrobinę podpity, po całym dniu darmowych alkoholi. Wrócił sam. Po upływie godziny mama wzięła za rączkę córkę, a synek szczęśliwymi skokami popędził w stronę hotelu. Dotarli. Zapukali do swojego pokoju, jednak nikt im nie odpowiedział. Pukali, dobijali się, nic. W końcu otworzono im drzwi dodatkowym kluczem z recepcji. Zaniepokojona małżonka jako pierwsza weszła, zobaczyła swojego męża, leżącego na łóżku, spał. Nie zdążyła nic powiedzieć, gdy do pokoju weszła córka a za nią syn. "Tata! Czemu ty spałeś, myśleliśmy, że coś ci się stało!" wykrzyknął chłopczyk budząc przy tym ojca. Pięcioletnia córka po chwili zaczęła powtarzać słowa brata. Powstał harmider, kobieta próbowała uspokoić dzieci, jednak te dalej krzyczały. Nagle ojciec wstał zaczął szarpać syna. Ten uciekł, a za nim siostra. Zamknęli się w pokoju obok, oboje trzymając się za ręce. Po chwili ktoś zaczął walić w drzwi, jednocześnie odpychając tym dzieci. Pijany ojciec w końcu dostał się do środka, a kiedy syn zaczął krzyczeć, ojciec uderzył go w policzek. Córka zaczęła płakać i pobiegła do brata. Odtrąciła go, a sama dostała. Kochała swojego brata, bardziej niż siebie. Po tym zdarzeniu już nigdy go nie zobaczyła...
- Ally! Ally! Ally! Pobudka!- usłyszałam nad sobą krzyk jakiegoś chłopaka. Otworzyłam oczy, czując, że mam coś zimnego na czole. Złapałam się za głowę, na moim czole leżała zimna ścierka. Głowa mnie bolała a nade mną stał Austin.
- Weź się odsuń, bo wstać nie mogę!- krzyknęłam, a chłopak posłusznie wstał.
- Czemu leżałaś na podłodze?- zapytał głupio chłopak.
- Oj, głupia blondyneczko, a może lubię?- skrytykowałam go wzrokiem.
- Oj, wredna brunetko, kultura nie boli- uśmiechną się i odwracając się na pięcie podążył do wyjścia.
- Nie!- krzyknęłam na co Austin zatrzymał się i odwrócił do mnie. Widząc, że to przynosi efekty, kontynuowałam-  Dobra, przepraszam, po prostu nie mam humoru. Jakiś niedorobiony francuz mnie podrywał, źle się czuję widząc moją przyjaciółkę szczęśliwą, a teraz tak cholernie boli mi głowa.- Powiedziałam wstając z ziemi. Dopiero teraz zauważyłam, że znajdujemy się w łazience. Nie postałam sobie długo, gdyż poczułam kręcenie w głowie, a przed oczami pojawiły mi się mroczki. Złapałam się umywalki, patrząc w lustro. Zdziwiłam się, gdyż nie nie było już Austina, wyglądało na to, że zostałam tu sama. Było cicho, nawet powiedziałabym, że za cicho jak na tak ogromną szkołę. Może i trwają teraz lekcję, ale teraz nie było słychać nawet odgłosów z klas. Spuściłam wzrok, przemywając twarz. Nadal trzymając się umywalki, spojrzałam jeszcze raz w lustro, odskoczyłam. Na szybie teraz znajdował się napis, wykonany czerwoną farbą "Uważaj". Ale jak? Przecież nikt nie wchodził do łazienki! Było cicho, nie było żadnych kroków, nawet szelestu. Rozejrzałam się jeszcze raz po łazience.
- Gdzie ja jestem?- wyszeptałam sama do siebie.
   Wybiegłam gwałtownie z toalety. Zwolniłam dopiero gdy znalazłam się przed gabinetem dyrektorki. "Jeden oddech, drugi, trzeci, czwarty... jest dobrze" zapukałam. Usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry Ally!- przywitała mnie z ogromną radością dyrektorka.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się siadając na krześle.
- Co cię tutaj sprowadza? Nie jesteś na lekcjach?- zapytała nadal rozpromieniona kobieta.
- Ja, źle się poczułam i nie jestem pewna co teraz mam, a nie mogę znaleźć swojego planu zajęć, więc...
- Ale oczywiście, zaraz przyniosę ci nowy- wstał z krzesła i poszła do innej sali obok. Zaczęłam rozglądać się po gabinecie. Nagle na biurku dostrzegłam jakiś list. Niby zwykły świstek, ale w dolnym rogu kartki widniał napis "Lucinda Dawson". Dawson... tak jak ja. Rozejrzałam się po sali, sprawdzając, czy nie widać jeszcze dyrektorki. Szybko chwyciłam list, czytając pierwsze zdanie "Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los..."- nie skończyłam czytać, bo usłyszałam stukot obcasów Isabelle. Szybko zgniotłam karteczkę i schowałam do kieszeni. Po chwili w gabinecie ponownie zagościła dyrektorka, która wręczyła mi plan zajęć. Szybko wyszłam z gabinetu, kierując się do najbliższego schowka na szczotki. Szybko go znalazłam, usiadłam na podłodze i otworzyłam list.
                                                                   Droga Isabelle!
  Isabelle, proszę cię, aby Ally nie spotkał taki sam los jaki zadecydował życiem jej brata. Na razie ona nie wie o moim istnieniu i pragnę aby tak zostało, przynajmniej na tę chwilę. Carter nie daje nam spokoju, nie chcę Ally niepokoić. Niestety obawiam się, że może jej coś zagrażać... tak jak zagrażał Roger'owi. Miej na nią szczególną uwagę, nie strać jej z oczu, gdyż chwila może znaczyć dużo dla jej życia. Pamiętaj: nic jej nie mów! Niech będzie spokojna, ponieważ panika może tylko pogorszyć sprawę. Trzymam cię za słowo!
                                                                                                           Lucinda Dawson 
- Gdzie ja do jasnej cholery jestem...?- zapytałam siebie już drugi raz.
                                                                   ***
Wiem, że się na mnie ostatnio strasznie zawodzicie, ale musicie mnie zrozumieć chociaż w malusieńkim stopniu, że rzez ostatnie dwa miesiące mam okropnie skomplikowane życie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo... Tutaj nie chodzi o naukę, ale raczej o uczucia... Tłumacząc w skrócie... nie, jednak tego nie da się wytłumaczyć w skrócie... Kto chętny wiedzieć może do mnie pisać na fejsie, a tu macie mój ask KLIK. Ten rozdział mimo iż mizerny, miała to być tak niespodzianka- prezent na święta. Uwierzcie, że parę dni temu zastana wiałam się nad usunięciem albo poważnym zawieszeniem bloga, ale postanowiłam, że tego nie zrobię, jednak nie będą one bardzo często. Mimo iż czasem mam zwątpienia, nie porzucę tego. Dlatego kiedy napiszę coś o usuwaniu przypomnice mi o tym, że wam obiecałam iż tego nie porzucę. Nie gniewacie się? Oby... chociaż ja bym sobie nie wybaczyła... ale ja was tak strasznie kocham. Na koniec chcę wam jeszcze życzyć radosnych, miłych, wesołych i rodzinnych świąt, mimo iż jeszcze nie ma śniegu... ale myślicie pozytywnie: nacieszymy się nim w wielkanoc! Szczęśliwego nowego roku i wielu prezentów! :D Kocham i całuję :*
                                                                                                                     Weronika Love


sobota, 30 listopada 2013

Napisałam to już dawno, dzisiaj publikuje. To mała opowiastka o Austinie i Ally. Tytuł- "Bez serca nie da się żyć". Proszę, przeczytajcie, ponieważ pisząc to opowiadanie, postanowiłam założyć bloga, to dało początek.

"Bez serca nie da się żyć..." 
 "Niestety masz białaczkę. Został ci góra rok życia"- Te słowa zrujnowały do tych czas spokojne życie Ally. Allyson Dawson, to drobna dziewczyna o brązowych oczach i włosach. Pisze piosenki dla Austina, w którym podkochuje się już od pewnego czasu. Ma wspaniałych przyjaciół, których kocha nad życie. Od pewnego czasu brunetka zaczęła źle się czuć. Jej rodzice pojechali z nią do szpitala, w którym usłyszała dwa zdania. Dwa zdania, które zrujnowały jej życie i życie jej bliskich. Dziewczyna ma białaczkę. Jeśli choroba nie będzie rozwijała się za szybko, Ally pozostanie rok. Rok, który ma zakończyć jej życie. Rok w którym musi zrealizować wszystko czego chciała osiągnąć. Inni mają jeszcze dużo czasu, ale ona ma rok. Dla zwyczajnych ludzi, którzy się nie spieszą, jest to dość dużo, ale świadomość, że za dwanaście miesięcy odejdziesz z tego świata zdołowała by każdego. Od kiedy tylko brunetka dowiedziała się o swojej chorobie całymi dniami przesiadywała w domu. Nie bała się śmierci, lecz tego jak jej śmierć zniosą rodzice i przyjaciele. Oczywiście jej rodzina wiedziała o chorobie, lecz Ally nie potrafiła powiedzieć tego Trish, Dez'owi, a co dopiero Austin'owi. Jednak jej stan cały czas się pogarszał, wiedziała, że kolejny dzień będzie tym, kiedy powie prawdę.
      Dzisiaj Ally wstała w z samego rana. Wyjęła telefon i wybrała numer Austina. Chłopak mimo późnej pory, odebrał szybko. Dziewczynę ścisnęło w gardle, przełknęła ślinę i zaczęła mówić.
- Austin. Spotkamy się za godzinę w parku?- zapytała ochrypiałym głosem.
- Ally? Co się stało?- zaczął zmartwiony chłopak jednak odpowiedziała mu głucha cisza.- Ally?
- Po prostu przyjdź.- Allyson automatycznie odsunęła telefon od ucha i nacisnęła czerwoną słuchawkę. Usiadła na łóżku, a słone krople zaczęły spływać po jej twarzy, zahaczając o dołeczki. Tak, dziewczyna śmiała się i płakała. Teraz powie już wszystko.
*godzinę później- park*
- Ally? Czy ty płakałaś? Dlaczego ostatnio masz opuchnięte oczy? Co się dzieje?- Austin zaczął zasypywać dziewczynę setkami pytań. Ally usiadła na krawędzi fontanny. Chłopak dalej stał przed nią oczekując odpowiedzi.
- Austin... ja za rok... już mnie... za rok... nie będzie...- w tym momencie brunetka wybuchnęła głośnym płaczem. Austin widząc jej zachowanie przykucną, aby spojrzeć brunetce w oczy.
- Ally? Jak to? Wyjeżdżasz?- zapytał zdziwiony chłopak.
- Nie Austin, nie wyjeżdżam. Ja po prostu odchodzę.- Dziewczyna zaczęła powoli się uspokajać. Chłopak nic nie zrozumiał, przytulił dziewczynę. A ta wyjęła z kieszeni jakiś papier. Podała mu go.
- Co to jest?- zapytał blondyn, jednak nie uzyskał odpowiedzi. Rozwiną karteczkę i przeczytał zawartą treść. Była to kartka od lekarza, potwierdzająca chorobę dziewczyny.
- Ally... ty masz... białaczkę?- lewo wykrztusił. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Teraz już nikt się nie odzywał. Chłopak usiadł obok dziewczyny, zgniatając kartkę w ręce. Minęła minuta, dwie, trzy... nikt się nie odezwał.
- Ale to nie może być prawda. Nie można z tym nic zrobić?- w końcu wykrztusił chłopak, patrząc bezradnie w dół. Nie spojrzał dziewczynie w oczy, za bardzo się bał, a może po prostu chciał ukryć łzy.
- Austin... nic się nie da zrobić... Zostaw mnie, nie chcę abyś musiał na mnie patrzeć kiedy jestem w takim stanie. Dam radę. Ale muszę ci coś powiedzieć. Od pewnego czasu... nie... teraz to nie ma znaczenia.- Dziewczyna wstała i już chciała odbiec, kiedy chłopak złapał ją za rękę i przyciągną ku sobie.
- Tak, Ally. Ty mi też.- wyszeptał po czym delikatnie pocałował dziewczynę. Ona gwałtownie odsunęła się od blondyna.
- Teraz to bez znaczenia, jest za późno- wychrypiała. Ponownie próbowała uciec, jednak chłopak znowu ją przytrzymał.
- To ma znaczenie. Nie ma takiej miłości która by znaczenia nie miała.- zaczął, i wyjął z kieszeni naszyjnik, po czym połączył go z wisiorkiem Ally.- Od zawsze i na zawsze. Z tobą do końca...- dokończył.
*Dwanaście miesięcy później*
    Ally przez ostatni rok zupełnie zapomniała o chorobie. Chodziła z Austinem od czasu spotkania w parku. Gdy chłopak przychodził do dziewczyny, sprawiał, że automatycznie się uśmiechała. Niestety. Miną już rok. Ally czuła się z każdym dniem coraz gorzej. Nie wychodziła z domu, była blada, praktycznie nic nie jadła. Pewnej nocy Ally poczuła się o wiele gorzej. Nim się obejrzała rodzice zadzwonili po pogotowie, a ona leżała już w szpitalu. Przez mgłę zobaczyła Austina pochylającego się nad nią.
- Austin... powiedz szczerze... jestem w twoim sercu?- wyszeptała brunetka.
- Nie Ally.- wykrztusił chłopak przez płacz. Dziewczyna zamknęła oczy, nie widziała już nic. Po chwili poczuła, że ktoś mocno ścisną jej rękę i usłyszała tylko ciche.- Ally ty jesteś moim sercem. A bez serca nie da się żyć.- To były ostatnie słowa jakie zdołała usłyszeć, później nie było już nic. Ciemność
*dwa tygodnie później*
   Wczoraj odbył się pogrzeb dziewczyny. Austin dzisiaj od siódmej rano siedział przy nagrobku, który był calusieńki obłożony kwiatami. Był blady, jak nigdy. Nie odzywał się do nikogo. Wyją kartkę, napisał coś na niej i włożył do kieszeni. Po chwili, do chłopaka dosiadła się jakaś kobieta. Zadała pytanie blondynowi, jednak on nie odpowiedział. Kobieta dotknęła nastolatka, był zimny.
   Parę dni później u Austina stwierdzono zgon z powodu braku serca. W jego spodniach znaleziono kartkę. "BEZ SERCA NIE DA SIĘ ŻYĆ, ALLY".
                                                         ***
No i oczywiście zapraszam do czytania rozdziału poniżej :*

piątek, 29 listopada 2013

rozdział 12- Już nie rośnie tętno, wszystko jest dobrze. Nie życzyłam ci źle i wciąż życzę ci dobrze.

*narrator*
    Po szkole rozległ się dzwonek, który był tak głośny i uporczywy, że większość uczniów nie mogła tego wytrzymać.
- No zamknij się już!- krzyknęła Ally, a dzwonek jak na zawołanie ucichł. Nagle wszyscy oprzytomnieli, przypominając sobie, że dzwonek służy do rozpoczęcia lekcji. Gdy tylko Allyson opuściła stołówkę wpadła do pokoju zabierając torbę i plan lekcji. Nie minęła minuta, kiedy brunetka stała już przed drzwiami do klasy. Rozglądała się uważnie przypatrując się swojej grupie.
*Ally*
No pięknie ! Pierwsza lekcja to francuski, a żadna z moich koleżanek na niego nie chodzi. Stanęłam na palcach przyglądając się twarzom stojącym za mną. Eveline, Katcherin, Zoe, Thomas, Jojo, Rachel- zaczęłam wymieniać imiona osób które właśnie zauważyłam. Ale chwila! Co! Rachel!? No pięknie... chodzi na francuski. No nic, to tylko miesiąc. Toby, Vanessa, Kristen, Austin... Stop! Austin jest w mojej grupie na francuski? No proszę, kolejna niespodzianka. Ja chyba nie wytrzymam tego miesiąca... Ale chwila, jest jedna osoba do której się chyba przyzwyczaję. To ten słodki francuz ze stołówki, wydawał się być naprawdę miły, może nie będzie aż tak źle?
*narrator*
   Gdy Ally dalej liczyła i zastanawiała się nad swoją grupą, Grece można powiedzieć, że przechodziła delikatne załamanie. Jej grupa od hiszpańskiego była o wiele gorsza od klasy Allyson. Oprócz Tom'a. Można powiedzieć, że chłopak poświęcił się dla dziewczyny, gdyż specjalnie dla niej wypisał się z niemieckiego. Niestety, brunet na pierwsze zajęcia najwidoczniej postanowił się spóźnić, a Grece przez początkowe minuty musiała dać sobie radę sama. Gdy tylko stanęła przy klasie usłyszała ciche szepty i śmiechy. Na początku starała się nie zwracać na to uwagi i spokojnie czekać na nauczyciela. Do czasu jakoś dawała radę, jednak później było coraz gorzej. "Gwiazdy" widząc, że dziewczyna się nimi nie przejmuje, postanowiły działać inaczej.
- Grece. Powiedz mi proszę z jakiego śmietnika wyciągnęłaś te szmatki, też tam muszę zacząć chodzić!- wykrzyknęła jedna z dziewcząt podbiegając do brunetki, na co brązowooka parsknęła śmiechem.
- Katcherine- zaczęła Grece dalej się śmiejąc.- To są mundurki, a ty masz na sobie taki sam- wykrztusiła brunetka. Lekko speszona dziewczyna odsunęła się i podążyła do grupy. Po chwili jednak wyszła kolejna, tym razem wyglądała na o wiele pewniejszą siebie.
- Grece, Grece... Wiesz ładne imię masz. Kto je ci wybrał?- zaczęła blondynka, delikatnie stąpając po podłodze. Tym razem brunetka wiedziała do czego zmierza niebieskooka i bała się, że uda jej się zrealizować swój cel.
- Juliet lepiej stąd idź!- warknęła nasza bohaterka.
- Czemu? Nie chcesz pogadać ze swoją byłą przyjaciółką? Przecież tak fajnie nam się kiedyś gadało. Opowiadałaś mi o swojej mamie, pamiętasz?
- Zamknij się!- burknęła Grece zmrużając oczy.
- Czemu? Przecież ty ją tak kochałaś, to ona ci wybrała imię, a teraz... no powiedz, gdzie ona jest?- wypowiadając ostatnie słowa, dziewczyna ścisnęła usta w sznurek i popatrzyła na Grece, zakładając ręce na biodra. Przez chwilę stały w bezruchu i ciszy, która zaczęła działać na niekorzyść brunetki.
"Jeden, dwa, trzy... pięć"- Grece starała się uspokoić licząc oddechy. Zacięła się.  Teraz właśnie nie wytrzymała, złapała torbę i już chciała uciec, kiedy usłyszała dziewczęcy, znajomy jej głos. Odwróciła się, a jej oczom ukazała się Ally.
- Juliet!- zaczęła ostro Allyson. Grece odetchnęła z ulgą.- Skoro jesteś taka cwana to może mi coś powiesz?
   Cisza. Blondynka nie wiedziała jak się odezwać. Gdy tylko otwierała buzię, z jej ust nie wydobywał się żaden dźwięk.
- No widzisz. Teraz nic nie powiesz? A ja tak bardzo chciałam z tobą pogadać! To skoro nie chcesz ze mną rozmawiać to może oszczędź Grece słuchania twojego jazgotu! Dam ci małą radę. Jak będziesz chciała odezwać się do tej właśnie dziewczyny- Ally zatrzymała się na chwilkę, pokazując ręką na Grece.- Wsadź mordę w piasek i kiełkuj szmato! (sorki za zwrot, ale to dla atmosfery- od aut.)- Ally skończyła swój monolog, a odchodząc, zatrzymała się na chwilę obok Grece szepcąc "Nie daj się" na co w odpowiedzi uzyskała ciche "Dziękuję". Po czym pognała na górę.
*Ally*
   No pięknie, jestem spóźniona! Pierwsza lekcja. Ale musiałam pomóc mojej przyjaciółce. Grece jest słodka i niewinna, jednak nie za bardzo umie postawić na swoim. Chyba muszę ją troszeczkę podszkolić. No dobra, czas zmierzyć się z karą za spóźnienie. Stanęłam przed drzwiami, powoli zbliżając rękę do klamki. Coraz bliżej i bliżej. W końcu moja dłoń oparła się na krążku delikatnie go przekręcając. Drzwi zaskrzypiały, a ja po cichu wsunęłam się do środka. Stanęłam na przeciw mojej grupy, która aktualnie wlepiała we mnie gały. Nauczyciel, zupełnie nie przypominał francuza, był raczej jego zupełnym przeciwieństwem. Chudy, łysy, nie za stary, ubrany w dżinsy i sweter w biało-niebieskie paski.
- Panna Dawson jak przypuszczam? No witam, witam, cóż się stało, zabłądziła pani po drodze?- zapytał nie odrywając wzroku od dziennika.
- Ja... przepraszam, ale... ale... byłam u pielęgniarki!- wykrztusiłam na zawołanie.
- Nic mi o tym nie wiadomo...- oderwał się na chwilę od dziennika, spoglądając wymownie na Ally.
- Bo, bo... ja... bo to nie było nic wielkiego, dlatego nikt nic panu nie powiedział- byłam dumna ze swojej wymówki, jednak po każdej odpowiedzi jeszcze bardziej się wplątywałam.
- A jaki to powód?- dopytywał dalej nauczyciel.
- Miałam dziurę w mundurku!- wypaliłam na starcie i dopiero potem zorientowałam się co powiedziałam.
- Słucham?- zapytał zdziwiony i zdezorientowany nauczyciel.
- No, bo... rano zobaczyłam, że mam dziurę w mundurku, więc... więc...- i tutaj utknęłam. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Nagle zobaczyłam, że Austin wstał z krzesła i staną obok mnie.
- Ally, chciała powiedzieć, że kiedy już zobaczyła swoją dziurę w ubraniu, zgłosiła się do nauczycielki po igłę i nitkę, ale Ally nie umie szyć. Poszła więc do pielęgniarki szkolnej, aby jej w tym pomogła.- Austin kończąc swoją opowieść, uśmiechną się do mnie, na co ja spaliłam buraka. Miałam nadzieję, że nauczyciel odpuści już sobie z tymi pytaniami.
- Niech wam będzie. Powiedzmy, że wam wierzę. Austin siadaj do ławki, a ty Ally usiądź tam gdzie wolne miejsce. Jest obok Sylvain'a.
   Spojrzałam się w stronę uśmiechniętego chłopaka. Czyli ten francuz ma na imię Sylvain... ładnie. Usiadłam obok bruneta, a on uśmiechną się do mnie tak bardzo słodko. Rozpakowałam książki i rozsiadłam się  na krześle. Nagle na moja ławkę ktoś rzucił jakąś zgniecioną kulkę papieru. Rozejrzałam się po klasie szukając właściciela liściku. Rozłożyłam kartkę i przeczytałam treść "Proszę bardzo, Ally". Spojrzałam na Austina, który wyszczerzył się do mnie, odpisałam krótkie "Dziękuję za pomoc, ale ja umiem szyć", po czym rzuciłam karteczką na ławkę blondyna. Po upływie kilku minut otrzymałam odpowiedź " Coś ci nie wierzę, Dawson". Uśmiechnęłam się delikatnie do papieru po czym odpisałam " To lepiej uwierz, bo się zdziwisz jak na zimę będziesz nosił własnoręcznie zrobiony przeze mnie szalik, Moon". Rzuciłam kartką, a ta ponownie znalazła się na ławce Austina. Obserwując jego reakcję, można było powiedzieć, że podobała mu się nasza konferencja. Zaśmiał się delikatnie, po czym karteczka powędrowała na mój stolik. "Nie sądzę. Ale możliwe, że się mylę, najwyżej się zdziwię. Zaskocz mnie".  Tak jak skończyło się miejsce na kawałku papieru, skończyła się nasza rozmowa. Można powiedzieć, że przez resztę lekcji byłam "grzeczna".
    Nareszcie zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy jako pierwsza, ponieważ chciałam dogonić Grece. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramie i odwraca do siebie. Moja niesforność dała po sobie poznać i potknęłam się upadając na tego "kogoś". Okazało się, że sprawcą mojego upadku był Sylvain. Utknęliśmy w dość niekomfortowej sytuacji, bo brunet stał w połowie oparty o ścianę, a ja praktycznie na nim leżałam, a gdyby mnie nie trzymał z pewnością zetknęłabym się z podłogą.
- A tak na marginesse J'mappelle Sylvain- powiedziała to z uroczym francuskim akcentem.
- Cześć. Ja jestem Allyson. Ale mów mi Ally.- Uśmiechnęłam się jak najbardziej słodko mogłam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo blisko są nasze twarze. Bardzo, bardzo blisko.
                                                                                    ***
 Hejka! Wiem stttrasznie długo nie było rozdziału, a ten jest markotny, nudny i monotomny. Ten jest chyba najgorszy. Ale mam swoje powody ! Po pierwsze przez niecałe dwa tygodnie miała laptop w naprawie, a ja nie umiem pisać z komórki. Później był brak czasu i ogromne problemy z chłopakami. No dobra dość o rozdziale. Teraz pytanie: Czy słyszeliście już o koncercie w Polsce zespołu R5????!!!! Bo ja możliwe, że dostanę bilet VIP na święta i dotknę Rossa i jego rodzeństwo! Aaaaaaaaa! Moja reakcja jak się o tym dowiedziałam była bezcenna ! :D <3 A wy ? Chcieliście by iść na koncert? Bo jak tak to zwykły bilet kosztuje około 70 złotych (tanio moim zdaniem) A VIP aż 370 :( Ale opłaca się ! :D Nie, że jestem jakąś wariatką co życia nie ma, ale to są moi idole, a chyba każdy chciał by spotkać swojego idola, nie ? No i jeszcze ostatnia sprawa. Chciałam polecić SUPERWEGO bloga, którego niedawno odkryłam. Dziewczyna ma: poczucie humoru, talent, świetny styl, robi mało błędów i posiada komizm ! A więc wbijajcie na tego bloga koniecznie (o Rossie i R5 i Laurze) : http://raura-r5-love-story.blogspot.com/ Na serio warto ! :) No i jeszcze daję wam stronę R5 i tu są informacje  koncercie i tak dalej: http://r5rockstheworld.com/ No to chyba wszystko ! :D Ppapaap kocham i całuję :*
                                                                                                                            Weronika Love