niedziela, 13 grudnia 2015

Pomagać na co dzień.

Otóż proszę was o wsparcie. Banner 300x600http://dlaschroniska.pl/jak-pomagac
Pamiętajmy o potrzebujących, nawet jeśli to nie ludzie. Zwierzęta same nic nie zdziałają, a tylko ludzie mogą pomóc.

czwartek, 5 listopada 2015

rozdział 28- Nigdziebądź.

*Ally*
   Jest noc.Wydaje mi się, że siedząc tutaj znajduję się bliżej nieba. Gwiazdy doskonale oświetlają czarną przestrzeń dachu na którym właśnie siedzę. Biorę kolejny łyk wódki. Prosto z butelki. Nie chce myśleć o niczym, tylko się upić. Podobno w tedy wszystko mniej boli, a problemy już nie chodzą po naszej głowie jak pumy, szukając chwil kiedy będziemy jeszcze bardziej słabsi, aby nas dobić. Krzywię się, czując w ustach gorzki smak alkoholu. Jest niesmaczny, a ja mam wrażenie, że wlewam w siebie truciznę. Chce uciec, chce skoczyć z dachu, chce o wszystkim zapomnieć. Chce nie myśleć już o tym nic nie wartym człowieku. Chce przestać płakać na myśl o tym, że został porwany. Być może już nie żyje.
  W około panuje tak gęsta cisza, że bez problemu słyszę kroki jakiejś osoby, która się do mnie zbliża. Po raz pierwszy w życiu, postanawiam się nie bać. Może to przez alkohol, też tak słyszałam. Odwracam głowę w stronę odgłosu kroków. Widzę czarny cień, w odległości około 5 metrów ode mnie.
- Ally?:- słyszę znajomy głos. Wydaje się być  nieco inny, nieco zmutowany. Wstaję niesfornie, strącając niechcący wódkę z dachu. Przyglądam się, jak prawie pusta butelka stacza się po dachówkach, a następnie uderza o ziemię z cichym brzdękiem tłuczonego szkła.
- Ups- mówię i wybucham niepohamowanym śmiechem. Zataczam się, starając postawić krok przed siebie. Upadam i  powoli ześlizguję się po dachówkach w dół.
- Juuuhu!- krzyczę. Czuję się jak na zjeżdżalni. Nagle, jakaś siła podciąga mnie spowrotem w górę,
- A- austi-nnn...-  mamroczę i czuję się naprawdę dobrze. Słyszałam, że ludzie pijący czują się z tym źle. W takim razie dlaczego się uśmiecham? Dlaczego nie odczuwam już bólu? W zasadzie nic już nie czuje. Nic już nie pamiętam. Jestem czarną dziurą, nie mam uczuć, w jednej chwili stałam się wrakiem człowieka. Tracę swoje człowieczeństwo, bo nic już nie czuje, bo nie pamiętam czemu było mi smutno. Nie wiem jak się płacze i odczuwa ból, bo nie przypominam sobie abym go kiedykolwiek doświadczyła. Z każdą następną chwilą przestaje czuć, przestaje słyszeć, przestaje widzieć. Nie widzę już błyszczących gwiazd, to takie zabawne. W ciemnościach wszystko jest bardziej przejrzyste. Dlatego często zamykam oczy. Widzę w tedy to czego widzieć nie powinnam. Widzę jego oczy. Widzę jego usta, które pięknie układają słowa i zaokrąglają samogłoski. Nie słyszę co mówi, bo nie dojrzałam do tego, aby słuchać innych. A może po prostu nie chcę nic słyszeć. Ważne jest to, że on jest tutaj. Jest ze mną, chociaż w cale nie powinien tu być. Rozmywa się. Już prawie go nie widzę. Zamienił się w niewyraźną plamę. Znika i znowu wszystko jest czarne.
                                                               ***
Ten rozdział nie potrzebuje kolejnych tłumaczeń, czy dopowieści. On z zamierzenia ma być krótki. To przeżycia pijanej dziewczyny, jeśli ktoś się jeszcze nie domyślił. Nie było mnie tu od 4 miesięcy? Nie oczekuje, że ktokolwiek tu jeszcze jest, ani tego, że ktokolwiek to przeczyta. Ten blog miał już swoją chwilę chwały i myślę, że nie może wiecznie z niej korzystać, bo zachoruje na samouwielbienie. Ten blog to moja odskocznia. Nie obiecam mu, że będę u niego regularnie. On wie, że wracam. A wy?

niedziela, 21 czerwca 2015

rozdział 27- Czy to jest przyjaźń, czy już kochanie?


*Ally*
 Siedzę pod ciepłym kocem, a i tak jest mi zimno. Jest dopiero 4 nad ranem, ale z powodu dreszczy nie mogłam dłużej spać. Co jakiś czas zaczynam kaszleć. Mam zatkany nos, a przez oddychanie buzią jest mi sucho w gardle. Chciałabym pójść do kuchni po coś ciepłego do picia, ale przez wchodzenie po drzewie, mam okropne zakwasy. Zresztą i tak jest mi za zimno, a bym miała ruszyć się spod koca. Zdaję sobie sprawę z tego, że w obecnej sytuacji nie mogę pozwolić sobie na chorobę. Muszę jak najszybciej zwrócić się do Isabelle, z prośbą o przyjęcie mnie do Nocnej Szkoły. Nagle dopadł mnie atak kaszlu. Słyszę pukanie do drzwi. Odwracam się zdezorientowana, patrząc na zegarek. Jest 4:09, kto normalny przychodzi do kogoś o takiej porze?
- Proszę- mówię trochę zachrypniętym głosem. W pokoju jest na tyle ciemno, że nie widzę kto właśnie wszedł do pokoju. Po chwili jednak osoba zapala światło, a ja zamykam oczy, nie mogąc dostosować się do jasnych promieni żarówki.
- Ał wyłącz to, proszę- mówię zasłaniając oczy ręką.
- Przepraszam- słyszę zawstydzony głos Austina. Odsłaniam oczy i widzę, że chłopak zapala teraz lampkę stojącą na biurku. Jej światło jest słabe, na tyle, że nie razi mi oczu, ale zarazem skutecznie oświetla pomieszczenie. Zapraszam chłopaka gestem ręki, aby usiadł na łóżku.
- Co ty tu robisz?- pytam, kiedy Austin już usiadł. Widzę zdenerwowanie w jego oczach. Widzę, że ma napięte mięśnie i niespokojnie porusza palcami.
- Chciałem porozmawiać.
- Dlaczego teraz? Skąd wiedziałeś, że nie śpię?
- Słyszałem jak kaszlesz- odpowiada szybko.
- Słyszałeś mnie z piętra niżej?- pytam z niedowierzaniem. Naprawdę wątpię, abym kaszlała na tyle głośno.
- Cóż...kaszlałaś bardzo głośno.
- Austiiiin- mówię przeciągle, wiedząc, że kłamie.
- No dobrze, dobrze. Usłyszałem cię, bo przypadkiem byłem pod twoimi drzwiami.- Mówi, a ja otwieram szeroko oczy.
- Co robiłeś pod moimi drzwiami?- pytam starając się aby w moim głosie nie było słychać strachu.
- Przeeechodziłem- powiedział chłopak, a mi zdawało się, że stara się przeciągnąć każdą sylabę i zyskać na czasie.
- Nie okłamuj mnie- powiedziałam krótko, zdając sobie sprawę, że zabrzmiało to bardzo ostro. Blondyn popatrzył na mnie, jakby szukając ucieczki. Przez chwilę zastanowiłam się, czy zaraz nie wyjdzie. Ostatecznie tylko westchnął i spuścił wzrok.
- Myślałem...- zaczął, a ja zastanawiam się czy w ogóle dokończy to co chce powiedzieć.- Myślałem...- drugie podejście, to już naprawdę zaczyna mnie irytować.- Myślałem- błagam, nie zatnij się znowu- że jesteś z Sylvainem. Widziałem was jakoś po drugiej przed szkołą, jak cię niósł. Nie chciałem się wtrącać, ale nie mogłem wytrzymać i w końcu musiałem do ciebie przyjść.- Coś w jego słowach wzbudziło we mnie złość.
- Austin, po pierwsze, to nawet jeśli byłby tu Sylvain, dlaczego chcesz się w to mieszać? A po drugie, cholera, dlaczego byłeś na podwórku!?- zwróciłam się do niego, nieco za głośno.
- Ciszej- powiedział chłopak, jednocześnie zasłaniając mi usta ręką.- Chyba nie chcesz, aby zaraz się tu zlecieli nauczyciele?- Machinalnym ruchem, zabrałam mu dłoń z moich ust.
- Nie chce- powiedziałam z wyrzutem. Gdyby nas nakryli, pociągnęło by to za sobą wiele konsekwencji.- Ale oczekuję odpowiedzi. Chłopak westchnął, jakby był już tym zmęczony.
- Ally, na prawdę niczego nie zauważyłaś?- zaczął mówić znowu, w pewnym sensie z wyrzutem i sutkiem w głosie.- Martwię się o ciebie i nie wiem czy zniósłbym, gdybyś była z Sylvainem. Zobaczyłem, jak cię niesie, myślałem, że... coś was łączy- w tym momencie wybucham atakiem kaszlu. Chłopak spojrzał na mnie przerażony- Ally, dobrze się czujesz?- odparł, a ja nie mogę mu odpowiedzieć przez kaszel.  Szybkim gestem przykłada mi rękę do czoła.- Chyba masz gorączkę. Poczekaj tu na mnie chwilę, dobrze? Nie odchodź- wstaje szybko i wręcz wypada z pokoju.
    Nie minęło nawet 5 minut, gdy ponownie słyszę pukanie do drzwi. "Śmieszne"- myślę, ponieważ byłam pewna, że Austin wpadnie tu z hukiem, nie myśląc o pukaniu. Drzwi otwierają się szybko, a po chwili staje w nich Austin, trzymając w jednej ręce termometr, a w drugiej kubek herbaty. Bez słowa podchodzi do mnie i podaje obie te rzeczy. Posłusznie wkładam termometr po bluzkę i biorą łyk herbaty.
- Fuj, niedobra- mówię, krzywiąc się, gdy piję zdecydowanie przesłodzony napój.
- Posłodziłem 2 łyżeczki...- chłopak mówi głosem tak zmartwionym, że ciężko jest mi się nie roześmiać.
- Nie słodzę- uśmiecham się delikatnie.- Myślę, że cukier zabija smak herbaty- oznajmiam, odkładając kubek na stolik nocny.
- Jeśli chcesz, mogę przynieść ci drugą- mówi blondyn, podnosząc się z miejsca. Ja jednak przytrzymuję go i wskazuję aby usiadł.
- Nie trzeba- oznajmiam. Nie wiem dlaczego, ale cała ta sytuacja wydaje mi się nieco śmieszna. Zachowanie Austina wydaje mi się nienaturalne, jakby się czegoś cały czas obawiał.
  Chwilę ciszy przerywa pisk termometra. Delikatnie wyjmuję termometr, wyprzedzając przy tym Austina, który prawie zerwał się z miejsca.
- I..co?- pyta powoli, jakby obawiał się odpowiedzi. Patrzę na drobny wyświetlacz, na którym widnieją trzy liczby.
- 38.3- mówię i przy okazji obserwuję zdenerwowanie na twarzy Austina.
- To nie dobrze, może ci coś przynieść?- irytuje mnie już to, jak bardzo nade mną skacze. Naprawdę, nie jestem niepełnosprawna.
- Nie, Austin. Proszę, idź już, poradzę sobie.- mówię, zsuwając się do pozycji leżącej. Zamykam oczy i układam głowę na miękkiej poduszce. Ostatnie co słyszę, to ciche szczęknięcie zamykanych się drzwi.
    Otwieram delikatnie oczy i machinalnie zerkam za okno. Jest zdecydowanie jaśniej niż wtedy, kiedy zasypiałam. Wyciągam obolałą rękę i chwytam w nią zegarek. "10:26"- Mówię w myślach i odstawiam budzik na miejsce. Liczę ile godzin przespałam i dopiero po chwili orientuję się, że jest środa, a od 3 godzin trwają lekcje. Szkolny dzwonek mnie nie obudził. Wstaje pospiesznie z łóżka i od razu przekonuję się, że był to zły pomysł. Wszystkie mięśnie których potrafię wymienić nazwy, koszmarnie mnie bolą. Zaczynam kaszleć, a na dodatek strasznie boli mnie głowa. Znowu kładę się na łóżku, zupełnie zapominając o trwających lekcjach. Zaczyna wirować mi w głowię, więc w myślach układam najprostsze zdania, starając się zwrócić całą uwagę na nie. "Jestem Allyson Dawson. Mam 17 lat. Znajduję się w Cimmeri. W nocy był u mnie Austin. Wszystko mnie boli. Musze zapisać się do nocnej szkoły." Przerywam, zastanawiając się nad sensem ostatniego zdania. Muszę jak najszybciej znaleźć Isabelle. Nie zważając na zakwasy, wstaje pospiesznie z łóżka, po czym nakładam na siebie szlafrok i wychodzę z pokoju. Idę prosto, czasem pokaszlując. Jestem już blisko gabinetu dyrektorki, kiedy, ni z tąd, nie z owąd, pojawia się Jo.
- O...Ally- mówi zmartwionym głosem, zupełnie niepodobnym do jej wiecznie radosnej osoby.
- Coś się stało?- pytam za szybko i za gwałtownie, ponieważ nawet Jo, lekko się ode mnie odsuwa.
- Chodzi o to, że...- zacina się, a ja mam ochotę nią potrząsnąć, tak mocno i długo, aż w końcu wyrzuci z siebie te słowa. Kiedy już mam zamiar to zrobić, Jo z trudem kończy zdanie.- ... porwali Austina.
  Przez chwilę wszystko staje w miejscu. Ziemia nie kręci się już w około słońca, krew nie tętni mi w żyłach, oddech dusi mnie w gardle, a wiecznie ruszające się cząsteczki, w każdym przedmiocie, zamierają. Przez chwilę, zapominam słów, których uczyłam się od dziecka, Przez chwilę wszystko staje się czarne.
                                                  ***
Nie mam pojęcia co mam napisać... Wiem, że jestem beznadziejna i okropna. Ale przyczynił się do tego także mój złom, na którym dano mi pracować. Mój komputer jest kompletnie zawirusowany i nie mogę praktycznie nic na nim robić. Ledwo skończyłam ten rozdział, ponieważ od 2 miesięcy mam ochotę rozbić mój komputer o ścianę. Mam nadzieję, że w końcu przyjmą go do a prawy i w tedy nadrobię te wszystkie rozdziały. Przepraszam was, że nie odpisuje na komentarze, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłam ich dodać, przez ten wirus na komputerze. Jak tylko coś się naprawi dam znać, a teraz módlcie się, aby dodawanie rozdziału się powiodło... Chociaż jak się powiedzie to i tak przeczytacie to później...no nie ważne. Pamiętajcie, ze nie zapominam o blogu... lecę, paa
                                                                            Całuję..Weronika Love




środa, 6 maja 2015

rozdział 26- Czasami strach może być największą motywacją.

*Ally*
   Stałam nieruchomo w ciemnościach. Za pięć minut miała wybić północ. Chciałam uciec, chciałam zapaść się pod ziemię. Dlaczego w ogóle tu przyszłam. Po co? Pierwszy raz bałam się o swoje życie. Nie tylko o swoje.
  Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam iść dalej. Postawiłam może z 3 kroki, kiedy znieruchomiałam słysząc cichy szelest. Trach! Słyszę połamaną gałąź. W jednej chwili przestałam myśleć. Obróciłam się niespokojnie poszukując potencjalnej kryjówki. Drzewo. Duży i rozłożysty dąb, który znajdował się dwa metry ode mnie. Umiem dość szybko wchodzić po drzewach. Christopher zabierał mnie kiedyś do lasu. Wymykaliśmy się z domu a on uczył mnie zwinnego poruszania się po konarach drzew. Oglądam ogromny dąb. Chyba dam radę się po nim wspiąć. Szybko chwytam za pierwszą gałąź i od razu przekonuje się, że moje umiejętności całkowicie zniknęły. Trach! Słyszę odgłos nadepniętej gałęzi, jednak tym razem o wiele bliżej niż wcześniej. W przypływie strachu chwytam się grubszej gałęzi i podciągam tak mocno na ile starcza mi siły. Powtarzam to kilka razy, kiedy uświadamiam sobie, że znajduję się przynajmniej 8 metrów nad ziemią.
- Tu jest bezpiecznie. Tutaj nikt cię nie dosięgnie.- powtarzam szeptem. Przytulam się do pnia drzewa. Podwijam nogi pod brodę i ze wszystkich sił staram się być niewidoczną. Jestem ubrana na czarno. Cieszę się, że wybrałam właśnie te ubrania. Spoglądam na swoje ciemno brązowe loki i przypominam sobie dzień, w którym chciałam pomalować je na blond. W ciemnościach byłby na pewno bardziej widoczne i właśnie dlatego cieszę się, że rodzice zabronili mi ich farbować. Mocniej obejmuję pień drzewa, który swoją korą zaczął podrażniać moją skórę. "Jeden oddech, dwa, trzy..." przestaję liczyć, kiedy do moich uszu dociera ledwo słyszalny szept.
- Ally?- słyszę i zamieram. Wstrzymuję oddech, bo boję się, że nawet on może zdradzić moją kryjówkę.
- Ally jesteś tu?- staram się jak najciszej spojrzeć w dół. Christopher. Widzę go wyraźnie, mimo ogarniających nas ciemności. Przyszłam tu aby się z nim spotkać, tak jak napisał w liście, jednak teraz nie jestem w stanie stanąć z nim twarzą w twarz. Boję się go. Jedyną rzeczą jaka mogłaby zmusić mnie do zejścia z drzewa to ciekawość, tego co chciał mi powiedzieć. Przez chwilę nic się nie dzieje. Nie słyszę już ani kroków ani łamanych gałęzi. Przeszywa mnie panika, że być może Christopher dostrzegł mnie na drzewie. Jest jednak cicho a ja czuję się jakbym miała wybuchnąć. Zamykam oczy i trzęsę się od zimna. Liczę oddechy, co jakiś czas wstrzymuje kilka. Czekam.
- Nie ma jej tu- odzywa się Christopher.- Mówiłem, że nie jest taka głupia. Zresztą po co miałaby spotykać się z kimś, kto ją zostawił.
- Cholera!- słyszę czyjś krzyk. Spoglądam w dół i widzę sylwetkę drugiego chłopaka. Staram się mu przyglądnąć, jednak ciemność wystarczająco mi to utrudnia. Przyciskam się mocnej do drzewa, gdy, chłopak znajduje się tuż pode mną. Uciszam się sama w myślach. Ciarki przechodzą mi po ciele, gdy słyszę głos nieznajomego.
- Mogłeś ją jakoś przekonać!- krzyczy, spodziewam się, że na Christophera.
- Jak!? Jest mądra. Nie dałaby się tak łatwo zwabić. Ona mnie już nie zna, nie ufa mi.- Gwałtownie przełykam ślinę, słysząc te słowa. Zaufałam mu. Zaufałam mu, że minie nie wykorzysta. A on zwabił mnie w pułapkę. Gdyby nie ten obcy chłopak już dawno rozszarpałabym go na strzępy. W jednej chwili myślę, że tak na prawdę, gdyby mnie teraz zobaczyli, nie miałabym żadnych szans. Nie umiem się bronić. Potrafię szybko biegać, ale obydwoje mają nade mną przewagę. Mogę chodzić po drzewach, ale co by to dało? Christopher sam mnie tego nauczył. Muszę nauczyć się walczyć. Muszę zacząć się bronić i nie chować się na drzewach. Przypominam sobie propozycję, o ile mogę ją tak nazwać, Isabelle. Nocna szkoła. Treningi. To jedyna szansa. Dlaczego nie zgodziłam się od razu? Nie musiałabym teraz siedzieć na drzewie przekuta na wylot strachem.
  Ostrożnie spoglądam w dół. Christopher i nieznajomy kręcą się w kółko. Mam teraz szansę przyjrzeć się chłopakowi. Widzę, że ma on dość ciemne włosy. Jest smukły i chyba dość wysportowany. Wygląda na wysokiego. Przechylam się  nieco mocniej i o mało co nie spadał na dół. Podtrzymuję się gałęzi i modlę się w duchu, aby nikt tego nie usłyszał. Widzę, że Christopher podnosi głowę. Usłyszał mnie. Na pewno mnie usłyszał. Przez chwilę przestaję oddychać. Nic nie słyszę. Nic się nie dzieje. Nikt mnie nie zauważył. Ostrożnie spoglądam w dół i widzę, jak Christopher patrzy prosto na mnie. Zamieram. Na pewno mnie widzi, mimo ciemności, zauważył mnie bez problemu. Przez chwilę nasze spojrzenia się krzyżują. Zaraz zawoła swojego kolegę i przyjdą tu po mnie. Na pewno zaraz ściągnął mnie na ziemię. Christopher jednak puszcza do mnie oko i szybko opuszcza głowę.
- Nie ma jej tu. Mówiłem, że nie da się nabrać. Idziemy- mówi do bruneta. Wyprzedza go i znika w gęstym, ciemnym lesie. Widzę, jak nieznajomy mi chłopak idzie za moim bratem. Słyszę jak pod ich nogami łamią się gałęzie. Po chwili wszystko cichnie. Nic już nie słyszę i jestem prawie pewna, że chłopacy są już dość daleko. Odczekuję jeszcze kilka minut, po czym schodzę z drzewa. Ciągle zachowuje się cicho.  Gdy znajduję się mniej więcej na wysokości 2 metrów nad ziemią, moja noga osuwa się, przez co upadam na ziemię. Nie mogę się podnieść. Przez chwilę nie mogę złapać oddechu. Walczę ze sobą o zaczerpnięcie chodź odrobiny powietrza. Bolą mnie plecy, jednak uderzyłam dość mocno głową, przez co teraz okropnie mnie boli. W końcu łapię oddech. Powoli zaczynam normalnie oddychać. Staram się wstać, jednak ból skutecznie mi to uniemożliwia. Zamykam na chwilę oczy. Staram się oddychać głęboko, mimo tego, że sprawia mi to ból. Jeden oddech, dwa, trzy... Trach! Słyszę odgłos łamanej gałęzi. Otwieram gwałtownie oczy Trach! Słyszę dźwięk znowu. Staram się podnieć. Udaje mi się usiąść. Nie ma mowy, abym weszła teraz na drzewo, to wykluczone. Nie wiem, czy dam radę nawet wstać. Odwracam głowę w stronę dźwięku. Jest zdecydowanie za późno, abym miała teraz się schować. Między drzewami widzę ciemną sylwetkę. Nawet jeśli spróbowałabym uciec, ten ktoś z łatwością by mnie dogonił. Czarna postać zaczęła coraz bardziej się przybliżać. Staram się wstać, jednak ciągle mi to nie wychodzi. Ktoś jest jakieś 4 metry przede mną. Wstrzymuje oddech.
- Ally?- słyszę. Otwieram szerzej oczy.
- Sylvain?- mówię. Dziwię się słysząc swój głos. Brzmi bardziej piskliwie niż zwykle. Po chwili uświadamiam sobie, że głowa boli mnie jeszcze mocniej.
- Na litość boską, Ally, co ty tu robisz? Jest już sporo po pierwszej w nocy- chłopak brzmi jakby był zaniepokojony i zdeterminowany jednocześnie.
- Sylvain boli mnie strasznie głowa. Spadłam z drzewa. Możemy porozmawiać później o tym w jaki sposób się tu znalazłam? - Mamroczę, podtrzymując głowę ręką. Myślę, że właśnie zaczęła pulsować.
- Dobrze, ale nie myśl, że o tym zapomnę- mówi, uśmiechając się lekko.- A teraz chodź, pomogę ci wstać.- Chłopak kuca obok mnie i podnosi z ziemi. Musi robić to bardzo delikatnie, ponieważ w ogóle nie poczułam bólu.
- Dasz radę lekko podskoczyć?- pyta, a ja nie mam pojęcia po co mu ta informacja.
- Może, ale po co?
- Spróbuj- prosi, jednocześnie delikatnie schylając się. Po chwili rozumiem o co mu chodzi. Sylvain chce abym skoczyła mu na barki. Chyba się rumienię.
- Sylvain, nie wiem czy to jest dobry pomysł. Jestem chyba ciężka i raczej dam radę chodzić sama.
- Ally, proszę cię, na pewno nie jesteś ciężka, a ja na pewno nie chciałbym abyś teraz chodziła. Jesteś blada i wyglądasz jakbyś miała zaraz upaść- mówi, a ja ledwo rozumiem go przez jego francuski akcent.
- Niech będzie- odpowiadam. Podskakuję i już po chwili znajduję się na barkach Sylvaina. Opieram bolącą głowę na jego ramieniu, a rytm jego szybkich kroków kołysze mnie do snu.
                                                                                      ***
Bam,bam, bam! Napisałam, napisałam !! Cieszę się, że, chyba, wracam do formy pisania. Jak wy to oceniacie? Miałam ostatnio w życiu bardzo zawalony grafik i kompletnie nie miałam czasu na pisanie. Ale w ten weekend napisałam ...początek takiej krótkiej opowieści i bardzo chciałabym wam ją pokazać, jednak nie wiem czy wy chcecie. Jeśli tak, to napiszcie w komentarzu a ja bardzo się ucieszę jeśli będę mogła ją wam pokazać. Odnośnie rozdziału...czy może być? Cały czas chce coś poprawiać i myślę, że muszę się jeszcze sporo nauczyć o pisaniu, ale...czy ten rozdział chodź odrobinę  spełnia wasze oczekiwania?
A tak od siebie dopowiem jeszcze, że ostatnio dużo czytam i niedługo skończę czytać obecną książkę, czyli "Igrzyska śmierci" (tak dokładnie trylogię) i czy macie jakieś ciekawe książki do polecenia? Bo chętnie bym przeczytała coś jeszcze. No to sooo...ja ide spać i wam też życzę dobranoc :) Mam nadzieję, że ciągle tu jesteście. Papapappa Koooocha, was
                                                                                                          Całuję :*
                                                                             Weronika Love


wtorek, 28 kwietnia 2015

Powrót?

Minęło dość sporo czasu od kiedy byłam tu ostatnio, prawda? Mam wrażenie, że wraz ze mną opuściła tego bloga znaczna część osób. Wrócę, jednak nie jestem pewna czy nadal mnie tu chcecie. Czy chcecie czytać to wszystko co wymyśli mój już zmęczony i troszkę dziki rozum? Napiszcie czy chcecie abym dalej prowadziła tego bloga. Jeśli tak, zostanę. Boję się jednak, że już tu nie zaglądacie i nikt by tego nie czytał.
Całuję.
Weronika Love

piątek, 27 lutego 2015

rozdział 25- Uśmiech by­wa ak­tem męstwa, smu­tek to słabość i pos­ta­wa zbyt wy­god­na. Być ra­dos­nym i dob­rym, kiedy świat jest smut­ny i zły, to do­piero odwaga.

*Ally*
  To naprawdę niesamowite jak niektóre osoby, wręcz czytają nam w myślach. Wystarczy tylko poznać człowieka, a pod wpływem tego, z łatwością możemy nauczyć się odwzorowywania jego uczuć z oczu. Tak, właśnie z oczu. Myślę, że oczy są najbardziej czułym aspektem naszego ciała, a zarazem okropnie zdradliwym. Pominę niekryte fantazję na temat tego, że oczy są odzwierciedleniem duszy. Przecież nie mam ciemnej duszy, prawda?
   Wpatrywałam się w Austina, niczym ofiara czekająca na ostateczność. Wraz z wypowiedzeniem przez niego słów, które chyba miały podnieść mnie na duchu, odechciało mi się płakać. On tu był. Nie wyszedł, ale został. Może sam fakt, że mnie nie zostawił, sprawił, że mogłabym porównać go do bohatera. Mojego bohatera. Przez ułamek sekundy zastanawiałam się, czy na to zasłużyłam. Ludzie na świecie są samotni, a ja mam przy sobie kogoś tak dobrego.
- Ally?- znowu te pytanie, przywołujące mnie do szarej rzeczywistości. Ah, Austin, gdybyś wiedział jak dobrze było mi w myślach, na pewno byś mnie nie przywołał z powrotem do życia. Nie zamierzałam nic mówić. Poczułam jak twardnieje mi gardło, a język zastyga w ustach. Zamknęłam na chwilę oczy. Niestety te kilka sekund wystarczyło, bym znowu poczuła te nieprzyjemne uczucie bólu, a co gorsze płaczu. Zacisnęłam mocniej powieki, nie dając przedostać się przez nie łzom. Nagle poczułam ciepło czyiś ramion na moim ciele i dotyk innego ciała, opierającego się na mnie. Może to przez te dziwne, szczypiące uczucie w brzuchu, a może przez to, że miałam zamknięte oczy, ta chwila tak bardzo różniła się od innych. Chciałam zastygnąć i chłonąć ten moment godzinami.
- Allyson- jego usta zmiękły w uśmiechu, który łamie mi kręgosłup. Powtarza moje imię, jakby jego brzmienie go bawiło. Dostarczało mu rozrywki. Sprawiało mu przyjemność. Przez 17 lat nikt nie wymawiał mojego imienia w ten sposób. Pozwoliłam sobie na otworzenie oczu, przerywając tok myśli w mojej głowie. Chociaż raz chciałam przeżyć chwilę na prawdę, nie myśląc nad nią.
Mimowolnie, cicha łza spłynęła po moim policzku, następnie kapiąc na rękaw Austina. Nie wiem dlaczego jego uśmiech jest zaraźliwy, ale gdy tylko kąciki jego ust uniosły się ku górze, natychmiast się uśmiechnęłam. Pozwoliłam sobie na chwilowe spojrzenie w oczy Austina, co okazało się niewyobrażalnym błędem z mojej strony. Wystarczyła chwila, sekunda, nie więcej, abym straciła grunt pod nogami. Jego oczy były piękną hipnozą.
- Ally- zaczął ostrożnie. Uśmiechnęłam się w duchu na myśl o tym, że Austin nie słyszał moich myśli.- Mogłabyś mi powiedzieć co się stało?
- Nie- odparłam szybko i ostro. Zdecydowanie za ostro, z czego zdałam sobie później sprawę.
- Możesz mi zaufać.
  Wiedziałam, że Austin szuka moich oczu. Nie mogę pozwolić sobie na choćby jeszcze jedno spojrzenie.
- Wiem, że mogę. Przecież się przyjaźnimy- odparłam, jeszcze mocniej przeszywając podłogę wzrokiem.- Ale nie chce.
   Mimo iż nie widziałam wyrazu twarzy Austina,  wiedziałam jak wyglądał.
- Przepraszam cię Austin. Mógłbyś mnie zostawić samą?
 Znowu język zaczął mi się plątać. Mówię rzeczy, których tak naprawdę nie chcę. Chciałbym, aby Austin został, chciałbym aby mnie przytulił raz jeszcze i tak bardzo chciałbym zatrzymać go na zawsze. Najgorsze jest to, że nie mogę, nie mogę, nie mogę. Muszę trzymać się z odpowiedniej odległości, najtrudniejsze jest to, aby nie zbliżyć się za bardzo.
  Dotknęłam zgniecioną kulkę papieru, którą miałabym ochotę porwać. List od Christophera. Skrawek papieru, przypominający o trwającej rzeczywistości.
- Skąd znasz Christophera?- pomyślałam głośno, nie zdając sobie z tego sprawy. Zasłoniłam usta dłonią, modląc się, aby Austin tego nie usłyszał, nawet wiedząc, że to niemożliwe. Poczułam jak jego mięśnie się napinają. Teraz musiałam spojrzeć mu w oczy.
- Christophera? Christophera Dawso..- przerwał wymawiając moje nazwisko. Nazwisko mojej rodziny, które nosił także mój brat. Dopiero teraz, Austin zauważył, że ja i Christopher mamy te same nazwisko. Dawson..tak bardzo chciałabym wymazać je teraz z pamięci Austina. Tak strasznie pragnę zmienić je na inne.
- Tak. Czy znasz Christophera Dawson?- oznajmiłam bezproblemowo, chociaż w środku łamałam się na pół.
- Ally, to twoja rodzina? Nie wiedziałem, naprawdę w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że on, mógłby być...
- Spokrewniony ze mną?- dokończyłam mechanicznie za chłopaka. Poczułam jak mięśnie Austina znowu się rozluźniają, jakby ktoś wlał w niego wiadro współczucia.
- Ally, chodziło mi o to, że jesteście zupełnie różni- powiedział to głosem tak przepełnionym czułości, że o mało nie wbiłam sobie paznokci w skórę.
- Austin, proszę, zostawmy temat mojej rodziny. Mógłbyś mi powiedzieć skąd znasz..- przerwałam, starając się skumulować ból narastający we mnie z prędkością światła.- Skąd znasz mojego brata?- dokończyłam z trudem.
- Cóż..- jęknął, skierowując oczy w bok, jakby uciekając od mojego spojrzenia. Jakby bał się, że moje oczy są trujące, chociaż on już dawno mnie swoimi zatruł.- Znam Christophera z Cimmeri. Nie wiem czy wiesz Ally, ale uczęszczał tutaj. Przez rok. Byłem w tedy jeszcze dość małym dzieckiem i przychodziłem tu odwiedzać rodziców. Pamiętasz? Opowiadałem ci, że kiedyś tu mieszkaliśmy.  Można powiedzieć, że ja i Christopher się przyjaźniliśmy. Jeśli tylko przyjaźnią można nazwać rozmowy dziecka i 16-latka. Miałem w tedy może 11 lat, kiedy Chripstopher dopuścił się jednej z największych zbrodni w Cimmeri...
- Przeszedł na stronę Nathaniela...- dokończyłam za Austina, kruchym szeptem.
- Tak, to prawda. Ally, proszę nie mów Isabelle, że ci to powiedziałem.
   Wszystko powoli zaczęło składać się w pasującą do reszty całość. Nathaniel z Christpcher'em, nasz przyjazd tutaj, Nocna Szkoła, opieka, którą mnie otoczono, kroki za oknami, ubrani mężczyźni w lesie i to, że Christopcher tak dobrze zna całą szkołę oraz nauczycieli. To straszne w jaki sposób się o wszystkim dowiedziałam. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mam spędzić tutaj kolejne 3 lata swojego życia. A obok mnie mogą zostać tylko dwaj moi przyjaciele. Wiem jedno. Jednym z nich jest Austin.
                                                                               ***
Witaaaaaajcie. Otóż witam was przeciągle, zachrypnięto oraz chorowato. Wiem, że ten rozdział powstawał baaaaardzo długo, jednak powiem wam, że pisałam go chyba codziennie od jakiś 3 tygodni. Po prostu nie miałam żadnych pomysłów na niego, ponieważ miał być..taki wyjaśniający. Aby wam się wszystko nie poplątało. Jak pewnie zauważyliście ten rodział jest..inny? Opisowy? Z użyciem innego słownictwa? Odpowiem: tak. Już wyjaśniam. Zaczęłam czytać kolejną książkę, którą polecam wam z całego serca, "Dotyk Julii". Myślę, że to właśnie przez nią. Tak bardzo podobał mi się jej styl, że chyba trochę go łącze w własnym pisaniu, nawet podświadomie. Jeśli wam się nie podoba to napiszcie, a postaram się zmienić. Jeśli się podoba to..też napiszcie :))) A jeśli chodzi co u mnie..jestem chora. Przez ostatni tydzień nie wychodzę z wyra i nie zamierzam. To także trochę spowolniło mój "proces twórczy", gdyż mój mózg nie pracuje ... dosłownie. No cóż, piszcie co u was, a ja ide dalej się kurować i spać, aby wyzdrowieć i wyzbyć się grypy..ah, ona mnie zaraz zamęczy. No cóż, żegnam was zaspalllle i ociągle, ponieważ nie mam już chyba siły na pisanie, wybaczcie. Ppapa i pamiętajcie, że nie zapomniałam o blogi i was baaaardzo kocham , piszcie komentarze a z chęcią poczytam, paaa
                                                                                                                          Weronika Love

niedziela, 25 stycznia 2015

rozdział 24-Wkręceni w zgubną nić.

*narrator*  
Ona umrze. Umrze, bo ją kochasz- rozległ się cichy, przeraźliwy głos, odbijając się echem od ścian kaplicy. Ally poczuła atak paniki. Było ciemno. Widziała przed sobą postać, ukrywającą się za cieniem nocy. Ally zaczęła wmawiać sobie, że to tylko sen, i oddycha. Oddycha po to, by się upewnić, że jeszcze żyje, ponieważ to w cale nie wygląda na życie.
   Światło dzienne powoli zaczęło przedostawać się przez zasłony. Jasny promień zatrzymał się na śpiącej twarzy Ally. Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Gwałtownie spojrzała na zegarek, jakby bała się, że szkolny dzwonek nie zadzwonił, a ona zaspała. Chociaż było to mało prawdopodobne, ona wolała się upewnić. Była 5:30. Wcześnie. A przynajmniej zdecydowanie za wcześnie aby Ally miała wstać. Przypominając sobie, że pobudka jest dopiero za półtorej godziny, brunetka spokojnie zamknęła oczy. Głęboko wciągnęła powietrze nosem. Coś się tu nie zgadzało. Ten zapach w cale nie przypominał woni jej pokoju. Jeszcze raz wciągnęła powietrze do nozdrzy. Pokój pachniał drzewem sandałowym; wyczuła nawet zapach chłopięcych perfum. Lubiła ten zapach, jednak nie przypominała sobie, aby tak właśnie pachniał jej pokój. Otworzyła szeroko oczy i usiadła na łóżku. Rozejrzała się w okół.
- To pokój Austina- westchnęła, rozglądając się w około, przy okazji wyglądając chłopaka. Nie było go. Była tutaj sama. Przez chwilę pomyślała o tym, co by się stało, gdyby któryś z nauczycieli wszedł właśnie do pokoju. Dziewczyny nie miały prawa przebywać na skrzydle chłopców, a co dopiero w ich pokojach. Teraz jednak ją to nie obchodziło. Położyła się, przewracając się na bok. Obok łóżka dostrzegła swoje granatowe, kapciowate, szkole buty. Przypomniała sobie, jak przed wyjazdem przeszukiwała całą szafę, aby dobrać obuwie do każdego rodzaju ubrań, jakie ze sobą wzięła. Jej wysiłki okazały się zbędne. Szkoła narzuca uczniom noszenie mundurków szkolnych, oraz kapci z logiem Cimmeri.
   Był to jeden z licznych powodów, dla którego Ally chciała wracać. Jechała tu szczęśliwa, ponieważ mogła oderwać się od szarej rzeczywistości. Nie wiedziała jednak, że to się tak skomplikuje. Nie chciał tu zostawać. Chciała odzyskać swoje życie. Chciała do domu.
   -Zostań.
   Usłyszała cichy, nieśmiały głos, unoszący się w powietrzu, jeszcze przez długą chwilę. Poczuła jak nagle opuszcza ją cała energia, którą tak bardzo starała się zebrać, jeszcze przed chwilą. Pomyślała, że traci równowagę, jednak nawet się nie zachwiała. 
- Dlaczego?
   Sama zdziwiła się słysząc swój głos. Dźwięk był stabilny i nie drżał. 
- Tutaj jesteś bezpieczna. Nic ci się nie stanie. Zobaczysz, w końcu przekonasz się do Nathaniela. On tylko może ci pomóc. 
- W czym, mi pomoże?
   Odezwała się odważniej, czego sama nie była świadoma. 
- W walce. 
   Usłyszała. Na sam dźwięk tego słowa, przeszły ją ciarki. 
- Nie chce walczyć Christopher. Nie chce zamienić się w ciebie

- Ally?- Dziewczynę jak z transu wyrwał cichy szept, tuż nad jej uchem. Gwałtownie otworzyła oczy i jakby bojąc się, że szkolny dzwonek nie zadzwonił, a ona zaspała, usiadła na łóżku, rozglądając się po pokoju. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegła chłopaka siedzącego obok, na krześle.
- Austin, co ty tu robisz?- Powiedziała łapiąc się za głowę, jakby była na poważnym kacu. W głowie miał mętlik i niepoukładane części układanki. "Co się tak właściwie wczoraj stało?" Dopiero po paru minutach Ally przypomniała sobie o wydarzeniach wczorajszego wieczoru. Opadła na łóżko, jakby ktoś odebrał jej wszystkie siły na wspomnienie decyzji, którą musi podjąć. Klepnęła się po głowie, próbując sprawić, aby to wszystko było tylko snem. Strasznym koszmarem, z którego zaraz się obudzi. Nic takiego się jednak nie stało. Brunetka dalej leżała na łóżku i nic tutaj nie przypominało snu. Otworzyła więc szeroko oczy i siadając na materacu przyglądnęła się chłopakowi. Wyglądał nieco inaczej niż wczoraj. Miał zmierzwione i lekko wilgotne włosy, oraz delikatne, subtelne krople potu na czole. Mimo iż za oknem pogoda nie wydawała się zbyt przyjazna, wszystko wskazywało na to, że chłopak był na podwórku. Miał na sobie luźne dresy i biały podkoszulek, uwidaczniający jego mięśnie ramion. Bluzka była także na tyle obcisła, aby Ally zdołała dostrzec zarys torsu chłopaka. Otworzyła usta, przypominając sobie, że gdy wcześniej się obudziła, nie zastała nikogo w pokoju.
- Austin? Gdzie byłeś?- spytała szybko, jakby bojąc się odpowiedzi. Nie lękała się jednak tego. Wówczas panikę w Allyson powodowała myśl o tym, że będzie musiała opowiedzieć chłopakowi wszystko czego się wczoraj dowiedziała. Może nie zupełnie całą rozmowę, ale na pewno nie ucieknie od tematu pozostania w Cimmeri. A co gorsze, musiała zdecydować z kim ma zostać. Na początku myślała, że wynik jest już przesądzony. Wybrałaby Grece i Ashley, jednak teraz... decyzja wcale nie okazywała się taka prosta. Niezależnie od tego, kogo by wybrała i tak, ktoś zostanie skrzywdzony. Zraniony przez nią.
- Wyszedłem pobiegać. Ally, nie wiem czy to dobry pomysł, abyś siedziała w moim pokoju- zaczął niepewnie chłopak, z miną sugerującą raczej zmieszanie niż chęć wyrzucenia dziewczyny.- Nie wyganiam cię, skądże. Myślę, jednak, że wolałbym ci oszczędzić kłopotów związanych ze złamaniem statusu szkoły.
- Tak, jasne. Ja też wolałabym tego uniknąć- wymruczał dziewczyna, wpatrując się w miętoszoną przez siebie kołdrę.
- Może cię odprowadzę? Jest dopiero 6 rano, nikt nie powinien nas zauważyć- mówiąc to chłopak przekrzywił głowę, usiłując spojrzeć w oczy Ally. Było to jednak nieosiągalne.
- Nie musisz mnie odprowadzać. Sama trafię. Jak ktoś mnie zatrzyma, wyjaśnię, że poszłam do kuchni się napić- odparła Allyson dalej patrząc w dół. Po chwili wstała gwałtownie z łóżka i nic nie mówiąc wyszła z pokoju. "Gdyby można była tak po prostu uciec od decyzji"- przeszło jej przez myśl, gdy domykała za sobą drzwi. Nagle poczuła przypływ energii. Pobiegła przez korytarz, tak szybko, jak chciałaby odbiec od problemów. Już po paru chwilach, Ally zdyszana stała przed swoim pokojem. Delikatnie podpierając się o drzwi, przekręciła kluczyk w zamku. Weszła do środka. Gdy tylko przekroczyła jakąś niewidzialną linię, dzielącą jej pokój od korytarza, uderzyła w nią fala zimna. "Nie zamknęłam okna?"- pomyślała brunetka widząc przed sobą zasłony porozdzielane na dwie różne strony i szybę okienną, którą delikatnie poruszał wiatr. "Musiałaś to zrobić, nie jesteś aż tak głupia"- pocieszyła się przez chwilę w myślach, klękając na biurku i zamykając okno, a następnie poprawiając zasłony. Mimo tego, że zamknęła już okno, w pokoju dalej dominował chłód. Widząc, że jej bluza, leży na krześle, podeszła i chcąc ją podnieść, zobaczyła coś, czego na pewno nie było tutaj wcześniej. Kartka. Papier zapisany własnoręcznym pismem, który Ally doskonale znała. Pamiętała go z dzieciństwa, kiedy Christopher odrabiał z nią prace domową, bądź pisał listy. Przez jej ciało przeszły ciarki, gdy przypominała sobie młodego Christophera. W niczym nie przypominał, tego, którego widziała tutaj wczoraj. Ally powoli sięgnęła po kartkę. Usiadła na łóżku, powoli zapamiętując każde słowo, napisane przez jej brata.
   Ally,
Naprawdę, rozumiem cię, że mnie nienawidzisz. Nawet ci się nie dziwie. Jednak smutne jest to, że nie chcesz ze mną normalnie porozmawiać. Mam nadzieję, że nikt nie dowiedział się o naszym spotkaniu i proszę cię, aby tak pozostało. Nie powiedziałem ci wszystkiego, a naprawdę bym chciał. Nie dajesz mi szansy, siostrzyczko. Dlatego, mam prośbę. Proszę nie rwij tego listu, tylko doczytaj do końca. Spotkajmy się jutro o północy w ogrodzie za kapicą. Wiesz gdzie to, prawda? Jeśli nie, to zapytaj swojego przyjaciela Austina. Chyba się przyjaźnicie? Nie pytaj skąd go znam. To nie ma najmniejszego znaczenia. Proszę aby o tym spotkaniu nie wiedział nikt poza nami. Ja także mogę ci to obiecać, ponieważ odwiedzam cię, bez wiedzy Nathaniela. Nie mam zamiaru cię krzywdzić, chociaż w tym mi uwierz. Jeszcze jedno. Nie mów o niczym Isabelle. Ani o spotkaniu, ani o tym, że się z tobą kontaktuje. 
                                                Christopher
   "Co on sobie kuźwa myśli!"- Ally krzyknęła w myślach. Nie miała jednak czasu na inne przemyślenia, gdyż ktoś zapukał w okno. W pierwszej chwili myślała, że to Christopher, więc podbiegając do szyby, praktycznie zerwała zasłony. Jednak, zamiast brązowych, krótko ściętych włosów, ujrzała blond fryzurę i wielkie, ciemne oczy, nieukrywające zdziwienia. 
- Wyluzuj, to tylko ja- szyba tłumiła głos na tyle, by Ally mogła ledwo zrozumieć słowa wypowiedziane przez chłopaka. 
- Tak, ok.- "To tylko Austin, Ally. Wyluzuj". 
- Wpuścisz mnie?- zapytał nieco zmieszany chłopak. "Idiotko! Zostawiasz na noc otwarte okno, a gdy przydałoby się je otworzysz to nawet się nie ruszysz."- skarciła siebie w myślach Ally, po czym wpuściła chłopaka do środka. Allyson nie wiedząc, zupełnie po co Austin tu przyszedł, usiadła na łóżku, nie mając najmniejszego pojęcia, jak powinna rozpocząć rozmowę. 
- Zostawiłaś coś- powiedział szybko chłopak, spoglądając na brunetkę, jednocześnie wyjmując zza pleców parę granatowych, szkolnych kapci. Ally, ukradkiem spoglądając na swoje bose stopy, nieświadomie oblała się rumieńcem. Przez ten cały czas, nawet nie zauważyła, że nie ma na sobie butów. 
*Ally*
 Znowu krzyczałam w myślach. Znowu miałam ochotę w coś walnąć. Nie chodziło już, nawet o te buty. Najpierw Christpher, Isabelle, Lucinda, Nathanie...i Austin. Tego było już za dużo.
   Nieświadomie usiadłam na łóżku, załamując się pod ciężarem problemów. Nawet zapomniałam już, że Austin jest u mnie w pokoju. Nic nie mówił, pewnie tylko na mnie patrzył. Zdaje mi się, że ostatnio dość często to robił. Patrzył. Mógł godzinami siedzieć i nie mówiąc ani słowa, wpatrywać się we mnie jak w tajemniczy obraz. Jego spojrzenie nie było zwyczajne. Nie patrzył się ani, jak człowiek zakochany, ani tak jak człowiek wypełniony nienawiścią. Jego wzrok nie był także pusty. Gdy jego spojrzenie wędrowało na mnie, starał się jakby szukać moich oczu. Gdy je odnajdował, marszczył brwi i wyglądało to tak, jakby czegoś szukał. A najgorsze było w tym to, że widocznie nie umie tego znaleźć. 
- Ally?- usłyszałam i jakby wyrwana z transu, który pochłoną mnie całkowicie, ocknęłam się z dźwiękiem mojego imienia. Odsłoniłam twarz, którą jak się okazało, zasłoniłam całkowicie dłońmi. - Ally?- Dlaczego on wymawia moje imię? Dlaczego on tu jest?- Wszystko w porządku?
   Czasem  zdaje mi się, że jest mnie dwie. Teraz też tak myślę. Jedna z nas dwóch chciałaby wykrzyczeć to wszystko, opowiedzieć o problemach i oskarżyć go o to, że ich nie zauważył. A przecież się przyjaźnimy, prawda? Druga zaś każe mi się uspokoić. Trzymać emocję z dala, na dystans, zanim owładnął moim ciałem. Teraz chyba słucham tej drugiej.
- Wszystko w porządku Austin- uśmiecham się i przez chwilę, myślę, czy nie wygląda to zbyt sztucznie. Gdyby Austin teraz zapytał by się co u mnie, pewnie wybuchnęłabym płaczem. On jednak idzie w stronę drzwi i tym razem już na mnie nie patrzy. Czyżby coś zauważył? A może wychodzi i wraca do siebie? Tak bardzo modliłam się, aby teraz nie wyszedł. Gdy to zrobi, bez wątpliwości poddam się panice. Przy nim się trzymam. On jednak nie wychodzi, odstawia moje kapcie na półkę przy drzwiach, tam gdzie ich miejsce, i wraca. Siada koło mnie i biorąc moją rękę w swoją, szepcze. Mówi coś, co teraz wydaje się być w jego ustach najdziwniejszą rzeczą w świecie. 
- Możesz płakać Ally. Nie musisz być ciągle silna. 
                                    ***
Dzisiaj już krótko. Cały czas mam problem z czcionkami, więc pomińmy fakt, że ten rozdział jest w 4 różnych czcionkach..kurde, nawet teraz mi się zmieniała. No nie ważne. Wiem, że znowu  dodaje rozdział z opóźnieniem, ale mam uspawiedliwienie. Otóż, nie mogłam wchodzić, gdyż codziennie nie miałam komputera.. Nie powiem czemu bo aż wstyd. Eh, no ok..szkoła. Zawalone półrocze i nie miałam dostępu na komputer, do puki nie poprawię ocen.Ale już mam ferie. Jutro piszę nowy rozdział i dodam w tym tygodniu. Ide spać, bo mimo wczesnej pory, praktycznie padam...dzisiaj praktycznie zmuszałam się do pisania.. więc na sprawdzenie nie miałam czasu, wybaczcie za błędy. Ah! No i pytanie. Jak juz zauważyliście, napisałam ten rozdział z perspektywy Ally i narrator, która jest lepsza? Mam zamiar zdecydować się na jedną, ale to do was nalezy wybór. Z góry dziękuję za komentarze i już ide.. papapa
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli, ale teraz to jednak nie miałam dojścia. 
                                          Całuje 
                                                     Weronika Love


poniedziałek, 29 grudnia 2014

rozdział 23- Nie watro przywiązywać się do ludzi, gdyż to oni znikają najszybciej.

*narrator*
    Zaraz po zakończonej rozmowie z Ashley, Ally ruszyła do pokoju. Jak zawsze przeszła długim korytarzem, znajdującym się na skrzydle dziewczyn, który umieszczony był po prawej części Cimmeri. Z lewej strony budynku znajdowały się pokoje chłopaków. Dziewczynom nie wolno było przebywać w tej części szkoły. Takie same zasady tyczyły się również chłopców, którym zabraniano wchodzenia na skrzydło dziewczyn. 
   Przechodząc przez korytarz, Ally napawała się spokojem, który panował na korytarzu. Większość uczniów przebywała właśnie w pokojach, gdyż zbliżała się pora ciszy nocnej. Ally zapomniała już jak przyjemny jest spokój. Mętlik jaki panował jej w głowie w niczym nie przypominał opustoszałego korytarza uczelni. W tej chwili, Ally chciała jednak zapomnieć. Była zmęczona. Mimo tego, że dzisiaj nie wykonywała żadnych ćwiczeń fizycznych, jej ciało praktycznie osuwało się z nóg. Ally weszła do pokoju. Gdy już miała zapalić światło, spostrzegła, że nie jest sama. Czarna postać siedziała na parapecie, przy otwartym oknie. Ewidentnie był to mężczyzna. Choć przez chwilę Ally zastanowiła się, czy nie zapalić światła. Nie zrobiła tego. Znieruchomiała.
-Witaj, Ally- odezwał się mężczyzna. Ally pomyślała, że zna skądś ten głos, jednak nie była w stanie przypomnieć sobie z skąd. Miał dźwięczny, łagodny ton, zupełnie znajomy.
- Kim jesteś?- Allyson sama zdziwiła się, że jej głos nie drżał. "Jeden oddech, drugi...trzeci".
- Nie poznajesz mnie?- Mężczyzna przechylił głowę i w tym samym momencie Ally gwałtownie zapaliła światło. Zamarła. Jej płuca zacieśniły się, nie przepuszczając powietrza, a serce łomotało, waląc w żebra.
- Christopher?- usta Ally dziwnie zdrętwiały, więc wypowiedziała to imię przerażonym szeptem. Stał przed jej biurkiem, tyłem do otwartego okna. 
- Brawo siostrzyczko. Widzę, że nie zapomniałaś swojego brata.
      Christopher był bratem Ally. Kiedyś, był on jedynym członkiem rodziny, któremu ufała brunetka. Pomagał jej w lekcjach, stawał w jej obronie, był po postu najlepszym starszym bratem. Jednak, pewnego dnia, gdy Ally miała 13 lat, Christopher po prostu zniknął. Nie mówiąc nic wcześniej, bez pożegnania, wyniósł się z jej życia. Od tamtej chwili, nic już nie było takie same. Ally wiedziała, że zostawił list, w którym wyjaśnił dlaczego odchodzi. Nigdy jednak nie zobaczyła tej kartki papieru, którą jej brat uważał za najlepszą opcję pożegnalną.  Rodzice brunetki schowali list, a jej samej kazali zapomnieć o istnieniu brata. Od tamtej chwili Allyson została jedynaczką, zupełnie jakby Christopher nigdy nie gościł w jej życiu. Ally, jednak nie zapomniała. Straciła wiele nocy, na płaczu w poduszkę. 
- Christopher...- zaczęła łagodnie. Sama nie wiedziała, co dokładnie zamierzała powiedzieć. Poparzyła na brata. Wyglądał inaczej, niż kiedy ostatnim razem go widziała. Miał krótsze włosy i lepiej zbudowane ciało. Ubrany był w biały podkoszulek i czarną marynarkę. "To dziwne"- pomyślała Ally. "On nigdy się tak nie ubierał". Allyson zapamiętała Christopher'a jako miłego, pomocnego chłopaka, ubierającego się w kolorowe koszulki i luźne spodnie. Nigdy wcześniej nie widziała go ubranego w marynarkę. Kiedyś marzyła o rozmowie z bratem, teraz się go bała i była na niego wściekła. 
- Co tu robisz, do cholery?- odezwała się cichym, złowieszczym głosem. 
- Posłuchaj, przepraszam, że zjawiłem się tak nieoczekiwanie, ale musiałem z tobą porozmawiać. 
   Wydawał się spokojny, jednak Ally zauważyła nerwowe drganie jego grdyki. Teraz, gdy zdała sobie sprawę, dostrzegła też napięcie mięśni i rąk Christophera, a także nieustanne ruchy dłoni. Jego strach dodał Ally sił. 
- Mów po co tu przylazłeś? I skąd wiesz, że jestem akurat w Cimmeri?- odezwała się Ally, czując nagły przypływ adrenaliny. Allyson w tym momencie zdała sobie sprawę jak bardzo nienawidzi brata. Nienawidziła go z całego serca, za to, że ją zostawił, że po prostu odszedł. 
-  Uspokój się Ally- powiedział to tak jak dawniej. Tak, jak robił to kiedyś. Jego słowa, sprawiły, że dziewczynę napełnił jeszcze większy ból i złość. 
- Po co tu przyszedłeś?- powiedziała już spokojniej Allyson, z trudem hamując atak paniki. 
- Przyszedłem cię ostrzec- Ally już miała zamiar coś wykrzyczeć, jednak Christopher zahamował jej wybuch, ruchem ręki.- Chodzi tu o nas. O naszą rodzinę.- Chłopak spojrzał na brunetkę. Widząc zdziwienie na jej twarzy, zaśmiał się, wręcz przerażająco.
- Niczego ci nie powiedzieli?- uśmiechnął się w jej stronę, a po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz.
- Czego mi nie powiedzieli?- zapytała brunetka, ledwo powstrzymując się od ataku paniki. "Jeden oddech, dwa, trzy... cztery".
- Prawdy- odparł spokojnie chłopak. 
- Na litość boską, Christopher! Jak nie przejdziesz do rzeczy to obiecuję, że cię wyrzucę!- wrzasnęła dziewczyna, unosząc ręce. Zrobił krok w jej kierunku i teraz naprawdę znalazł się zbyt blisko. Ally cofnęła się i wpadła na ścianę. Uniosła pięści.
- Nie podchodź bliżej- ostrzegła go.
- Boże- westchnął.- Naprawdę mnie nienawidzisz. 
   Ally nie zamierzała za to przepraszać. 
- A czego się spodziewałeś?
- Nie rozumiesz?- przez cały czas na nią patrzył.- Nasi rodzice zataili przed nami prawdę. Posłuchaj. Musisz zastanowić się, komu ufasz. W Cimmerii wiele osób kłamie, znaczna większość. Nasza babka jest przewodniczącą w organizacji Orion- spojrzał na nią. Jego oczy były pełne żalu i rozpaczy.- Ma niepohamowaną władzę. Jedynym człowiekiem, który może ją powstrzymać, jest właśnie Nathaniel. Powinnaś mu zaufać..- przerwała mu.
- Tak jak tobie zaufałam? Nie, Christopher. Nie zgadzam się na to. Nie ucieknę bez słowa tak jak ty to zrobiłeś- spojrzała na brata. Miał spojrzenie pełne bólu. Dzisiaj, po tylu latach w końcu mogła zobaczyć się z bratem, a on chciał ją wykorzystać. Chciał aby przeszła na jego stronę. Ale jaka to była strona? Gdyby się zgodziła, nie wiedziałaby nawet na co przystępuje. Chciała znać prawdę, ale nie mogła już dłużej znosić widoku brata. 
- Wynoś się stąd Christopher!- krzyknęła.
- Ally's- powiedział łagodnie, tak jak robił to kiedyś. Poczuła, jakby ktoś dźgnął ją nożem. Nie mogła dopuścić się do wspominania przeszłości. Nie mogła. Nie teraz.
- Wynoś się- powiedziała stanowczo, ciesząc się, że jej głos nie drży. Udało się. Christopher się cofnął. Podszedł do okna i ostatni raz odwrócił się w stronę siostry. 
- Uważaj komu ufasz Ally- szepną, po czym sprawnie wyślizgnął się przez okno. 
                                                                           ***
    Pędząc długim korytarzem, Ally nawet nie zważała na to, jaki hałas powoduje. Nie obchodziło ją, to, że jest już dawno po ciszy nocnej, a ona mogła obudzić śpiących już uczniów. Pędziła prosto, przez długi korytarz, mijając szeregi drewnianych drzwi. Wiedziała dokąd idzie. Szukała ogromnych wrot, na których wystrugano scenę przedstawiającą bitwę. Ally, nie wiedziała jaka to bitwa, z pewnością nawet o niej nie słyszała. Znalazła. Ogromne wejście znajdowało się tuż przed jej oczami. Ally powoli nacisnęła klamkę, po czym weszła do środka. 
    W gabinecie nie było nikogo, oprócz dyrektorki szkoły. Isabelle siedziała przy wielkim, drewniany biurku. Była zbyt zajęta, by zauważyć w pierwszej chwili Ally. Dopiero, gdy brunetka odkaszlnęła, kobieta podniosła wzrok. 
- Witaj Ally- odezwała się dyrektorka szkoły, odkładając na bok długopis.- Co cię tu sprowadza?- zapytała z ironią w głosie dyrektorka. 
- Lucinda- odpowiedziała jednym słowem Allyson. Twarz dyrektorki pobladła. Ally sama nie wiedziała, dlaczego imię, rzekomo jej babki, tak na nią podziałało.
- Usiądź- odezwała się Isabelle. Jej głos stał się ostry i stanowczy, jakby Ally zrobiła coś złego. Dziewczyna mimo buntu, który narastał w niej z sekundy na sekundę, posłusznie klepnęła na krześle. Spojrzała na twarz dyrektorki. Teraz, gdy miała okazję przyjrzeć się jej z bliska, wydawała się być zupełnie inną osobą. Jej twarz oszpecały drobne zmarszczki, które po całym dniu odsłonił jedwabisty puder. Oczy dyrektorki zdawały się mniejsze, a pod nimi widniały dość spore wory. "Musiała naprawdę długo nie spać"- pomyślała Allyson, wciąż przyglądając się dyrektorce. 
- Allyson- odezwała się Isabelle. Mimo ostrego tonu, jej głos zdawał się być przyjazny, zupełnie jakby nie chciała przestraszyć Ally.- Skąd dowiedziałaś się o Lucind'zie?
    Ally poczuła nagły przypływ negatywnych emocji. Przyszła tu, aby się czegoś dowiedzieć, a nie po to, aby spowiadać się z wydarzeń dzisiejszego wieczoru. Coś było nie tak. Zdecydowanie nie tak.
- Do cholery jasnej!- przeklnęła głośno.- Isabelle! Przyszłam do ciebie aby dowiedzieć się o co tu chodzi. Kim jest Lucinda i Nathaniel? Dlaczego nasza szkołą przyjechała akurat do Cimmerii i dlaczego, mój brat nachodzi mnie wchodząc przez okno...- Ally zakryła usta ręką. Powiedziała za dużo, zdecydowanie za dużo. Isabelle nie powinna wiedzieć o odwiedzinach jej brata, przynajmniej na razie. W uszach dziewczyny zadźwięczały słowa, które usłyszała od Christophera: "Uważaj komu ufasz", czy naprawdę ufała Isabelle? 
- Ally?- dyrektorka posłała jej pytające spojrzenie.- Christopher był u ciebie? Ally nie znała żadnego rozsądnego pomysłu na odwleczenie tego tematu. Słowo się rzekło. "Niech to szlag..muszę zacząć uważać na słowa"- pomyślała. Musiała powiedzieć prawdę. 
- Tak- odparła cicho, jakby ze skruchą. Dyrektorka widząc dręczące ją poczucie winy, nachyliła się w jej stronę.
- Posłuchaj Ally. Dowiesz się wszystkiego co będziesz chciała, tylko obiecaj mi, że zawsze będziesz mówiła mi prawdę. Musisz opowiadać mi o wszystkim co się zdarzyło, dobrze?- Dyrektorka wpatrywała się w brunetkę pytającym spojrzeniem, zmuszając Ally do podniesienia na nią wzroku. Teraz obie patrzyły sobie prosto w oczy. "Uważaj komu ufasz"- zadźwięczało jej w głowie. Musiała zaufać Isabelle. Wydawała się szczera. Ally sama zdziwiła się słysząc swój głos.
- Zgoda.
     Na twarzy dyrektorki zagościł promienny uśmiech. Teraz kobieta wydawała się być jej najbliższą przyjaciółką. 
- A więc Ally. Czego chcesz się dowiedzieć?- zapytała kobieta, znowu zasiadając na wygodnym fotelu.
- Kim jest Lucinda?- zaczęła ostrożnie Ally. Dyrektorka westchnęła.  Po chwili zastanowienia, zaczęła mówić.
- Cóż Ally... twój brat miał rację. Lucinda jest twoją babką. Nazwisko "Dawson" przejęła po mężu. A może mówi ci coś "Meldrum"?
- Niemożliwe- Ally nie mogła ukryć zaskoczenia.- Lucinda Meldrum jest moją babcią- Isabelle lekko skinęła głową, jakby chciała potwierdzić tę informacje.
    Te słowa wciąż brzmiały dziwnie w ustach Ally. Jak to możliwe? Lucinda Meldrum była najsłynniejszą kobietą w krajowej polityce. Pierwszą kobietą kanclerzem, a potem przewodniczącą banku światowego. Doradzała prezydentom, premierom i królom.
- Więc kim jest Nathaniel?- odezwała się cicho brunetka, jakby bojąc się odpowiedzi. Dyrektorka westchnęła. Po chwili namysłu, zaczęła mówić.
- Nathanie jest...- przerwała, zastanawiając się nad odpowiedzią. - Jest to osoba owładniata rządzą władzy. Jako jedyny chce odebrać Lucind'zie sprawowanie rządów nad Orionem.
   Dyrektorka spojrzała w oczy Ally, jakby zastanawiając się ile może jej powiedzieć.
- Ally, twoja szkoła nie przyjechała do Cimmerii przypadkowo. Myślę, że powinnaś w końcu dowiedzieć się prawdy. Kiedy przebywałaś w Miami, w domu-dodała widząc niezrozumienie na twarzy dziewczyny.- Byłaś stale obserwowana. Nathaniel, dowiedziała się, że jesteś spokrewniona z Lucindą. Ty i twój brat..- przerwała. Teraz mówiła delikatniej, jakby bała się reakcji ze strony dziewczyny.- Christopher uległ obietnicom Nathaniela. Ally, musisz uważać.
     Dziewczynie zaschło w gardle, a w głowie powstał mętlik, od nadmiaru informacji. Bała się. Sama nie wiedziała kogo. Nie znała przecież Nathaniela i nie wiedziała do czego mógł być zdolny. Jednak miał wrażenie, że może ufać Isabelle. Sama nie wiedziała dlaczego, po prostu to czuła.
- Na co uważać?- odezwała się cicho, powoli ważąc każde słowo. Przed oczyma pojawiła się jej scena w lesie, kiedy ktoś ją gonił. Zaraz po niej, przypomniała sobie dziwny szept pod jej oknem, który usłyszała pierwszej nocy. "Czyli jestem obserwowana"- przeszło jej przez myśl. Na samo wspomnienie o tamtych zdarzeniach zrobiło jej się niedobrze.
- Na jakiekolwiek nieznajome ci osoby. Na dziwne zachowania. Na wszystko co wydaje ci się być podejrzane- szepnęła dyrektorka, patrząc na Ally ze współczuciem. Widząc przerażenie w jej oczach, ponownie zaczęła mówić.- Nie bój się Ally. Tak naprawdę nie chodzi mu o ciebie- przełknęła ślinę.- Chodzi mu o Lucindę..i o mnie.
- O ciebie?- Ally spojrzała na nią ze zdumieniem.- Nie rozumiem.
     Isabelle potarła skronie opuszkami palców.
- Naprawdę wieki zajęłoby mi opowiedzenie ci tej historii. Wystarczy, gdy powiem, że ja i on mamy bardzo różne poglądy na to, jak świat powinien działać. Na szczęście to ja mam wpływ na Lucindę, więc moje poglądy częściej wprowadzane są w życie. Nie zawsze robi to co jej powiem, ale często mnie słucha- wzięła filiżankę i upiła w zamyśleniu niewielki łyk- To właśnie próbuje zmienić Nathaniel.
   Ally zmarszczyła brwi, próbując poskładać poszczególne elementy układanki.
- Przepraszam, ale dalej nie rozumiem. Czego on dokładnie chce?
- Nie ma za co przepraszać. Obsesja Nathaniela jest formą obłedu. To logiczne, że nie rozumiesz- Isabelle uśmiechnęła się smutno.- Myślę, że powinnaś wiedzieć coś jeszcze.
    Ally nie była pewna, czy kolejna informacja nie rozwali jej już w połowie ułożonych elementów. Chciała jednak wiedzieć. Skoro dzisiaj dowiedziała się tylu rzeczy, następna, powinna jej tylko pomóc.
- Słucham- powiedziała już odważniej.
- Cimmeria jest ważnym ośrodkiem w organizacji Orion. To właśnie z niej wywodzą się przyszli wodzowie kraju: prezydenci..posłowie. Musisz jednak wiedzieć, że biorą się oni z samego serca szkoły. Bowiem w naszej uczelni działa pewna grupa, mająca na celu wyszkolić uczniów na najlepszych przywódców i strażników. Jest to "Nocna szkoła". Zwraca ona największą uwagę na samoobronę. I właśnie dlatego uważam, że powinnaś do niej dołączyć. Musisz umieć się bronić.
- To niemożliwe- zaprzeczyła szybko Ally.- Wracam do domu już za tydzień. Moja szkoła przyjechała tutaj tylko na miesiąc Isabelle- z roztargnienia, Ally przeszła na ty.- Nie mogę tu zostać, a przez tydzień niczego się nie nauczę.
- Posłuchaj Ally. Rozmawiałam już o tym z Lucindą i twoimi rodzicami. W Miami grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. Tylko dzięki zajęciom w nocnej szkole będziesz mogła zacząć się bronić. Tylko w Cimmerii możesz być bezpieczna- powiedziała ściszonym głosem, jakby ktoś je podsłuchiwał. - Decyzja należy do ciebie Ally. Możesz wrócić, lub zostać.
- A co z moją szkołą? Mam przestać się uczyć?- wymamrotała z pogardą Ally. Nie chciała zostawiać Miami.
- Twoje oceny zostaną przeniesione do naszej szkoły. Naukę będziesz kontynuowała tutaj. Mamy naprawdę dobry poziom nauczania- odparła Isabelle.
- A co z moimi przyjaciółmi?- zapytała Ally, czując jak łzy napływają jej do oczu. Nie mogła zostawić Grece, Ashley, Trish i ...Austina. Przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, co mogło by się stać, gdyby została, a  Austin wrócił do Miami. Pewnie znowu zacząłby spotykać się z Kirą, kompletnie zapominając o Ally.
- Wiem Ally, że to dla ciebie trudne. Ale musisz zacząć myśleć także o sobie. Jeśli uda ci się namówić przyjaciół, zrobię wyjątek. Dwoje twoich najbliższych znajomych będzie mogło zostać z tobą- widząc wahanie w oczach brunetki, dodała- Zastanów się nad tym, Ally. Nie musisz odpowiadać mi teraz. Masz jeszcze tydzień- zawahała się. Jednak widząc, że dziewczyna nic nie mówi, Isabelle odkaszlnęła i mechanicznie zmieniła ton.- Muszę wracać do pracy Ally. A ty powinnaś już iść. Jest już późno.
   Ally nic nie mówiąc wstała z krzesła. Podeszła do drzwi i nacisnęła na klamkę.
- Proszę, zastanów się nad tym Allyson- usłyszała za sobą, błagający głos dyrektorki.
- Dobranoc- odpowiedziała tylko.
        Gdy ogromne drzwi zatrzasnęły się za nią z cichym skrzypnięciem, Ally poczuła jak łzy zaczynają piec ją w oczy. Nie chciała tu zostawać. I jak mogła wybrać tylko dwóch przyjaciół? Nie chciała opuszczać ani jednego z nich. Powoli zaczęła osuwać się o ścianę, w rezultacie siadając na podłodze. Owinęła kolana rękoma, a łzy spływały po jej policzkach, pozostawiając smugi i rozmazując tusz. Wytarła jedną grzbietem dłoni. Jej kasztanowe loki zdawały się już nie lśnić tak jak dzisiaj rano. Teraz wszystko w niej wydawało się być smutne i przygnębiające. Nagle, z zamyślenia wyrwał ją znajomy, chłopięcy głos.
- Ally? Co ty tutaj robisz? Nie jesteś w pokoju?
    Dziewczyna otarła łzy dłonią i powoli podniosła się z ziemi. Mimo wszystkich starań włożonych w zatuszowanie smutku, chłopak zobaczył smugi pozostałe po łzach, na jej policzku.
- Austin- zaczęła. Nie umiała skończyć, gdyż głos się jej załamał.
- Co się stało?- spytał blondyn z troską w głosie, jednocześnie schylając się, by spojrzeć Ally prosto w oczy. Nie uzyskał jednak odpowiedzi. - Ally?
    Ally myślała, że zaraz straci równowagę. Owinęła ręce wokół szyi chłopaka, jednocześnie tracąc grunt pod nogami. Austin złapał ją w ostatniej chwili. Wziął ją na ręce, powoli, obchodząc się z nią delikatnie.
- Gdzie idziemy?- usłyszał delikatny szept dziewczyny, która właśnie wtuliła się w jego tors, chłonąc zapach jego perfum.
- Do pokoju- odpowiedział, równie cicho.
                                                                              ***
O mój boże. Mogę tylko to powiedzieć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile zajęło mi pisanie tego rozdziału. Jest długi...to rekompensata za ostatnie miesiące. Mam chociaż cicha nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście? Naprawdę strasznie was przepraszam, za te moje straszne nieobecności. I... jeśli o nieobecności mowa...to, Claudii, jesteś tam? Jeju, naprawdę przepraszam, że nie odpowiedziałam na komentarze, naprawdę :( Jeśli chodzi o rozdział to...pisałam go przez dwie noce :) A potem wstaje o 12 hahah Ah, ale ja mam wenę przeważnie w nocy, gdyż w dzień ona po prostu znika. A tak a propo to jak wam minęły święta? Bo mi szybko..straaaasznie. I jeśli jeszcze chodzi o rodział to musze się przyznać, ze kilka zdań jest żywcem przepisanych z...dwóch książek. Korzystałam z nich, gdyż moja wena na ten rozdział powstała właśnie po przeczytaniu książki "Zbuntowani" Mam nadzieję, że się nie gniewacie? I jesli mowa o książce to... UWIELBIAM JĄ ! Serdecznie polecam wam ją przeczytać, gdyż jest...boziu niesamowita. Nie mogę doczekać się już kolejnej części. I przypominam także, ze mam aska na którym można mnie pospieszać z rozdziałami..uwierzcie mi..to działa. o to on: http://ask.fm/Weerruuu   iii co tu jeszcze.... chciałam wam podziękować, że jesteście. Że chce wam się czytać moje wypociny.  Jednak... szczerze mam wątpliwości, czy was przypadkiem nie straciłam. Pos postami jest coraz mniej odsłon a o komentarzach już nie wspomnę. Więc mam prośbę. Czy możecie napisać pod tym postem choć jeden komentarz? wystarczy "czytam". Jest funkcja komentowania anonimowego, więc nie powinno być z tym problemu. Boże..jak zwykle sie rozpisałam.. kończę już i ide spać. Ppapa, proszę jeszcze raz o ten jeden komentarz "czytam", naprawdę PROSZĘ.
                                                                                                                  Kocham i całuje
                                                                                                                              Weronika Love
                                                                             



czwartek, 11 grudnia 2014

rozdział 22- I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz.

*narrator*
 Dla Ally trudno było się przyzwyczaić do nowego uczucia... było jej po prostu dobrze. Jak za machnięciem czarodziejskiej ręki, jej problemy odeszły na margines. Między nią a Ashley układało się tak dobrze, jak nigdy dotąd. Oczywiście Allyson nie zapomniała o Grece. Były jak siostry. Grece spotykała się z Tom'em. Chociaż czasami, gdy Ally szła z nimi korytarzem ogarniała ją zazdrość, cieszyła się z ich związku. Pasowali do siebie. Można nawet powiedzieć, że wypełniali się nawzajem. Za to Allyson.. nie rozmawiała już z Austinem. Sama nie wiedziała dlaczego. Od paru dni blondyn gdy tylko widział brunetkę na szkolnym korytarzu, posyłał jej zabójcze spojrzenie i uciekał w tłum gromadzących się uczniów. Ally za to odnalazła w Sylvain'ie bratnią duszę. Dogadywali się jak nigdy dotąd.
   Dzisiejszy dzień w szkole rozpoczął się tak jak każdy inny. Najpierw lekcja z Isabelle, potem dłużąca się godzina lekcji historii. Gdy tylko uczniowie usłyszeli dzwonek ogłaszający przerwę, praktycznie wyskoczyli z ławek. Teraz Allyson zmierzała w kierunku szafki po książki na francuski.
- Masz zamiar ciągle mnie unikać?-usłyszała za sobą.
- Co?- odpowiedziała i gwałtownie się odwróciła. Wśród uczniów na korytarzu, był Austin. Stał na tyle blisko brunetki, że gdy ta się odwróciła praktycznie stykali się nosami.
- Ewidentnie mnie unikasz Allyson- westchnął blondyn patrząc w wielkie, brązowe oczy dziewczyny.
- Ja? Ja? Zastanów się co ty mówisz!- Ally krzyknęła na tyle głośno, że zwróciła na siebie uwagę kilku przechodzących uczniów.  Chciała wybuchnąć gniewem i wykrzyczeć wszystko co Austin zrobił. To, że traktował ją jakby była niewidoczną i to, że ma uczucie, jakby zabawił się nią jak lalką, a potem zostawił. W ciągu chwili zaczęły buzować w niej wszystkie uczucia. Miała ochotę walnąć chłopaka z całej siły. Chciała uciec, krzyczeć i tupać nogami. Nie zrobiła jednak nic. Stała po prostu i w jednym momencie prawie się rozpłakała. Ale nie. Nie mogła. Musiała zachować kamienną twarz aby nikt, zupełnie nikt nie dostrzegł tego, że Allyson Dawson także ma uczucia. Nie po to przecież przez te wszystkie lata budowała swoją reputację silnej i niezależnej dziewczyny, vice przewodniczącej szkoły, aby teraz pokazać wszystkim, że to tylko maska. Nie chciała zdejmować tej maski, nie chciała być inna niż wszyscy.
- Doskonale wiem co mówię- wyszeptał Austin i pociągną Ally za rękę tak gwałtownie, że dziewczyna prawie się wywaliła. Zachowała jednak równowagę. Po chwili biegu dziewczyna zdziwiła się, kiedy zobaczyła, że chłopak ciągnie ją w kierunku schowka na szczotki. Jej obawy się sprawdziły, gdyż blondyn praktycznie wepchną brunetkę do środka. Austin zakluczył drzwi i zapalił światło.
- Zwariowałeś!?- krzyknęła brązowooka.- Nie będę tu z tobą siedzieć! Z takim pajacem, idiotą, debilem, nie mam zamiaru spędzać czasu! Mam cie dość! Serdecznie dość!
- Uspokój się Ally- powiedział spokojnie chłopak.- Zdaje mi się, że już ode mnie odpoczęłaś, więc mogłabyś poświęcić mi choćby parę minut.- Na dziewczynę te słowa zadziałały jak zaklęcie. Nie miała już ochoty krzyczeć. Stała. Przymrużyła oczy i po prostu stała.
- Słucham- szepnęła i założyła ręce. Austin był najwyraźniej zdziwiony, nagłą zmianą reakcji Ally, gdyż przez chwilę stał nic nie mówiąc, wpatrując się w brunetkę. Po chwili jednak chłopak oprzytomniał.
- Ally..posłuchaj. Widzę, że ewidentnie coś cię łączy z Sylvain'em. Jeszcze nie dawno myślałem, że..- przerwał. Musiał pomyśleć. Spuścił wzrok z dziewczyny i przekierował go na podłogę.- że, jesteśmy przyjaciółmi.- Dokończył. Ally zamknęła oczy. Gdy blondyn wypowiedział te słowa, ona poczuła ukucie. Dosłownie, jakby coś ostrego wbijało jej się w płuca i powoli zaczynało tłumić jej oddech, który z sekundy na sekundę stawał się coraz płytszy.
- Ally?-usłyszała po chwili.- Wszystko w porządku?
  Otworzyła oczy. Blondyn stał nad nią, patrząc tymi wielkimi, brązowymi oczami wprost w jej źrenice.
- Tak, czemu pytasz?- zapytała i szybko zamrugała oczami.
- Jesteś strasznie blada.. Nie wyglądasz najlepiej..- nie dokończył, gdyż dziewczyna szybko mu przewała.
- Wszystko jest w porządku Austin. Czuję się dobrze. Zakręciło mi się tylko w głowie. Ostatnio często tak jest- chciała skończyć, ale do głowy przyszła jej jedna sugestia, która mogła zaboleć chłopaka.- Wiedziałbyś, gdybyś przez ostatni czas mnie nie unikał.
   Trafiła w samo sedno. Chciała, aby cierpiał, tak jak ona to robiła. Popatrzyła się dumnie w stronę chłopka. Nie widział jej despotycznego spojrzenia. Patrzył się na ziemię, z miną zbitego psa i tępym wzrokiem. Jej arogancki plan się udał, jednak teraz widząc w jakim stanie się znalazł, ogarnęła ją litość. Miała ochotę go przytulić, ale nie mogła. Nie byli już nawet przyjaciółmi. Podeszła do niego. Powoli, jakby bała się jego reakcji. Niespodziewanie on złapał ją za rękę.
- Ally. Nie chcę cię stracić, ale wiem, że jeśli za bardzo się zbliżę to tak się stanie. Dla tego wolałem się odsunąć. Nie chcę żyć w świadomości, że zastąpiłaś mnie kimś innym, ale nie oczekuję, że zasłonię ci cały świat. Zależy mi na tobie i zrobiłbym wszystko, aby cie chronić. Wystarczy mi, że będziesz blisko, proszę- przerwał. Spuścił wzrok z brunetki i przez parę sekund się nie odzywał.- Wiem, że jestem idiota mówiąc to, ale.. wystarczy mi przyjaźń Ally. Nie chcesz ze mną być, wiem. I wiem, że to co robiliśmy było głupie. Ale chcę być twoim przyjacielem. Nawet jeśli będę musiał znosić tego przebrzydłego francuza.
                                                                     ***
   - Ashley.. pomóż.- Ally i jej przyjaciółka siedziały właśnie na łóżku, w pokoju blondynki. Brunetka zaraz po rozmowie z Austinem ruszyła do przyjaciółki, aby opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami.
- Ally' usiu- zaczęła blondynka. Mimo niepokoju przyjaciółki i widocznego jej zmartwienie, ona sama nie mogła zachować powagi. Cieszyła się. Od wielu tygodni chciała aby Ally i Austin się pogodzili, a co dopiero zaprzyjaźnili. Właśnie dlatego w zaistniałej sytuacji, ciężko było jej ukrywać uśmiech.- Kochana. Jeśli mam mówić szczerzę, to nie wiem, czy jestem w stanie ci pomóc. Doskonale wiesz, że w cale nie jestem za waszymi, kolejnymi sprzeczkami o głupoty. Nie zrozumiesz mnie, bo stoisz po przeciwnej stronie. Zawsze szukałaś, choćby najmniejszego pretekstu do kłótni. Zwłaszcza z Austinem, po tym co ci zrobił. Myślę, że może jednak powinnaś mu odpuścić. Zależy mu na tobie.
  Nastała chwila ciszy. Nie była ona długa, jednak zaniepokoiła Ashley.
- Nie wiem.- odpowiedziała cicho Ally, wgapiając się w jeden punkt.- Na prawdę nie wiem. To dziwne uczucie. Zawsze wszystko wiedziałam. Nie widziałam sytuacji bez wyjścia. A teraz?- brunetka gwałtownie skierowała wzrok na przyjaciółkę.- Ashley,ja nie lubię nie wiedzieć!- krzyknęła z nienacka. Widząc stan w Ally, blondynka powoli usiadła na łóżku, tuż obok brązowookiej.
- Tak to jest kotku. Chłopcy nawet najmądrzejszych potrafią wprowadzić w niewiedzę- westchnęła Ashley, przytulając przyjaciółkę i delikatnie głaszcząc ją po głowie.
                                                                  ***
Witajcie misie ! A więc chciałam was poinformować, że szczerze nienawidzę nauki. A na dodatek z wzajemnością. Przepraszam, ze się nie odzywałam (nawet w komentarzach, za co przepraszam podwójnie) ale musiałam nadgonić trochę oceny. W końcu już niedługo wystawianie ocen :( Szczególnie przepraszam ciebie Claudi (albo Patrycja :p ), ponieważ ty tak pięknie się rozpisałaś, a ja klop i nie odpisałam. Przeeepraszam bardzo. Ale czytam ! Przyrzekam, że gdy tylko jakiś komentarz (mile widziany) zawita na moim blogu, tuz pod rozdziałem to od razu go czytam. Jeszcze raz za to przepraszam i obiecuję poprawę. Będę odpisywać! Dla nieufających- nie opuszczam bloga, tak jak pisałam pod ostatnim postem. Po prostu... piszę w każdej wolnej chwili, a mam ich po prostu mało.
 A tak zmieniając temat tooo..sooo... już niedługo święta :)))) Co chcecie dostać? Podzielcie się tym ze mną a chętnie przeczytam :) Ja ... chce telefon..bo, jestem tak uzdolniona, że rozbiłam moje dwa... brawo mi (Y) I to jeszcze w tym samym miejscu. Aj aj aja rozpisałam się, a jutro trza do szkoły wstać. Więć papapap, czekam na komentarze, moi kochani <3 i przy okazji, dobranoc :) Nie gniewacie się ?

sobota, 11 października 2014

rozdział 21- Jeżeli kochasz, czas zawsze odnajdziesz, nie mając ani jednej chwili.

*Ally*
Lekcje. Lekcje, lekcje i jeszcze raz lekcje. No tak.. w końcu dzisiaj trzeba wziąć się do roboty. Mimo ostatnich zdarzeń szkoła dalej nie daje o sobie zapomnieć. To mnie czasem tak irytuje. Ale chyba każdy musi się z tym uporać samodzielnie. 
  Dzwonek! Tak, w końcu! Nareszcie mogę wyjść z ławki. To takie miłe uczucie. W końcu mogę zacząć jakoś żyć. O ile te ciągłe ucieczki od jakiś osiłków mogę nazwać życiem. Ciągłe ukrywanie się.. strach. Kurcze! Chciałabym się w końcu dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Zdaje mi się, że tkwię w poskręcanej pętli, która z dnia na dzień coraz bardziej się zaciska. 
*narrator*
  Minęła godzina, potem dwie. Ally siedziała w swoim pokoju. Nic nie robiła. Patrzyła się tylko w sufit, jakby to on miał znać każdą odpowiedź na pytanie. Nagle zebrała się w niej złość, tak silna, że kopnęła z w ścinę nogą.
- Ał!- krzyknęła. "Wyżywanie się na ścianach to nie jest jeden z najlepszych pomysłów."- przeszło jej przez myśl. Spojrzała znowu w górę, tym razem jej wzrok zatrzymał się na regale z książkami, który wisiał tuż nad łóżkiem. Stał na nich równy rząd książek. Był mniejsze, większe, te grubsze i trochę cieńsze. Jednak jedna z nich wyróżniała się od innych. Była ona gruba. Nawet bardzo gruba. Ally sama z siebie nigdy by jej nie przeczytała. Teraz jednak, sięgnęła właśnie po tę książkę. Delikatnie przetarła jej okładkę z kurzu. Widniały na niej złote litery, które wspólnie układały się w napis. "Wiersze Jana Twardowskiego"- przeczytała na głos Ally. Otworzyła ją na 106 stronie.
"Kasiula
Nie płacz w liście,
Nie pisz, że los ciebie kopnął,
Nie ma na ziemi sytuacji bez wyjścia.
Kiedy Bóg drzwi zamyka,
to otwiera okno.."- Przeczytała na głos Ally. Dziewczyna nigdy nie lubiła czytać jakichkolwiek książek, nie wspominając już o wierszach. Od czasu do czasu na lekcjach przerabiali jakieś pojedyncze wierszyki. Nigdy żaden jej nie zainteresował. Twórczość Jana Twardowskiego także już znała. Nigdy nie zastanawiała się głębiej nad jakimkolwiek sensem jego wierszy. Teraz..teraz było inaczej. Sama już nie wiedziała, czy przeżyła w tym miejscy jakąś przemianę? Albo tylko jej się tak zdawało. Odłożyła książkę na bok. Wstała. Chciała wyjść z pokoju aby poszukać Grece lub Ashley, kogokolwiek. Jednak po drodze nie zauważyła drobnej, szklanej buteleczki. Nadepnęła na nią bosą stopą, a małe naczynie roztrzaskało się na kawałeczki.
- Kuźwa wasza!- krzyknęła na całe gardło brunetka. Podskakując do łóżka na jednej nodze.
- Nie bluźnij tak- usłyszała za sobą kojący, francuski akcent.
- Nie bluźnie. To nie przekleństwo. A nawet jeśli to słyszałeś, że przeklinanie, łagodzi ból fizyczny?- Odparła głośno brązowooka, ukradkiem zerkając na czerwoną plamę krwi pozostałą na dywanie.
- W takim razie przeklinaj do woli. Twoja noga nie wygląda za dobrze- Odparł francuz i po woli podszedł do brunetki.
- Dziękuje za pozwolenie- westchnęła dziewczyna. Po chwili jednak doszło do niej, że Sylvain nie przyszedł by do niej...tak po prostu. Musiał mieć w tym jakiś cel.- A tak właściwie to po co tu jesteś?- po chwili zapytała.
- Czyż zabronisz mi odwiedzać cię bez zapowiedzi i bez żadnego argumentu? Rozumiem, że w XXI wieku jest to rzadkością, ale we Francji tak własnie robimy- mówiąc to uśmiechną się słodko.
- Hah..- zaśmiała się Allyson.- Co jeszcze takiego robicie we Francji?
- Cóż.. Moja droga, w moim kraju jest bardzo dużo innych obyczajów. Myślę, że by ci się tam spodobało.
- Czy ty właśnie proponujesz mi wspólny wyjazd- zaśmiała się brunetka.
- Możemy to tak nazwać. Ale wyjazd może odbyć się dopiero w tedy, kiedy dwie strony będą na "tak", więc?- Chłopak uśmiechnął się uroczo.
- Może.. Nawet jeśli to ja za kilkanaście dni już wracam do domu. Kończy się miesiąc i razem z nim nasz projekt szkolny. Będziemy musieli wracać do domów. Ja, Trish, Grece, Ashley, Austin...- przerwała, widząc budującą się na twarzy Sylvaina złość na dźwięk imienia blondyna.
- Austin..- powtórzył z irytacją brunet.- Co tam u niego?- Ally nie wiedziała, że Sylvain jest tak świetnym aktorem, że w przeciągu sekundy potrafił zakryć nienawiść do blondyna zamieniając ją na udawaną troskę
- Nie wiem.- Dziewczyna szybko odpowiedziała.- Nie rozmawiałam z nim.- Mówiąc to Ally dostrzegła, że mięśnie francuza rozluźniają się, jakby nagle w jego ciele zapanował spokój.
- W takim razie.. może zajmijmy się twoją nogą? Zaraz się mi tu wykrwawisz.- Allyson skrzywiła się na widok zakrwiawionej stopy.
- Tak-odparła.- To dobry pomysł.
                                                          ***
Więc...misiaczki... Bardzo ale to bardzo przepraszam :( Możecie mi nie wybaczyć.. Przepraszam was najbardziej jak tylko umiem. Wiem, że jestem okropna i nawaliłam. Pzwalam wam za to mnie powyzywać od czarownic. Jest mi niezmiernie przykro, że rozdział pojawił sie tak późno, ale nie miała ani troche weny. Zero, kompletne zero. Mam nadzieję, ze ona już niedługo wróci. Nie wyobrażam sobie życia bez tego bloga :( A jeszcze bardziej nie wyobrażam go sobie bez moich czytelników- czyli was. Mam przynajmniej nadzieję, że moja klasa humanistyczna zadziałało chodź odrobinkę na styl mojego pisania i nie jest on najgorszy. Jeszcze raz przepraszam. A tak  w ogóle, to może podzielicie się zemną co u was słychać? Kocham was.
                                                                                                                          Weronika Love




  

piątek, 25 lipca 2014

rozdział 20- Odważni nie żyją wiecznie, lecz ostrożni nie żyją w cale.

*narrator*
   Ally miotały różne emocje. Sama nie wiedziała do końca czy powinna się bać, czy może wykazać się odwagą i nie okazywać ani odrobiny strachu? A może żadne z wymienionych rzeczy nie było właściwe? Ally, mimo wielu prób, które podejmowała z wielkim wysiłkiem, nadal nie umiała określić co się właściwie stało. Z jednej strony stał Sylvain, który niczym rycerz na białym koniu uratował ją od... czegoś. W sumie nie wiedziała nawet od czego. Nie miała pojęcia jakie zagrożenie mogło ją spotkać w lesie. Niby było przerażająco i strasznie, jednak.. nadal nie wiedziała co dokładnie stało się ostatniej nocy. Tak czy siak, w niczym nie przypominało to bajki, więc rycerz na białym koniu to raczej kiepski przykład. Brunetka sama nie wiedziała już co ma o tym wszystkim myśleć. Sylvain.. jeszcze parę godzin temu mogłaby śmiało powiedzieć, że ten chłopak jest jej kompletnie obojętny.. jednak teraz wiele się zmieniło. W końcu on ją uratował. Nie można takiego czynu, od tak, zrzucić na margines i udawać, że nic się nie stało. Nawet jeśli, to i tak prędzej czy później odbiło by się to echem i nie dało o sobie zapomnieć.
   Wracając do rzeczywistości. Co się stało po tym, gdy Ally pozostawiła Sylvain'a w lesie? No cóż, nic ciekawego. Ally dołączyła do Austina uważnie omijając temat dotyczący dzisiejszej nocy. Przecież to miała być tajemnica... Austin z początku nie dawał za wygraną i niczym rzep który uczepił się psiego ogona, nie chciał zmienić tematu. Jednak widząc zmęczenie jak i znużenie brunetki, odpuścił i postanowił zapytać o to kiedy indziej. Dotarli do Cimmeri i każdy poszedł w swoją stronę. Ally opuściła Austina tak szybko, że chłopak nie zdążył wyszeptać nawet tradycyjnego "pa, do zobaczenia".
   Teraz leżała cicho w łóżku, z szeroko otwartymi oczyma. Mimo znużenia, myśli krążące po jej głowie nie pozwalały Ally zasnąć. Minęło dość sporo czasu od kiedy położyła się do łóżka. Na początku tylko przekręcała się z boku na bok, bezsilnie zamykając oczy, które i tak po chwili same się otwierały. Kiedy w końcu odpuściła już z próbami zaśnięcia, w całości pogrążyła się w myślach. To wszystko dzieje się tak szybko. Nawet za szybko. Ally nie potrafi złapać oddechu między nowymi zdarzeniami. Od czasu, gdy znalazła się w Cimmerii, jej życie tak gwałtownie uległo zmianie. Wcześniej żyła jako zbuntowana nastolatka z chłopakiem u boku i trzema przyjaciółkami. Własnie... Ashley. Tak dawno nie rozmawiały. W tym właśnie momencie poczuła jak bardzo jest jej brak przyjaciółki. Z Grece zaprzyjaźniła się już na dobre, a z Trish często żartowała na korytarzach, ale Ashley? Niby wymieniały ze sobą kilka zdań w klasie, ale to nie to samo co kiedyś. Koniecznie musi porozmawiać z nią jutro...
    Otworzyła oczy. Było już jasno. Czy to możliwe, że zasnęła? Gwałtownie spojrzała na zegarek, była 6 rano... Dzisiaj był... poniedziałek. To znaczy, że Ally jak uczciwa uczennica musi wyruszyć na lekcję. Ba! Przydało by się nawet kilka razy pozgłaszać! Przecież trzeba zachować tą normę codzienności i udawać, że nic a nic się nie stało. Do pobudki innych uczniów miała jeszcze dość sporo czasu. Reszta młodzieży budziła się przecież o 7 rano. Ally usiadła na łóżku. Spojrzała, na leżącą obok Grece. Spała tak smacznie. Brunetka po cichu wstała z łóżka. Otworzyła drzwi. I udała się do pokoju numer 15.
  Stanęła przed dużymi, drewnianymi drzwiami, które niczym nie różniły się od innych drzwi, które znajdował się na korytarzach Cimmerii. Delikatnie stuknęła w nie palcem. Nic. Wiec powtórzyła czynność. Usłyszała ciche kroki. Po chwili zgrzytnięcie i już po chwili stała przed nią dziewczyna o długich blond włosach i jasnych oczach.
- Cześć, Ashley, mogę wejść?- zapytała nieśmiało brunetka z wystraszony spojrzeniem. Bała się reakcji przyjaciółki.
- Wchodź.- odparła obojętnie blondyna, zamykając za Ally drzwi.
Pokój Ashley nie różnił się zbytnio od pokoju Ally i Grece. Ściany były pomalowane na ten sam kolor, a przy ścianie stały dwa podobne łóżka. Trish nie było. Oba łóżka były równo zaścielone, zupełnie tak, jakby nikt dzisiaj na nich nie spał.
- Gdzie jest Trish?- zapytała już trochę głośniej Ally.
- U Sylvaina- padła szybka odpowiedź. Słysząc te słowa Ally poczuła.. coś. Nie umiała tego dokładnie określić. Mogła to być zazdrość, jednak nawet gdyby, to sama, w życiu by się do tego nie przyznała.
- Co? To.. - przerwała na chwilkę, alby złapać oddech.- To oni się spotykają?- jej ton głosu momentalnie spadł o kilka stopni. Ściszyła go na tyle mocno, że Ashley ledwo ją zrozumiała.    
- Nie.- Odparła szybko blondynka.- Oni się tylko przyjaźnią.- W tym momencie Ally poczuła ulgę, Nie byłą sam pewno czym była ona spowodowana. Potem zapadła cisza. Nikt nie chciał odezwać się pierwszy.
- Ahley... Czy ty jesteś na mnie zła?- delikatnie zaczęła Ally. Momentalnie twarz blondynki poczerwieniała, jej usta wykrzywiły się w grymas, a pięści zaczęły zaciskać się tak mocno, aż długie paznokcie Ashley, powoli zaczynały wbijać się jej w skórę.
- Nie Ally, nie jestem zła. Tylko jestem cholernie wkurzona na ciebie. Zostawiłaś mnie z Trish, kiedy tylko zaczęłaś rozmawiać z Austinem. Ty i Grece już przestałyście się do mnie odzywać. Nie rozumiesz, że przyjaciółki tak sobie nie robią? W sumie to nie wiem nawet, czy jestem wściekła czy po prostu cholernie smutna. Myślałam, że zawsze będziemy nie rozłączne, a ty po prostu się ode mnie oddalasz. Czy..- przerwała na chwilkę, uspokajając ton głosu.- Czy ty zastąpiłaś mnie chłopakami?- zapytała, jednak już  spokojnie, jednocześnie spuszczając wzrok.
- Ashley... To nie tak zrozum. Ja .. ja.. - przerwała. Sama nie wiedziała czemu tak robiła. A kłamstwa w tych okolicznościach nie były dobrym pomysłem.- Ja przepraszam. Nie chciałam. Wiedz tylko, że nie zastąpiłam ciebie i nigdy bym tego nie zrobiła. Jesteś dla mnie jak ... siostra. Zawsze byłaś. Nie chcę cię stracić tak jak straciłam kiedyś Rachel. Wiem, że możesz mi nie wybaczyć, ale..- nie zdążyła dokończyć, ponieważ Ashley usiadł obok niej, przerywając jej w połowie zdania.
- Siostry sobie wybaczają.- Blondynka uśmiechnęła się lekko, obejmując ramieniem brunetkę. Już po chwili Ally odwzajemniła uścisk.
- Kocham cię siostrzyczko- wyszeptała brązowooka.
- Ja ciebie też- usłyszała odpowiedź.
                                                                            ***
 No hej moje kochane misie. Wiem, ze rodział to jest naprawdę badziewny, ale nic innego o tej godzinie mi nie przychodzi do głowy. Wiem, zę dawno mnie tu nie było, ale ... no cóż wyjechałam. Byłam na Malcie i kiedy tam wyjeżdżałąm myśłąma, że będzie internet i tam napisze rodzział ale tam nie było wi-fi :( Nie miałam jak pisać, dlatego rozdział jest tak straaaaaasznie późno :( Przepraszam was mocno... Jadę jeszcze do Tunezji, ale tam biorę internet bezprzewodowy, więc teraz już nie będzie opóźnień. Idę spać, więc dobranocki kochani,. Aaaa jeszcze chwila. Jak wam mijają wakacje? Bo mi za szybko :/ Ale ogólem nie jest źle, bo pogoda jest ładna, nie powiem :) jezu ja jestem nie wyspana to gadam bzdury, bzdurstwa gadam.. taka rymowanka jeeee, dobra dość. No i mój ask, będę wam go dawała ciągle, abyście pamiętali, że mnie możecie tam pospieszać no i oczywiście w komentarzach też http://ask.fm/Weerruuu - ask. nO i co jeszczeee. Ten rozdział pisałam wcześniej (początek) a dzisiaj środek i koniec, tak na szybko, więc wiem, że jest okropny :( Ale obiecuje, ze następny będzie lepszy . A dzisiaj przy pisaniu towarzyszył mi mój kocio <3 Lubicie kotki? bo jaa kocam mojego. Dużo osób ich nie lubi :( a mój jest takii milusi, zwłaszcza o 5 rano gdy jest głodny to mnie tak słodko budzi rycząc na cały dom <3 Ah, taki kochany <3 Ale tak na prawdę to i tak go kocham. No dobra ja ide, bo zaczynam dadać bez sensu to paaa misie kocham was <3
 Weronika Love
a tu taki mój kotek, który poznaje co to jest lustro ;) 

wtorek, 3 czerwca 2014

rozdział 19- Czy widzisz, że w naszym życiu zawsze przeważały pytania?

Wyszeptał tylko jedno słowo:
-Uciekaj...
*narrator*
Ally jakby zamurowało. Nie potrafiła ruszyć żadną z kończyn. W sumie można śmiało powiedzieć, że w jednym momencie straciła odwagę, jak i poczucie bezpieczeństwa. Stała w jednym miejscu wpatrując się w starszego człowieka, kryjącego się pod płaszczem nocy. Nie wiedziała ile minut minęło, dawno straciła poczucie czasu. Wiedziała tylko tyle, że nic się nie stało. Było zupełnie cicho. Nie słyszała nic poza własnym oddechem. Więc co znaczyło "uciekaj" wypowiedziane z ust mężczyzny? Przecież... nic się nie działo i nic nie zapowiadało aby coś miało się stać. Stali tak oboje, ledwo dostrzegają siebie nawzajem.
- Uciekaj! Słyszysz?- krzyknął nagle staruszek.- On w każdej chwili może tu przyjść!- dokończył.
- Ale... kt..- Ally nie zdążyła dokończyć pytania. W jednej sekundzie stały się trzy rzeczy. Staruszek upadł na ścieżkę, zza drzew wyłoniły się dwaj dorośli mężczyźni, a Ally ktoś z hukiem powalił na ziemię. Brunetce ktoś przytrzymał dłonią usta, a drugą ręką złapał za ręce i w takiej pozycji wczołgał się za krzaki, jakby starał się aby nikt ich nie usłyszał, ani nikt ich nie zobaczył. Wszelkie próby krzyku, przeprowadzane przez dziewczynę, szły nadaremno. Potężna dłoń nadal zakrywała jej usta i nie pozwalała nawet na najcichszy jęk. Ally słyszała rozmowy dwóch mężczyzn. Nie rozumiała o czym mówili,byli stanowczo za daleko. Po chwili słyszała już tylko kroki i niespokojny oddech kogoś, przez kogo była przetrzymywana. Później nie słyszała już nic. Najwidoczniej mężczyźni musieli sobie pójść. Wstrzymała oddech, aby upewnić się, że już nic nie słyszy. Cisza. Głucha i pusta cisza zapanowała w około. Nawet osoba która ją teraz przetrzymywała musiała wstrzymać oddech... lub umrzeć. Ale sądząc po tym iż jego dłonie nadal zaciskały się na ciele brunetki, można wykluczyć drugą wersję.
- Poszli.- Ally usłyszała nagle. Otworzyła szeroko oczy. Poczuła przyjemne rozluźnienie, gdy dłonie chłopaka puściły jej ręce i przestały zaciskać się na jej ustach. Usiadła. Chłopak, który jeszcze przed chwilą boleśnie przetrzymywał jej ręce, wstał i wyciągną dłoń w jej kierunku. Złapała ją. Wstała i stanęła twarzą w twarz z... Sylvain'em.
- Sylvain?-zapytała głupio brunetka.-  Co? Co? Co się tu do cholery jasnej dzieje! Co to było!? Kim oni byli?!- zaczęła krzyczeć jednocześnie wymachując rękoma.
- Uspokój się Ally! Nie wiem. Wyszedłem się przejść, usłyszałem jak ktoś tu chodzi. Zobaczyłem mężczyzn z bronią a potem ciebie. Nie chciałem... aby ci się coś stało. Nie wiedziałem co robić, więc zrobiłem to, co według mnie było w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem-powiedział na jednym tchu chłopak.
- Ale...
- Nie wiem.- Zakończył temat Sylvain, jednocześnie przerywając wypowiedź brunetki.
Cisza. Znowu nastała ta cholerna cisza. Ally nie lubiła ciszy. Wolała, gdy w okół niej dużo się działo. Jednak ostanie wydarzenia w porównaniu z teraźniejszą ciszą były dla niej istnym koszmarem.
- Ally?- odezwał się nagle czyjś głos, brzmiący melodyjnie i wybawczo. W pierwszej chwili Ally nie umiała go rozpoznać. Lecz już po chwili zorientowała się, że tuż obok niej i Sylvain'a staną Austin.
- Austin. Hej. Co tu robisz?
- Ally! Głupio się pytasz! przecież mi niedawno uciekłaś i... teraz jesteś tutaj.. no z nim.- Odparł oschle Austin widząc Sylvaina, stojącego przy brunetce.
-Witaj Austin.- Odparł francuz, lekko się uśmiechając. Sztuczność w jego głosie można było wychwycić z dziecinną łatwością.
- Austin, proszę, wracajmy do Cimmerii, ok?- odporała nagle Ally, zupełnie wykończonym głosem.
- Ok, Ally.- Uśmiechną się do dziewczyny Austin.
- Idź, Ally zaraz cię dogini- odparł nagle Sylwain, jednocześnie przytrzymując Ally za ramię. Austin posłał mu groźnie spojrzenie, jednak po chwili ruszył przed siebie. Gdy tylko postać chłopaka zniknęłą w ciemności, Sylvain przyciągnął do siebie Ally i wyszeptał:
- Ally, nie zależnie co się będzie działo i kto będzie o to pytał, nigdy ale to nigdy nie mów nikomu co i kogo tu dzisiaj widziałaś.
                                                                 ***
Hejcia hejcia. Wiem, wiem, zawaliłąm... i to ostro! Ale już wyjaśniam. Więc, po prierwsze kiedy jakieś dwa tygofdnie temu napisałam rozdiał to calusieńki mi się usunął -,- tępy blogspot ! Żeby to był pierwszy raz... ale nie... to był chyba z 3! Ale nie ważne... teraz są poprawy ocen i ostatnie moje dnie wyglądały na zakuwaniu :/ Dzisiaj gdyby nie komentarze Claudi to ja bym tego posta dodawała do 16 czerwca... czyli do wystawienia ocen. Ale jest! Taki króciutki, ale zawsze coś. Daję wam o sobie znać i wiedzcie, ze mimo iź rozdziały nie pojawiają się często ja nigdy nie zapominam o tym blogu. NIGDY. Czytam te wszystkie komentarze i aż sama siebie oczerniam w myślach, że tak go zaniedbuje :C Dobra, lece się uczyć do fizy :/ Głupia fiza... No i jak tam u was w szkole? Jakie średnie? Uuuu mnie... nie tak najgorzej, jeśli poprawię kilka sprawdzianów (mam tydznień... brawo mi, że wszystko na ostatnią chwilę) to może będzie pasek... ody :) No to.. przepraszam was bardzo i oznajmniam, że po 16 czerwca jestem cała wasza! A na razie... papapap jeszcze do 16, spróbuję coś potworzyć :)) pappap kochammm was miśki, dropsy i cukiereczki :*****
                                                                                                                 Weronika Love
P S Jak coś to za błędy z góry przepraszam, ale ten rozdział powstał w pośpiechu w przerwie w uczeniu i był nie sprawdzany.

sobota, 26 kwietnia 2014

rozdział 18- Potrafimy kochać i marzyć, więc wszyscy jesteśmy zwycięzcami.

*narrator*
- Austin...- ich pocałunek przerwał cichy szept brunetki, która powoli odsunęła się od chłopaka. Zapanowała głucha cisza. Blondyn patrzył się na dziewczynę pytającym wzrokiem. Po paru minutach ciszy, Austin znowu przysuną się do brunetki, delikatnie ją całując. 
- Austin...- powtórzył się szept dziewczyny. Teraz to chłopak odsunął się od Ally. 
- Co?!- zapytał dość głośno, poirytowanym już głosem. 
- My... nie powinniśmy. Nie możemy.- Jej głos był tak cichy, że mimo panującej w okół ciszy, chłopak ledwo mógł ją usłyszeć. 
- Czemu?- usiadł na łóżku wpatrując się w dziewczynę. 
- Bo... Ty jesteś z Kirą. My jeszcze niedawno się nienawidziłyśmy, a teraz.... no wiesz. To nie za szybk...- nie zdążyła dokończyć, ponieważ Austin złapał ją za rękę ciągnąc na łóżko. Już po chwili dziewczyna upadła na materac. Blondyn wylądował na dziewczynie. 
- Nie jestem już z Kirą. Zerwałem z nią tuż przed wyjazdem do Cimmeri. I dla mnie nie jest za szybko. A nawet jeśli to nie ma znaczenia.- Chłopak nadal leżąc na brunetce, ponownie ją pocałował. Tym razem Ally nie stawiała oporów. Dziewczyna oplotła nogami nogi blondyna. Nie wiedziała co zrobić do końca z rękoma, więc postanowiła położyć je na głowie Austina. Było jej dość ciężko wykonać ten ruch, ponieważ chłopak leżąc na niej, uniemożliwiał jej czynność. Po chwili jednak poczuła pod palcami miękkie włosy chłopaka. Zanurzyła w nich palce, delikatnie je przeczesując. Wiedziała, że spodobało się to blondynowi, gdyż przez pocałunek przedarł się jego delikatny uśmiech. Nagle poczuła coś dziwnego. A dokładnie w swoich ustach. Austin delikatnie wsunął swój język do jej buzi. Jeszcze nigdy nie całowała się z języczkiem. Na początku poczuła się nie komfortowo, jednak po chwili zaczęło jej się to podobać. Nawet bardzo. Minęło trochę czasu... w sumie oboje już dawno stracili jego rachubę. Jednak Ally leżąc pod ciężarem chłopaka miała ograniczony dostęp powietrza. Po woli zaczęło jej brakować tlenu. Odsunęła się delikatnie od blondyna, jednocześnie łapiąc oddech. Austin spojrzał na dziewczynę trochę zdziwionym wzrokiem jednak po chwili na na jego twarzy zagościł szarmancki uśmiech. Trochę zdziwiona dziewczyna zaczęła obserwować jego ruchy. Chłopak zsunął się na dół. Zatrzymał się przy pęmpku, po czym delikatnie zaczął podwijać bluzkę dziewczyny. 
- Co ty robisz!?- zaprotestowała brunetka gwałtownie podciągając bluzkę na dół. 
- Spokojnie. Nic złego bez twojej zgody nie zrobię. Ale teraz mi zaufaj- spojrzał błagalnym spojrzeniem na brunetkę. Na Ally podziałał ten sposób, gdybyż po chwili odsunęła ręce. Austin ponownie podwiną koszulkę dziewczyny, tym razem do połowy. Delikatnie przyłożył swoje usta do brzucha brunetki. Najpierw powoli i czule całował jej brzuch. Kiedy już zaczęło go to nudzić, wkręcił się językiem w pępek brunetki, powodując, że przez ciało dziewczyny przeszła fala dreszczy. Chłopakowi spodobało się to jeszcze bardziej. Gdy powoli zaczął wyżej podnosić bluzkę dziewczyny, ponownie napotkał opór.
- Austin. Nienawidzę zachowywać się jak dorosła... ale..- urwała spoglądając na blondyna. Ten podniósł się i usiadł na łóżku, opierając się plecami o ścianę.
- Wiem. Przepraszam.
- Ok... - cicho odrzekła- Krtó.. która.. jest godzina?- wyszeptała po pewnym czasie ciszy. Austin podniósł głowę spoglądając na zegarek.
- Szósta...- odparł cicho.
- Będziemy tu siedzieć aż do ósmej?- zapytała kpiąco brunetka.
- Nie... poczekamy tylko, aż zakochana para się obudzi i... w tedy może pójdziemy do twojego pokoju i tam się przebierzesz?- Pokiwała tylko głową. Ally kompletnie już zapomniała, że ma na sobie tylko koszule Austina i krótkie spodenki. Spojrzała na chłopaka, on nie miał na sobie koszulki.
- Chodźmy pobiegać.- Oznajmiła dziewczyna gwałtownie wstając z łóżka. Można śmiało powiedzieć, że Austin popatrzył się na nią jak na skończoną idiotkę.
- Zwariowałaś?! Jest szósta rano...- odpowiedział blondyn nadal patrząc na Ally jak na debilkę.
- No chodź... trzeba się poruszać i rozgrzać...- Ally dokładnie przeciągała każde wymówione przez siebie słowo, jednocześnie ciągnąć chłopaka za rękę. On jednak nawet nie drgną.
- Ale tak na poważnie to... ty na pewno się dobrze czujesz? Nie masz gorączki... czy nie boli cię głowa?- zapytał zupełnie poważnie chłopak.
- Oj no przestań...
- Daj, sprawdzę, na pewno masz gorączkę. To od tego pływania w lodowatej wodzie! Mówię ci, że to na pewno od tego!
- Ja się topiłam geniuszu! A nie pływałam!- wykrzyknęła zdenerwowana dziewczyna.- I nie mam żadnej gorączki!- dodała po chwili. Jednak Austin nie odpuszczał. Usiadł na łóżku w stronę brunetki i przyłożył swoją dłoń do jej czoła.
- Zabieraj. Tą. Łapę. Z. Mojej. Głowy.- odrzekła spokojnie dziewczyna oddzielając i podkreślając każdy wyraz, jednocześnie mrużąc oczy ze złości.
- Ta łapa uratowała ci życie. Więc podziękuj i pocałuj "tą łapę". A tak na marginesie to się nazywa się dłoń. No przynajmniej ja tak to nazywam, ja tam nie wiem jak u ciebie to nazywają.- Odparł chłopak kapryśnym tonem głosu, przykładając rękę do ust Ally.
- No chyba cie coś boli. Nie mam zamiaru całować twojego łapska.- Teraz to Ally spojrzała na niego jak na idiotę.
- Jakoś nie miałaś problemów z całowaniem innej części mojego ciała- uśmiechnął się szyderczo chłopak. Jednak po chwili jego mina zmieniła się na udawany grymas.
- Tak się składa, że to nie ja zaczęłam tylko ty. I to ty marzyłeś o tym od dawna.- Ally starała się przybrać minę zadziornej panienki. Po tych słowach wyprostowała się i delikatnie oblizała usta.
- I chętnie bym to powtórzył- odparł bez skrępowania chłopak. Teraz w brunetce coś zawrzało. Nic nie powiedziała. Poczuła w brzuchu motylki. Oj, dużo motylek. Wpatrywała się tylko w czekoladowe oczy chłopaka. Teraz...najchętniej by go pocałowała. Ale... coś jej na to nie pozwoliło.
- To...- wydusiła z siebie słowo. Nie miała pomysłu na wymyślenie jakiegokolwiek tematu.- Idziemy biegać?- szybko wyrzuciła, nawet za szybko, gdyż chłopak ledwo ją zrozumiał.
- Ok... Ale...
- Co ale?- Pisnęła Ally. Zawsze piszczała i przerywała wypowiedzi innych, gdy czuła zdenerwowanie.
- Ale. Po pierwsze- biegamy niedaleko siebie. Po drugie- uważasz na siebie. Po trzecie- nie biegamy za długo. Po czwarte...- przewał. Podszedł do swojej szafy. Wyją z niej niebieską, zapinaną na zamek bluzę z kapturem, po czym podał ją dziewczynie.- Po czwarte ty biegasz w tym.
   Ally spoglądała to na bluzę to na Austina. Po chwili zastanowienia nałożyła bluzę.
- Ok. Ale ty też coś nałóż. Jest dość zimno.- Spojrzała na Austina proszącym wzrokiem.
- Ok...- odparł chłopak, po czym wyją z szafy czerwoną bluzkę w kratę. Ally  uśmiechnęła się słodko do Austina, po czym oboje ruszyli w stronę wyjścia.
    Znaleźli się na podwórku. Było zimno. Ally od razu zaczęła biec w stronę lasu.
- Ally! Zachowujesz się jak bachor! Mieliśmy biegać blisko! Zobaczysz, że się zgubisz!- krzyknął chłopak. Dziewczyna była już dość daleko od blondyna. Ustała na chwilkę, alby móc mu odpowiedzieć.
- A ty za to, zachowujesz się jak dorosły! Ciesz, się na razie tym, że nie masz większych obowiązków!- odkrzyknęła.
- Kiedy nie trzeba to ty zachowujesz się jak dorosła! A kiedy sytuacja wymaga odpowiedzialnego podejścia ty zabawiasz się jak rozpieszczony bachor!- wrzasnął zdenerwowany już dość mocno chłopak.
- I dobrze mi z tym- Usłyszał tylko. "Sama chciałaś"- wyszeptał, po czym sam pobiegł za dziewczyną.
*Ally*
   Myśli, że on może mi rozkazywać. A co ja jestem? Pies, dziecko? Nie wydaje mi się... W każdym bądź razie- nie mam zamiaru się go słuchać, nikt nie ma prawa mi rozkazywać.
   Biegłam przez cały czas. Nogi powoli zaczynały mnie już boleć, jednak to była, jak dla mnie, ta najbardziej niesamowita część biegu. Czujesz, że nie masz sił a mimo to chcesz biec dalej... to jest cudne uczucie. Biegam już od jakiegoś czasu.. nie nazwałabym siebie biegaczką, ale osiągam dobry czas. Zamknęłam oczy. Biegłam. Cisza. Nagle usłyszałam jakiś szelest. Zatrzymałam się. Cisza. Znowu nic nie słychać. Już chciałam ponowić wykonywaną czynność, jednak znowu usłyszałam szelest. Później odgłos się ponowił. Nagle usłyszałam.... jakieś kroki. Szelest i kroki, na zmianę. Odgłos zapinania guzika i czyjś oddech. Pomyślałam, że może być to Austin... ale.. on nie miał bluzy na guziki. Kroki nie ustępywały, stawały się coraz szybsze i częstsze, jakby przechodzące w bieg. Oglądnęłam się do tyłu, ponieważ to własnie za plecami słyszałam owe dźwięki. Nic tam nie było. Przyjrzałam się dokładniej. Nadal nic. Nagle na dróżkę z krzaków wypadł jakiś człowiek. Podniósł się i popatrzył prosto na mnie. Wyszeptał tylko jedno słowo:
- Uciekaj.
                                                                     ***
Heeej misieeee ! Jest zaraz pierwsza w nocy to się będę streszczać. A więc, wiem, że dawno rodziału nie było, jednak... no już nie mogłam się z tym wyrobić :/ Było bardzo mało czasu, duuużo nauki, wieeele sprawdzianów i ... życie osobiste. No tak, mimo wszystko każdy je ma.... Zaczęłam pisać ten rozdiał już wczoraj.. ale skończyłam go dzisiaj. Wiem, że nie jest najdłuższy, ale nie chciałm pisac dalej.. bo bym zepsuła zwrot akcji.. chyba tak to można nazwać :) Pod ostatnim postem przeczytałam komentarz dotyczący scen +18... i pytanie do was. Czy wy chcecie/czekacie na taki oto sceny? Jak już przeczytaliście w powyższym rozdziale pojawił się wątek ... takiej jakby namiastki miłości... jednak ja co do tego mam wieeele planów, których niestety, albo stety wam nie zdradzę. I prooszę o komentarze, bo one mnie motywują, nawet bardzo mocno... Claudi... ostanio ty mnie tymi minkami motywowałaś, że jak przeczytałam je u koleżanki na telefonie to przez cały dzień myślałam tylko o tym, że jak wrócę to zaczne pisać rozdział! Ah! no i przypominam, że mam aska, gdzie zawsze odpowiedam na pytania dotyczące bloga :) proszę, oto on : http://ask.fm/Weerruuu
Zapraszam serdeeecznie na niego, bo ja tam zawsze odpowiadam no i zawsze informuje, jak sie zapytacie ;) Jejku.. miało być krótko... no nic, to chyba, końce.. aaa no i jeszcze ty powiem, że ostatnim razem nie miałam jak odpowiedziec na wasze komentarze, ale teraz już spokojnie mogę, więc będę na wszystkie odpowiadałą i oczywiście ZAWSZE wszystkie czytam. No i ostatnie pytanie do was. Czy macie już jakieś plany na wakacje? Chętnie poczytam ;3 i odpowiem :) Jezuuu ... ja to chyba jednak straszna gaduła jeste ;D oki, teraz serio kończę, papap., kocham was mocno :***
                                                                                                                                    Weronika Love